A JEDNAK KICZ |
||||||
|
Łukasz G3T Stelmach, g3t@muzyka-am.prv.pl |
||||||
| -------------------------------------------------------------------- | ||||||
|
W KMie #53 znalazła się kontra pt. "Kicz?! BLEH! No way, G3T!" autorstwa Feria na mój tekst "Fascynacja kiczem w muzyce". Kontra - przyznam - wyważona i inteligentna, różniąca się od _normalnych_ polemik obecnością argumentów i ogólnym (wysokim) poziomem autora. Początkowo postanowiłem nie odpowiadać na nią, jednak po jakimś czasie pomyślałem, że autor zupełnie mnie nie zrozumiał i lepiej byłoby wyjaśnić czytelnikom całą sprawę, tym bardziej, że art "Fascynacja..." miał na celu zachęcić czytających KM do poznania świata kiczu - świata zabawnego i dość ciekawego. Dlatego przepraszam za "tradycyjną" formę polemiki - to się już nie powtórzy! :) |
||||||
|
Będę się zwracał wprost do autora, jeśli komuś taka forma przeszkadza, proszę składać zażalenia na mail...
Kicz to coś, co uzurpuje sobie prawa do miana sztuki, mimo, że sztuki nie ma w sobie ani grama. Jest więc jakoby z definicji niewyrafinowany, płaski oraz... zabrakło mi słów, ale wiecie, o co chodzi. Wiemy, wiemy. Słuchaj, całkowicie się z Tobą zgadzam - otóż kicz jest już z definicji miałki i banalny. Ale moim zdaniem dlatego jest taki ciekawy. Nie wiem, jak to opisać, żeby nie wyszło zbyt nadęcie (kiczowato?), ale bardzo interesuje mnie geneza psychologiczna kapel grających muzykę powszechnie uchodzącą za błahą i kiczowatą. Bo widzisz, mój podział nie dotyczył kiczu wyrafinowanego, jako takiego - chodziło mi raczej o podział na kicz nudny, nieciekawy, jak w wykonaniu Ich Troje (grali sobie hiciki bez żadnej wartości muzycznej, ot, nuda) i kicz ciekawy tudzież zamierzony - przykłady podałem w arcie (Dimmu Borgir, The Darkness, itp.).
Zaś epatować banałem i tandetą chcą tylko artyści, którym nie zależy na zbyt inteligentnej i wyrobionej publice - a to chyba źle dla sztuki... I tu bym się z Tobą nie zgodził - a The Darkness? Sam przecież napisałeś, iż pod względem czysto muzycznym radzą sobie doskonale. A szokują kiczem swojego image'u - bo lubią takie klimaty. BTW - czy oglądał ktoś może Eurowizję 2005? W barwach Norwegii wystąpiła kapela... (he he, nie Mayhem :D) Wig Wam, garściami czerpiąca z dokonań Kiss, Queen, Europe i może nawet The Darkness. Hm, a może wraca moda na (rockowy, miejmy nadzieję) obciach, wszak sukcesy na rodzimym rynku odnoszą obciachowo-popowi Papa Dance czy Ivan i Delfin...
Może patrzę - jako muzyk-amator - trochę egoistycznie, ale artyści nie mogą sobie pozwolić na brak artyzmu, ponieważ powołaniem artysty jest tworzenie sztuki na miarę swojego talentu. Ale ja nie mówiłem bynajmniej o wartości muzycznej wymienionych kapel! Chodziło mi jedynie o ich image, otoczkę i muzyczne przekonania.
...podany przez ciebie jako przykład zespół The Darkness jest pastiszem muzycznym, czerpiącym z dorobku m.in. Queen`u i Led Zeppelin. Jednak już w kolejnym zdaniu pojawia się, że muzycy wyglądają jak soft rockowcy z lat 70` i 90`. Image, image! Chociaż przy okazji Queenu, to Justin Hawkins wygląda identycznie, jak Freddie Mercury z epoki "Bohemian Rhapsody" - ten sam styl ubierania się, podobny głos, zachowanie na scenie, nawet podobna wada zgryzu! Hm, mówiąc o soft rocku, miałem na myśli raczej kapele w stylu Europe czy Kiss. A Queen to raczej coś w rodzaju opera rock, czyli rock, gdzie olbrzymia rolę odgrywa szerooookio rozpięta skala wokalu - The Darkness też bym tu zaliczył.
