Krążki z czystego ZŁOTA

Łukasz G3T Stelmach, g3t@muzyka-am.prv.pl

--------------------------------------------------------------------

Wybór na rynku płytowym jest ogromny - komuś dopiero zaczynającemu przygodę z rockiem jest bardzo trudno wyszperać w zakamarkach sklepu muzycznego swoiste perełki tego gatunku muzycznego. Dlatego też stworzyłem - a przynajmniej starałem się stworzyć - w miarę obiektywne zestawienie płyt, które każdy szanujący się miłośnik rocka czy heavy metalu powinien przesłuchać. Przyznam, że za niektórymi albumami i kapelami nie przepadam, ale starałem się nawet takie pozycje tu umieścić - jeśli oczywiście miały jakiś wpływ na muzykę rockową. Lista ta jest bardzo zróżnicowana gatunkowo, toteż każdy znajdzie tu coś dla siebie. Zapraszam zarówno początkujących, jak i "wyjadaczy" do przejrzenia tegoż zestawienia. Kolejność przypadkowa.

Legenda:

1. Tytuł   2. Gatunek   3. Mocna strona albumu   4. Najlepszy utwór   5. Alternatywa (czyli co przesłuchać zamiast; pasujące klimatem, itp.)

  

Cover

Info Komentarz
  1. Helloween - Keeper Of The Seven Keys part II
  2. czego tu nie ma... i speed, i melodic, i klasyczny heavy metal...
  3. Magiczny, lekko baśniowy klimat wsparty niepowtarzalnym rzemiosłem artystycznym
  4. Keeper Of The Seven Keys - epicka opowieść
  5. Helloween Keeper Of The Seven Keys part I, Gamma Ray Land Of The Free
 

Absolutnie genialna płyta. Niesamowity klimat, świetne solówki (duet Hansen & Weikath), znakomity wokal Michaela Kiske... wszystko przełożyło się na utwory... tu nie ma średniaków czy "zapchajdziur" - wszystkie kawałki stoją przynajmniej za bardzo dobrym poziomie. Po tym longplayu nawet Helloween nie wydał nic lepszego - album kompletny, doskonały, niczym oszlifowany diament. Jeden mankament - trzeba jednak lubić ten styl grania i śpiewu. Warto również sięgnąć po poprzednią część - błyszczącą tymi samymi elementami.

  1. Iron Maiden - Brave New World
  2. pure heavy metal :)
  3. Podniosły, ale nie pompatyczny klimat; trzy gitary; wokal
  4. The Nomad - klimat przemierzania arabskiej pustyni (z gitarą w dłoni)
  5. Iron Maiden Fear Of The Dark, Seventh Son Of A Seventh Son

Nie jest to może radosne i spontaniczne granie (jak na pierwszych albumach), a raczej swego rodzaju wirtuozeria połączona mimo wszystko z chęcią grania. Na "Brave..." wszystko to czuć doskonale - wokal Dickinsona, gitary Gersa, Smitha i Murray'a, perkusja McBraina i bas Harrisa brzmią jak zawsze bardzo dobrze. Wielbicielom tradycyjnego, przebojowego NWOBHM poleciłbym natomiast raczej album "Iron Maiden". Chociaż praktycznie każdy album Maiden nadaje się do polecenia...

  1. AC/DC - Back In Black
  2. ooo, ciężko... hm... bluesowy, hardrockowy heavy metal (z przewagą hard rocka)
  3. Sex, drugs n' rock'n'roll! (To się czuje!) 
  4. Hells Bells - pamiętam, że w tym kawałku Brian Johnson zrobił na mnie kiedyś wielkie wrażenie
  5. AC/DC The Razors Edge; For Those About To Rock

Przyznam, że chciałem dać na tę listę dwa albumy Australijczyków z Anti Christ/Dead Christ :D - 'Back...' właśnie i 'Let There be Rock', jeszcze z Bonem Scottem na wokalu. (Jakbyście mieli możliwość - warto!). Zdecydowałem się jednak na ten longplay, a to za sprawą fenomenalnego Briana Johnsona. Cała płyta brzmi nieco ostrzej, 'zadziornie', coraz mniej tu bluesowych riffów charyzmatycznego Angusa Jounga. Ostra jazda bez trzymanki w brudnym, nieco 'używkowym' klimacie. Ale AC/DC nie nagrali jeszcze sabego albumu...

  1. Meat Loaf - Bat Out Of Hell
  2. rock, tylko taki 'musicalowy'
  3. wokal Meata
  4. All Revved Up With No Place To Go - żywy i 'zawadiacki' kawałek
  5. Meat Loaf Blind Before I Stop, Couldn't Have Said It Better

Niewątpliwie najsłynniejszym utworem Meata Loafa jest ckliwy 'I Would Do Anything For Love (But I Don't Do That)'. Ja wybrałem jednak płytkę 'Bat Out Of...', a to za sprawą sporej przebojowości bardzo kontrastującej z niektórymi melancholijnymi utworami na płycie (np. 'Heaven Can Wait'). Prócz wspomnianego 'All Revved Up..." zwraca uwagę utwór 'Paradise By The Dashmore Light' - niesamowite połączenie rock'n'rolla, musicalu (podział na role!), a nawet country! Album bardzo ciekawy, momentami liryczny - warty polecenia!

