|
Cover
|
Info |
Komentarz |
 |
- Helloween -
Keeper Of The Seven Keys part II
- czego
tu nie ma... i speed, i melodic, i klasyczny heavy metal...
- Magiczny,
lekko baśniowy klimat wsparty niepowtarzalnym rzemiosłem
artystycznym
- Keeper Of The Seven Keys - epicka opowieść
- Helloween
Keeper Of The Seven Keys part I, Gamma Ray Land Of The Free
|
|
Absolutnie
genialna płyta. Niesamowity klimat, świetne solówki (duet
Hansen & Weikath), znakomity wokal Michaela Kiske...
wszystko przełożyło się na utwory... tu nie ma średniaków
czy "zapchajdziur" - wszystkie kawałki stoją
przynajmniej za bardzo dobrym poziomie. Po
tym longplayu nawet Helloween nie wydał nic lepszego - album
kompletny, doskonały, niczym oszlifowany diament. Jeden
mankament - trzeba jednak lubić ten styl grania i śpiewu.
Warto również sięgnąć po poprzednią część - błyszczącą
tymi samymi elementami. |
 |
- Iron Maiden - Brave New World
- pure heavy metal :)
- Podniosły, ale nie
pompatyczny klimat; trzy gitary; wokal
- The Nomad - klimat przemierzania
arabskiej pustyni (z gitarą w dłoni)
- Iron Maiden Fear Of The Dark,
Seventh Son Of A Seventh Son
|
|
Nie jest to może radosne i spontaniczne granie (jak
na pierwszych albumach), a raczej swego rodzaju wirtuozeria połączona mimo wszystko z chęcią grania.
Na "Brave..." wszystko to czuć doskonale - wokal
Dickinsona, gitary Gersa, Smitha i Murray'a, perkusja McBraina i
bas Harrisa brzmią jak zawsze bardzo dobrze. Wielbicielom
tradycyjnego, przebojowego NWOBHM poleciłbym natomiast raczej
album "Iron Maiden". Chociaż praktycznie każdy
album Maiden nadaje się do polecenia... |
 |
- AC/DC - Back In Black
- ooo, ciężko... hm...
bluesowy, hardrockowy heavy metal (z przewagą hard rocka)
- Sex, drugs n' rock'n'roll! (To
się czuje!)
- Hells Bells - pamiętam,
że w tym kawałku Brian Johnson zrobił na mnie kiedyś
wielkie wrażenie
- AC/DC The Razors Edge; For Those
About To Rock
|
|
Przyznam, że
chciałem dać na tę listę dwa albumy Australijczyków z Anti
Christ/Dead Christ :D - 'Back...' właśnie i 'Let There be
Rock', jeszcze z Bonem Scottem na wokalu. (Jakbyście mieli możliwość
- warto!). Zdecydowałem się jednak na ten longplay, a to za
sprawą fenomenalnego Briana Johnsona. Cała płyta brzmi nieco
ostrzej, 'zadziornie', coraz mniej tu bluesowych riffów
charyzmatycznego Angusa Jounga. Ostra jazda bez trzymanki w
brudnym, nieco 'używkowym' klimacie. Ale AC/DC nie nagrali
jeszcze sabego albumu... |
 |
- Meat Loaf - Bat Out Of Hell
- rock, tylko taki 'musicalowy'
- wokal Meata
- All Revved Up With No Place To Go
- żywy i 'zawadiacki' kawałek
- Meat Loaf Blind Before I Stop,
Couldn't Have Said It Better
|
|
Niewątpliwie najsłynniejszym utworem Meata
Loafa jest ckliwy 'I Would Do Anything For Love (But I Don't Do
That)'. Ja wybrałem jednak płytkę 'Bat Out Of...', a to za
sprawą sporej przebojowości bardzo kontrastującej z niektórymi
melancholijnymi utworami na płycie (np. 'Heaven Can Wait'). Prócz
wspomnianego 'All Revved Up..."
zwraca uwagę utwór 'Paradise By The Dashmore Light' -
niesamowite połączenie rock'n'rolla, musicalu (podział na
role!), a nawet country! Album bardzo ciekawy, momentami liryczny
- warty polecenia!
|
 |
- Deep Purple - Made In Japan
- hard rock
- praktycznie wszystko, co sobie
zażyczycie
- Smoke On The Water -
nawet sztywni zwykle Japończycy bardzo żywo zareagowali na
ten kawałek
- Deep Purple In Rock; Iron Maiden
Live After Death
|
|
Brak słow. Cisza.
Niedowierzanie. Niemy zachwyt. Takie to uczucia towarzyszą po
przesłuchaniu 'Made in Japan'. Najlepsza koncertówka wszechczasów,
bijąca na głowę wszelkie wydawnictwa tego typu. Absolutny ideał.
