JAROCIN PRL
Czy potrzebny?
Festiwal w Jarocinie był w latach 80. zjawiskiem niezwykłym. Tysiące ówczesnych punków, metali, rastamanów czy po prostu zwykłych ludzi chcących zaznać zakazanej wolności cały rok czekały, aby przez te kilka dni obcować przez chwilę z innym światem. Takim, w którym na ekranie telewizora nie pojawia się łysiejący wojskowy w okularach, a za dumę z bycia Polakiem nie dostaje się pałą w łeb. Na scenie jarocińskiego amifteatru takie grupy jak Dezerter, Kat, TSA czy Armia stały ponad komunistycznym molochem i pozwalały choć przez jakiś czas poczuć smak wolności.
Patetycznie zabrzmiały te słowa, lecz mogę was zapewnić, że gdyby zapytać ówczesnego bywalca "jarocinów" po co się tam wybiera, to umotywowałby to tak samo jak ja, tyle że z pewnością prostszymi słowami. Bo tak przecież było, Jarocin nie tylko dawał radość ze słuchania zakazanej muzyki, był głównie manifestem młodych ludzi, sprzeciwem wobec komuny. Słuchając tępionych niemiłosiernie przez cenzurę tekstów Dezertera (dawniej SS-20) chciało się pokazać duchowy bunt i opór w stosunku do rządzących, i choć nie można było tego robić zbrojnie to i tak przechadzający się po polach namiotowych często zamaskowani esbecy widzieli, że w polskiej młodzieży nie znajdą poparcia dla swojej ideologii. Niestety Jarocin jako zjawisko nie przetrwał próby czasu, punkowe i metalowe riffy po raz ostatni zabrzmiały w 1994 roku. Festiwal nie pasował do odrodzonej Polski, zespoły które na nim grały nie pasowały do rodzącej się nowej rzeczywistości. Gdy Polską zaczęła zalewać popowa papka, grupy mające konkretny przekaz nie miały prawa bytu, poza tym nie było już się tak naprawdę przeciw czemu buntować. Komuna upadła, półki w sklepach zapełniły się towarami, a czasy Gierka stały się dla nowego pokolenia tak naprawdę obce, natomiast ludzie pamiętający jeszcze kilometrowe kolejki po papier toaletowy byli już za starzy na buntowanie się. W 2000, a teraz w 2005 imprezę reaktywowano na 1 edycję. Pojawiły się głosy, że jest to pomysł niekoniecznie trafiony, w "Newsweek'" skrytykowano między innymi pomysł z przerywaniem koncertów z powodu braku prądu, nie obyło się też bez głosów na 'nie' wobec biletów w formie kartek reglamentacyjnych. Skłoniło mnie to do refleksji czy reaktywacja Jarocina jest Polakom potrzebna, czy ma on prawo bytu w tym oficjalnie demokratycznym kraju. Na pewno działając na zasadzie muzycznego muzeum ma sens i jest przydatny. Młodzi ludzie mogą popatrzeć, jak niegdyś bawili się ich ojcowie, a może nawet dziadkowie, poczuć tym samym klimat tamtych czasów. Jednak przy okazji takiego retrospektywnego festiwalu warto by uświadomić młodych ludzi czym tak naprawdę był PRL (niekoniecznie chodzi o znajomość pełnej nazwy, choć i z tym niektórzy mają problemy co było widać w "Faktach" TVN). A był on więzieniem, więzieniem które niszczyło ludzi fizycznie ale i duchowo. W niektórych zabijało ludzkie odruchy, ogłupiało, rozmiękczając mózg propagandową papką. PRL miał swoje absurdy i śmieszności, doszczętnie zresztą wykpione w genialnych komediach Barei, ale przede wszystkim był tragedią dla Polski, koszmarem, z którym trzeba było męczyć się przez kilkadziesiąt lat. Pewnie znajdą się tacy, którzy powiedzą że za komuny było dobrze, teraz zaś w czasach kapitalizmu, źle, bo nie ma pracy, wszystko drogie, wtedy było się kimś, a dziś tylko biedakiem. Ale wystarczy przypomnieć sobie czerwiec 1970 roku , wydarzenia z kopalni Wujek czy zaciekłe prześladowanie opozycjonistów, żeby przekonać się, że różowo nie było. Niech festiwal w Jarocinie sobie będzie, lecz jako normalna impreza muzyczna o statusie podobny do tego, jaki posiada obecnie Przystanek Woodstock, jeśli jednak już ma być utrzymany w tej cholernej peerelowskiej konwencji, to niech przypomina także te ciemne strony Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Zresztą czymś takim jak właściwy Jarocin już nie będzie, bo jak wspomniałem młodzież dziś nie ma się tak naprawdę, szczerze przeciwko czemu buntować, skoro komuna padła. Czy warto więc odkopywać ten festiwal? Chyba jednak tak, w końcu nie możemy dopuścić, aby takie kultowe zjawisko jak jarociński festiwal odszedł w zapomnienie :) Trzeba przypominać o nim następnym pokoleniom, żeby wiedziały czym on był i co znaczył dla ówczesnych młodych ludzi.
Wybaczcie, miałem o muzyce właściwie pisać, a tu przemyciłem trochę swoich plolitycznych poglądów, ale cóż mam nadzieje, ze Hex będzie łaskawy i przepuści ten tekst, mimo iż w dość dużym stopniu odszedłem od tematu. Zapraszam do ewentualnej polemiki.