  1. Deep Purple - Made In Japan
  2. hard rock
  3. praktycznie wszystko, co sobie zażyczycie
  4. Smoke On The Water - nawet sztywni zwykle Japończycy bardzo żywo zareagowali na ten kawałek
  5. Deep Purple In Rock; Iron Maiden Live After Death

Brak słow. Cisza. Niedowierzanie. Niemy zachwyt. Takie to uczucia towarzyszą po przesłuchaniu 'Made in Japan'. Najlepsza koncertówka wszechczasów, bijąca na głowę wszelkie wydawnictwa tego typu. Absolutny ideał. Jest tu wszystko, co być powinno - świetnie dobrane utwory, atmosfera koncertu (w dźwięku przestrzennym szczególnie), improwizacje zespołu; obok profesjonalizmu spotkały się świeżość i polot. Polecam również album studyjny 'In Rock' - prawdziwą kwintesencję hard rocka.

  1. Metallica - Metallica
  2. (coraz łagodniejszy) thrash metal
  3. ballady (dwie) i solówki Hammeta
  4. Nothing Else Matters - sympatyczna ballada
  5. W sumie to jedyna taka płyta w dorobku Metalliki. Ale inne, choć różniące się stylistycznie, również są warte polecenia. 

'Eeeexit lajt! Eeeenter naaaajt!!!' Ech.. 'Enter Sandman' -  Ten utwór zawładnie słuchaczem od pierwszych minut płyty. A później będzie na przemian uspokajał klimatycznymi balladami i podsycał ogień ostrzejszymi kawałkami. Z jednej strony brak tu już młodzieńczej werwy rodem z 'Kill'em All', ale... tak dojrzałej, wciąż ciekawej i grającej dobry metal Metalliki już więcej nie było. Żal trochę tych wspaniałych solówek Hammeta, dobrych tekstów i niebanalnych melodii przerywanych mocnymi riffami... To se ne vrati...

  1. Judas Priest - Painkiller
  2. heavy metal
  3. oldskulowy, klasyczny heavy metal, bez niepotrzebnych udziwnień
  4. Painkiller - mocny, klasyczny, obleśny utwór z Halfordem w życiowej formie
  5. Jedyna w swoim rodzaju. Z braku laku może być coś Iced Earth lub inny Judas Priest.

Nie cierpię Halforda. Nienawidzę jego wyrazu twarzy, jego czapeczki, jego ciemnych okularów, jego całego image'u, jego barwy głosu, jego zachowania na scenie... Ale przy całej mojej antypatii dla Roba nie mogę nie docenić tegoż albumu, kamienia milowego dla rozwoju muzyki metalowej. Co tu dużo mówić, podczas słuchania 'Painkillera' po plecach przechodzą ciary, aż miło. Są świetne solówki, jest (ale nie wg mnie) genialny Halford, jest właściwe Judasom, kopanie słuchacza po dupie. Klasyka klasyk. (Ciekawe, jakby to zrobił Ripper Owens?)

  1. System Of A Down - Mezmerize
  2. thrash, punk i wszystko co się nawinie plus ormiański folklor
  3. oryginalność, wokal
  4. BYOB - za popową melodyjkę na przemian z thrashowymi riffami
  5. System Of A Down Toxicity

Tu miałem niezły zgryz. Czy dać tu 'Mezmerize' czy 'Toxicity'? Obie płytki SOAD są równie dobre, a wybrałem tą pierwszą, gdyż jest na niej więcej pastiszu, więcej skrajności i więcej 'przymrużania oka'. Plus ciekawe aranżacje, świetny wokal Serja Tankiana i buntownicze teksty. Płyta ta potrafi zaangażowanego słuchacza wziąć w garść, zgnieść, rzucić nim o ścianę, a potem podnieść i ukołysać. Metalowy full service. (Powtarzam, SOAD to heavy metal i nie można go [porównywać do LP, LB, itp.)

  1. Mayhem - De Misteriis Dom Sathanas
  2. true black metal
  3. mrok, zgnilizna, zaszczucie
  4. Freezing Moon - riff początkowy zna chyba każdy słuchacz mocniejszych odmian heavy metalu
  5. Marduk Fuck Me Jesus (też daje po uszach)

Wszyscy wiedzą, o co chodzi... :) Dlaczego jednak taki pozer i kindermetal, jak ja umieścił takie Dzieło w tym nędznym pseudo-zestawieniu? Ano, bo podobało mi się :) Puściłem sobie i bardzo zaciekawił mnie przede wszystkim mroczny, zimny, zgniły klimat. I ten wokal Atilli... W sumie nic dziwnego, że wszyscy true się tak tym zachwycają. Dla lubiących tłuczone, nieświeże już mięcho - ideał. (Swoją drogą, fajnie wygląda SOAD nad Mayhem...) :)