Jest tu wszystko, co być powinno - świetnie dobrane utwory,
atmosfera koncertu (w dźwięku przestrzennym szczególnie),
improwizacje zespołu; obok profesjonalizmu spotkały się świeżość
i polot. Polecam również album studyjny 'In Rock' - prawdziwą
kwintesencję hard rocka.
|
 |
- Metallica - Metallica
- (coraz łagodniejszy) thrash
metal
- ballady (dwie) i solówki
Hammeta
- Nothing Else Matters -
sympatyczna ballada
- W sumie to jedyna taka płyta w dorobku
Metalliki. Ale inne, choć różniące się stylistycznie, również
są warte polecenia.
|
|
'Eeeexit lajt! Eeeenter naaaajt!!!' Ech.. 'Enter
Sandman' - Ten utwór zawładnie słuchaczem od pierwszych
minut płyty. A później będzie na przemian uspokajał
klimatycznymi balladami i podsycał ogień ostrzejszymi kawałkami.
Z jednej strony brak tu już młodzieńczej werwy rodem z 'Kill'em
All', ale... tak dojrzałej, wciąż ciekawej i grającej dobry
metal Metalliki już więcej nie było. Żal trochę tych wspaniałych
solówek Hammeta, dobrych tekstów i niebanalnych melodii
przerywanych mocnymi riffami... To se ne vrati...
|
 |
- Judas Priest - Painkiller
- heavy metal
- oldskulowy, klasyczny heavy
metal, bez niepotrzebnych udziwnień
- Painkiller - mocny,
klasyczny, obleśny utwór z Halfordem w życiowej formie
- Jedyna w swoim rodzaju. Z braku laku może
być coś Iced Earth lub inny Judas Priest.
|
|
Nie cierpię Halforda. Nienawidzę jego wyrazu
twarzy, jego czapeczki, jego ciemnych okularów, jego całego
image'u, jego barwy głosu, jego zachowania na scenie... Ale przy
całej mojej antypatii dla Roba nie mogę nie docenić tegoż
albumu, kamienia milowego dla rozwoju muzyki metalowej. Co tu dużo
mówić, podczas słuchania 'Painkillera' po plecach przechodzą
ciary, aż miło. Są świetne solówki, jest (ale nie wg mnie)
genialny Halford, jest właściwe Judasom, kopanie słuchacza po
dupie. Klasyka klasyk. (Ciekawe, jakby to zrobił Ripper Owens?)
|
 |
- System Of A Down - Mezmerize
- thrash, punk i wszystko co się nawinie
plus ormiański folklor
- oryginalność, wokal
- BYOB - za popową
melodyjkę na przemian z thrashowymi riffami
- System Of A Down Toxicity
|
|
Tu miałem niezły zgryz. Czy dać tu 'Mezmerize'
czy 'Toxicity'? Obie płytki SOAD są równie dobre, a wybrałem tą
pierwszą, gdyż jest na niej więcej pastiszu, więcej skrajności
i więcej 'przymrużania oka'. Plus ciekawe aranżacje, świetny
wokal Serja Tankiana i buntownicze teksty. Płyta ta potrafi
zaangażowanego słuchacza wziąć w garść, zgnieść, rzucić
nim o ścianę, a potem podnieść i ukołysać. Metalowy full
service. (Powtarzam, SOAD to heavy metal i nie można go [porównywać
do LP, LB, itp.)
|
 |
- Mayhem - De Misteriis Dom Sathanas
- true black metal
- mrok, zgnilizna, zaszczucie
- Freezing Moon - riff
początkowy zna chyba każdy słuchacz mocniejszych odmian
heavy metalu
- Marduk Fuck Me Jesus (też
daje po uszach)
|
|
Wszyscy wiedzą, o co chodzi... :) Dlaczego
jednak taki pozer i kindermetal, jak ja umieścił takie Dzieło w
tym nędznym pseudo-zestawieniu? Ano, bo podobało mi się :) Puściłem
sobie i bardzo zaciekawił mnie przede wszystkim mroczny, zimny,
zgniły klimat. I ten wokal Atilli... W sumie nic dziwnego, że
wszyscy true się tak tym zachwycają. Dla lubiących tłuczone,
nieświeże już mięcho - ideał. (Swoją drogą, fajnie wygląda
SOAD nad Mayhem...) :)
|
 |
- Queen - A Night At The Opera
- opera rock, ciut hard rocka i podlane
glamowym image'm
- FREDDIE!
- Bohemian Rhapsody -
rockowy utwór wszechczasów
- Queen Innuendo, The Miracle
|
|
Bodajże Chrapek w którymś QC rzekł, iż każdy
utwór Queen ma to do siebie, że w trakcie jego słuchania wydaje
się 'tym jedynym, ulubionym'. Taka jest też cała ta płyta. Słuchając
jej, ani na moment nie da się pomyśleć o żadnym innym utworze.
