METALLICA
"Bay Area Trashers"


"O nieee! Znów Metallica!" - zakrzyknął pewnie Hex, gdy rozpakował plik zip z tą recenzją, jaki do niego przysłałem. Ciekawe jednak co powiedział, gdy przeczytał tytuł opisywanego albumu. "Jakieś "Bay Area Trashers". Co to w mordę jest?" - głowi się teraz pewnie także niejeden "fan" Metalliki, jakich to ostatnimi czasy zespół naprodukował sobie "Loadami", "Garażami" czy innymi "Saint Angerami". Tylko starzy wyjadacze może zakapują o co chodzi. Gdy powiem im jeszcze, że "Bay Area Trashers" nosiło kiedyś tytuł "Live Metal Up Your Ass" wszystko powinno stać się, przynajmniej dla części, jasne. Tak, tak jest to album koncertowy Metalliki z San Francisco, z 1982 r. O ile o koncertówce może być tu mowa. Wydaje mi się, że bootleg jest w tym przypadku właściwszym słowem. Choć płytka ukazała się parę lat temu za pozwoleniem muzyków, to bardziej przypomina nagranie pirackie niż oficjalne wydawnictwo. Nie chodzi mi tu jednak o brzmienie, bo te jest całkiem niezłe (przynajmniej według mnie, gdyż w jednej recenzji tego materiału przeczytałem, że jest koszmarne; jej autor zapewne nie słyszał dem Kreatora lub niektórych bootlegów MayheM he, he). Zastanawia mnie jednak inna rzecz. Czemu na opakowaniu nie ma nazwy wytwórni, która to wydała? Ale cóż, nie mój problem. Zajmijmy się lepiej recenzją tego "oficjalnego bootlega" (ładnie brzmi, co nie?).

Dobór materiału nie dziwi. Jest tu siedem kawałków wydanych później na "Kill'Em All" (brakuje "No Remorse", "Anesthesia (Pulling Teeth)" i buuu... mojego ulubionego "Whiplasha"). Trochę szkoda, że nie ma tu żadnego coveru, które to Lars i spółka grywali w tym czasie na koncertach dość często. Takie rock n'rollowe szlagiery jak "Let it Lose", "Sucking my Love", które w wykonaniu Metalliki znalazły się tylko na jej demach, czy hiciarskie "Am I Evil?" (choć niektórzy znani mi "maniacy" myślą że jest to kawałek autorstwa Hetfielda i Ulricha) byłyby, jak myślę, świetnymi ozdobnikami "Bay Area Trashers". I tak jednak nie jest źle, gdyż Metallica na tej płytce to stuprocentowy zespół thrash metalowy początku lat 80. Hetfield ma jeszcze nie wyćwiczony, jak w latach późniejszych, wokal. Ba, śpiewa tu, a raczej drze ryja, jakby właśnie niedawno przeszedł mutacje, Lars wybija najprostsze rytmy jakie może wybijać perkusista, solówki Dave'a Mustaine'a chwilami różnią się od tych nagranych późnej przez Kirka na "Kill'Em All", choć słychać już tu, że mamy do czynienia z nie byle jakim gitarzystą. O basie Rona McGoyneya nie mogę zbyt wiele napisać, gdyż najzwyczajniej jest on starannie zagłuszany przez gitary i wokal. I tak, z tego co słyszałem o pierwszym basiście zespołu, pewnie nie byłoby czego podziwiać. Wracając jeszcze do utworów to różnią się one jeszcze od swoich ostatecznych wersji z debiutu grupy. "Seek & Destroy" jest skrócone, zaś w "Phantom Lord" nie ma na razie tej słynnej akustycznej wstawki, którą tak dużo osób się dziś podnieca.

Wiem, że po przeczytaniu powyższego akapitu pewnie myślicie, że krążek mi się nie podoba. Jest jednak przeciwnie. Materiał ten może nawet uchodzić za kultowy, gdyż bootlegów Metalliki z tego okresu nie jest aż tak wiele, jak można by sądzić, a nawet jak są, to trudno je dostać. "Bay Area Trashers" jest także zajebistą gratką dla hardcore'owych fanów grupy i ma wartość historyczną. Materiał bowiem zawiera koncert z 29 listopada 1982 r. kiedy to Metallikę supportował Exodus, gdzie grywał niejaki Kirk Hammett (pewnie po koncercie doszło do wspólnej libacji muzyków obu kapel), zaś dzień później po raz ostatni na scenie u boku Hetfielda i Ulricha wystąpił McGovney. Zresztą co ja Wam tu będę pieprzył. Jeśli chcesz usłyszeć prawdziwą Metallikę, nie grającą ballad, ani nie przypominającą jeszcze boys bandu, to z (nie)czystym sercem polecam "Bay Area Trashers". Jeżeli jednak jesteś "metalófką", słuchającą Nightwish, kochasz Larsa i jego kolegów tylko za "Nothing Else Matters", nawet nie dotykaj opakowania tej płytki, bo może ono kopnąć Cię w dupę! Zostaw ją na półce w Media Markt dla prawdziwych fanów zespołu, którzy wiedzą czym jest prawdziwy metal. To dla nich jest przeznaczona ta płyta.

Ocena: 7/10


© Anger <ulrich1987@poczta.fm>