  1. Queen - A Night At The Opera
  2. opera rock, ciut hard rocka i podlane glamowym image'm
  3. FREDDIE!
  4. Bohemian Rhapsody - rockowy utwór wszechczasów
  5. Queen Innuendo, The Miracle

Bodajże Chrapek w którymś QC rzekł, iż każdy utwór Queen ma to do siebie, że w trakcie jego słuchania wydaje się 'tym jedynym, ulubionym'. Taka jest też cała ta płyta. Słuchając jej, ani na moment nie da się pomyśleć o żadnym innym utworze. A już przy 'Bohemian Rhapsody' trudno myśleć o czymkolwiek innym - takie wrażenie robi ten kawałek. Melodia, sporo patosu i przejmujący głos Freddiego Mercury. Co do płyty, dodatkowo, cieszy mnie, iż muzycy grają na niej łownie raczej wesoło, 'z jajem'. Czysta przyjemność.

  1. Black Sabbath - Heaven And Hell
  2. hard rock
  3. synonim słowa hard rock - takież riffy, wokal, aranżacje...
  4. Neon Knights - klasyczny Iommi plus świetny Dio
  5. Black Sabbath Mob Rules (ew. pierwsze cztery Sabbathy z Ozzy'm)

Pierwsze cztery płyty Sabbath miały klimat, bez dwóch zdań. Ale miały kiepskiego wokalistę. Doceniam Ozzy'ego i jego wkład w muzykę rockową, ale cóż... umiejętności to on nie miał... Nie to, co Ronny James Dio. W końcu uznawany jest za jednego z najlepszych wokalistów wszechczasów. Tak więc weźcie wszystko, co najlepsze z 'Sabbath Bloody Sabbath', odejmijcie Ozzy'ego, dajcie lepszego wokalistę i dostaniecie 'H&H'. Prawdziwie hard rockowa płyta, świetne riffy Iommiego, dobra sekcja rytmiczna i genialny wokalista. Wybuchowa mieszanka.

  1. Slayer - Reign In Blood
  2. thrash metal
  3. "wściekły wokal Toma Arai, świetne gitary King'a i Hanneman'a oraz superszybka perkusja Dave'a Lombardo"
  4. Angel of Death - wg BG, prawdziwy kult
  5. wszelkie Kreatory, Sodomy, itp. Wybaczcie, ale dla mnie to wszystko jedna cholera :)

Nie wiem, co ludzie w tym widzą. :) Ale to podobno biblia dla wielbicieli thrashu, więc proszę bardzo. Głos zabierze w moim imieniu Bad Guy:
"Reign in Blood" to arcydzieło trash-metalu. Wszystkie utwory są znakomite i nie ma się do czego przyczepić. Tym albumem Slayer pokazał, że jest mistrzem szybkiego i ostrego grania. Na długi czas ustanowił kanon thrash'u. Album ten to opus magnum Slayera i każdy fan metalu powinien go znać."
Skoro tak... :)

  1. Led Zeppelin - Led Zeppelin IV
  2. hard blues rock
  3. liryka, wirtuozeria
  4. Rock and Roll - hołd dla najwspanialszej muzyki
  5. Led Zeppelin I, II i III

Wspaniały głos Roberta Planta (a propos - wydał ostatnio świetną płytę), rzuca się w uszy niesamowita ekspresja - od delikatnego 'Stairway To Heaven' po bujający 'Rock and Roll' - Plant potrafi w niesamowity sposób przenieść słuchacza w swój świat. Oczywiście nie zabrakło genialnego gitarzysty Jimmy'ego Page'a, wygrywającego motoryczne solówki jak ówcześnie nikt inny. Warto również wspomnieć o solidnej sekcji rytmicznej (niesamowity 'Bonzo'!). Sam album powinien się nazywać 'VI', gdyż sumuje poprzednie - prawie idealne - longplay'e w album, o którym nikt, kto go posłuchał nigdy nie zapomni...

  1. Manowar - Kings Of Metal
  2. power/heavy metal
  3. warriors, power, might!
  4. Wheels Of Fire - szybko, zadziornie, jak na Manowar przystało
  5. Manowar Warriors Of The World, Figting The World

"Just power, metal and might. Metal Up Your Ass!" - ot, cała filozofia Manowar. Dodajmy do tego sadomasochistyczny (skóry, łańcuchy...) image, podniosły i patetyczny do bólu wokal, prosty rytm i kiczowate teksty - oto cali 'Królowie Metalu'. Tragedia, tandeta, żałość... ale... czemu wciąż mam ochotę puścić sobie tę płytkę raz jeszcze? I jeszcze... i jeszcze... Nie wiem czemu, ale ta 'wojownicza' otoczka z jednej strony nieco śmieszy, a z drugiej ciekawi. Od 'Kings...' trudno się oderwać, a słuchać chce jej się ciągle. Czy tym nie powinien się odznaczać doskonały album?

 

Cóż, to by było na tyle. Starałem się trzymać zasady 'dla każdego coś miłego', toteż wybaczcie mi nieco chaotyczny charakter tegoż zestawienia... Wszelkie polemiki, kontry, itp. przesyłajcie na maila i  nie zaśmiecajcie nimi KMu. 

 

© 2005