Next - power metal. Tu się chwilowo zgadzam - power niesłusznie jest opluwany przez, jak to ująłeś, "true metalowców" jako pedalski. O, to dobry moment na pewną anegdotkę. Otóż z rozmów z moim kumplem (wbrew pozorom jako-tako inteligentnym) wynika, że aby kapela była w porządku (cytuję: "by była heteroseksualna") musi - uwaga - posiadać "na składzie": 1 - rzeźnickie riffy, 2 - miażdżące bębny, 3 - warczący bas i 4 - rwący skórę wokal. :) A reszta kapel to pedalstwo. :D Jak dla mnie dowodzi to tylko prymitywizmu muzycznego (autor tej niesamowitej wypowiedzi słucha m.in. Slayera, Sepultury i Sodomu).
...nazywając Rhapsody zespołem kiczowatym, nagrabiłeś sobie, kolego, u mnie już osobiście Eee, już tyle ludzi mnie nie lubi, przeżyję. :) Pomimo Twoich argumentów zdania o Rhapsody nie zmienię. Lubię ich kilka kawałków - przeróbka helloweenowego "Guardians" rządzi! - natomiast kiczowaci to oni są i to bardzo. Nie będę się tu z Toba spierał, dołączę jednak tylko zdjęcie tegoż zespołu do tego arta. Toż wystarczy tylko spojrzeć na to zdjęcie i już wyrobić sobie zdanie, czy są kiczowaci, czy nie. Sprawa najważniejsza - to, iż jakaś kapela ma kiczowaty image lub gra taką muzykę nie przekreśla tego zespołu. Moim zdaniem muzyka metalowa jest na tyle elastyczna, że znajdzie się tu miejsce i na kicz. Takie Rhapsody chociażby - cała ta mistyczna, średniowieczna otoczka jest moim zdaniem kiczowata - te melodyjne przyśpiewki pomiędzy gitarową jazdą, lutnie, itp. mają w sobie jednak coś. To "coś" sprawia, że obok takiej kapeli nie przechodzi się obojętnie - w moim przypadku dzięki temu, że mam wtedy na twarzy lekki uśmieszek, czasem zapodaję sobie w WinAmpie czy stacjonarnym odtwarzaczu coś Rhapsody (ew. Hammerfall, Luca Turilli czy Ainę). Podobnie sprawa się ma z Dimmu Borgir. Natężenie nadęcia, pompatyczności i patosu zawarte w ich utworach jest takie duże, że trudno nie mówić o kiczu w tym przypadku. Ale sam napisałeś, że w ten sposób chłopaki próbują nieco urozmaicić swoją muzykę - i za to wielkie brawa.
to Ty błędnie rozumiesz pojęcie kiczu. Wcale nie, właśnie, że ty!!! :) Nie ma to jak rzeczowa polemika... :) A na serio - faktycznie, może troszkę inaczej pojmuję kicz, ale chyba to moja postawa jest bardziej "przyszłościowa". Dlaczego? Otóż prawdziwa sztuka nie mogłaby istnieć bez kiczu, tak, jak nie byłoby dnia bez nocy, czy dobra bez zła. A żyjemy w takich czasach, że tego kiczu jest coraz więcej - gdyż jest lekkostrawny, prosty i łatwo przyswajalny. Dlatego trzeba się doń przyzwyczaić, albo - jak ja - go polubić. Polubić, ale zachować dystans i bezpieczne przymrużenie oka. :)
Nieważne, czy czytelnicy w większości poprą mnie, czy Ciebie - tak czy siak, dyskutując (bo mam nadzieję, że na moje argumenty wyciągniesz kontrargumenty), zmusimy ich do myślenia. A to już SZTUKA!!! Piękne. :) Chlip...! I na tym zakończymy.
© 2005 |