A już przy 'Bohemian Rhapsody' trudno myśleć o czymkolwiek
innym - takie wrażenie robi ten kawałek. Melodia, sporo patosu i
przejmujący głos Freddiego Mercury. Co do płyty, dodatkowo,
cieszy mnie, iż muzycy grają na niej łownie raczej wesoło, 'z
jajem'. Czysta przyjemność.
|
 |
- Black Sabbath - Heaven And Hell
- hard rock
- synonim słowa hard rock - takież
riffy, wokal, aranżacje...
- Neon Knights -
klasyczny Iommi plus świetny Dio
- Black Sabbath Mob Rules (ew.
pierwsze cztery Sabbathy z Ozzy'm)
|
|
Pierwsze cztery płyty Sabbath miały klimat,
bez dwóch zdań. Ale miały kiepskiego wokalistę. Doceniam
Ozzy'ego i jego wkład w muzykę rockową, ale cóż... umiejętności
to on nie miał... Nie to, co Ronny James Dio. W końcu uznawany
jest za jednego z najlepszych wokalistów wszechczasów. Tak więc
weźcie wszystko, co najlepsze z 'Sabbath Bloody Sabbath',
odejmijcie Ozzy'ego, dajcie lepszego wokalistę i dostaniecie
'H&H'. Prawdziwie hard rockowa płyta, świetne riffy Iommiego,
dobra sekcja rytmiczna i genialny wokalista. Wybuchowa mieszanka.
|
 |
- Slayer - Reign In Blood
- thrash metal
- "wściekły wokal Toma Arai, świetne gitary King'a i
Hanneman'a oraz superszybka perkusja Dave'a Lombardo"
- Angel of Death - wg BG,
prawdziwy kult
- wszelkie Kreatory, Sodomy,
itp. Wybaczcie, ale dla mnie to wszystko jedna cholera :)
|
|
Nie wiem, co ludzie w tym widzą. :) Ale to podobno biblia dla
wielbicieli thrashu, więc proszę bardzo. Głos zabierze w moim
imieniu Bad Guy: "Reign in Blood" to arcydzieło
trash-metalu. Wszystkie utwory są znakomite i nie ma się do
czego przyczepić. Tym albumem Slayer pokazał, że jest mistrzem
szybkiego i ostrego grania. Na długi czas ustanowił kanon
thrash'u. Album ten to opus magnum Slayera i każdy fan metalu
powinien go znać." Skoro tak... :)
|
 |
- Led Zeppelin - Led Zeppelin IV
- hard blues rock
- liryka, wirtuozeria
- Rock and Roll - hołd
dla najwspanialszej muzyki
- Led Zeppelin I, II i III
|
|
Wspaniały głos Roberta Planta (a propos - wydał ostatnio świetną
płytę), rzuca się w uszy niesamowita ekspresja - od delikatnego
'Stairway To Heaven' po bujający 'Rock and Roll' - Plant potrafi
w niesamowity sposób przenieść słuchacza w swój świat.
Oczywiście nie zabrakło genialnego gitarzysty Jimmy'ego Page'a,
wygrywającego motoryczne solówki jak ówcześnie nikt inny.
Warto również wspomnieć o solidnej sekcji rytmicznej
(niesamowity 'Bonzo'!). Sam album powinien się nazywać 'VI', gdyż
sumuje poprzednie - prawie idealne - longplay'e w album, o którym
nikt, kto go posłuchał nigdy nie zapomni...
|
 |
- Manowar - Kings Of Metal
- power/heavy metal
- warriors, power, might!
- Wheels Of Fire -
szybko, zadziornie, jak na Manowar przystało
- Manowar Warriors Of The World,
Figting The World
|
|
"Just power, metal and might. Metal Up Your
Ass!" - ot, cała filozofia Manowar. Dodajmy do tego
sadomasochistyczny (skóry, łańcuchy...) image, podniosły i
patetyczny do bólu wokal, prosty rytm i kiczowate teksty - oto
cali 'Królowie Metalu'. Tragedia, tandeta, żałość... ale...
czemu wciąż mam ochotę puścić sobie tę płytkę raz jeszcze?
I jeszcze... i jeszcze... Nie wiem czemu, ale ta 'wojownicza'
otoczka z jednej strony nieco śmieszy, a z drugiej ciekawi. Od 'Kings...'
trudno się oderwać, a słuchać chce jej się ciągle. Czy tym
nie powinien się odznaczać doskonały album?
|
|
Cóż,
to by było na tyle. Starałem się trzymać zasady 'dla każdego
coś miłego', toteż wybaczcie mi nieco chaotyczny charakter
tegoż zestawienia... Wszelkie polemiki, kontry, itp. przesyłajcie
na maila i nie zaśmiecajcie nimi KMu. |
©
2005 |