| :: MRÓWKI LIZAĆ | ||
|
Małe cholerstwa! Maszerują kilometry aby na samym początku wydostać się z kopca, który
jest dla nich domem i zarazem ich własnym ciałem, gdyż jako wielka masa coś dają dla niego
od siebie co jest również substancją wyprodukowaną przez nie jak i pokarm, który spożywają.
Po wydostaniu się z kopca wyrastają im skrzydełka a potem miecze lub pióra w zależności do
której partii oni należą. Mogą latać latami jak i mogą być jedynie ułamkiem sekundy na
skrzyżowaniu lub rondzie. Już wiecie o co mi chodzi? To tak oczywiste, ze chyba nie musze wam
mówić ale powiem. Chodzi mi o wszelakie zapachy co docierają do naszego nosa albo go drażniąc albo mile pieszcząc. Tak czy siak wywołują one skrajne emocje które najpierw rejestruje cholerny kinol co to jest zbawieniem, bo dostarcza więcej powietrza ale jest też
przekleństwem gdy jest zawalony smarem lub gdy musi znosić coś na co się nigdy w życiu nie
pisał (w sumie to to samo przeżywają oczy:). Myślę że bez trudu odczytalibyście metaforę na samym począteczku nawet bez moich wskazówek. Dobra, ale nie ja tu jestem od myślenia tylko
wy, gdyż kto ten artykuł rozumnie jak nie Lodówkowicze co się pająków ani Prezesów wielkich
firm nie obawiają:). Artykuł o zapachach uznaję za rozpoczęty. Niech ozon ma was w swojej
opiece:D.
1. Pierwszy zapach który pamiętam mimo upływu lat jest miły aromat ziół, które parzyła moja mama w specjalnej bańce. Była ona podłączona do dwóch gumowych gruszek, które się rytmicznie przyciskało aby zbić mgiełkę naparu, który jest przeznaczony dla naszego chamskiego nosa i gardła. Zawsze podczas tej czynności coś czytaliśmy. Przeważnie była to Biblia więc do dziś te dzieło literackie kojarzy mi się z czymś przyjemnym i przynoszącym ulgę. O Boże i to jaka ulgę. Przed kuracja zawsze byłem ospały, zmęczony a zaraz po miałem energię na wszystko, nawet na przebiegniecie się dookoła budynku, nawet na odrobienie lekcji, nawet na pójście do szkoły, nawet na kolejny etap kuracji. Tak ziółka wspominam dobrze. O ile się nie mylę, bo nie pamiętam dokładnie to jednym ze składników naparu był rumianek:). Piękny i szlachetny rumianek i dam głowę że coś jeszcze! Hmm... Nie, nie przypomnę sobie, ale jak wspominam tamte czasy przy tej bańce to robi mi się miło. 2. Jak wiadomo życie nie składa się z samych pozytywów. Gdyby tak było producenci mydeł, odświeżaczy do powietrza dawno poszliby z walizkami do Biedronki aby tam kupić sobie tanie i duże piwo Sarmackie walące serem (a to taka mała reklama:). Zresztą nawet we wstępniaku zasygnalizowałem, że różne zapachy mają albo miecze albo piórka. W tym podpunkcie niestety będzie mowa o mieczach. Więc kiedyś dawno temu w ośrodku co go niektórzy zwą szpitalem uzdrowiskowym, a inni jeszcze sanatorium miłe i piękne pielęgniarki (pieprzone baba jagi) za wszelka cenę chciały nas wyleczyć. jedna z najgorszych metod to chyba nauczyły się w jakimś wiezieniu dla "lubiących inaczej". Gdyż ta metoda polegała na nakładaniu w chustkach gorącej borowinki. Nie wstrząsa? To posłuchajcie co to jest borowinka. Wiec jest to nic więcej jak kupka błota wraz z rozkładającymi się liściami. Krążyły też legendy, że w tej podgrzewanej papce były tez odchody, ale ja nie dawałem wiary tym mrzonkom! 3. Ale i tak nic nie żałuję z pobyty w tym ośrodku. Pomimo że borowinka waliła na dwa kilometry to i tak nie była w stanie przyćmić ostrego i przepysznego powietrza górskiego. Niósł on zapach kory drzew, żywicy, igieł sosnowych oraz piękny zapach ze stołówki (no co się dziwicie, po tak męczących marszach to byście nawet konia z kopytami zjedli, co dopiero gdyby był on przysmażany w taki sposób, że czulibyście jego aromat w gardle:). Druga miłą sprawą jest zapach pewnej pielęgniarki (wszyscy mówili na nie piguły, ale tylko o niej w zakamarkach mówiono z szacunkiem). Pachnęła ona wiatrem! Wiem, ze nie jest to dobra rekomendacja, gdyż wiatr pachnie akurat tym na co napotkał się na drodze, ale jej wiatr musiał przemierzyć wszystkie łąki świata. Nie owijajmy w bawełnę, ona miała zapach jak róża. Nawet gdy kładła mi na łeb borowinkę odczuwałem tylko ją! Szkoda, że miała z nami tylko dwa dni w tygodniu, ale i tak w ich trakcie kto inny nakładał mi te coś na czoło:(. 4. Musiałbym mieć czołowe zderzenie z autobusem, gdybym nie wspomniał w tym artykule o zapachu, który przynosi mi najwięcej radości. Czyli o zapachu orzechów. Są one bardzo smaczne, ale zamiast je jeść wole je wąchać. W każdej postaci są przyjemne w odbiorze dla moich nozdrzy. Nieraz jak się zapomnę to potrafię oglądnąć cały film z jednym ciastkiem w dłoni (a po filmie to już idzie cała paka w sekundę:). Ale aby w pełni zobrazować czym jest dla mnie ten zapach powiem, że działa on na moją chorobę lokomocyjna lepiej niż leki. Ostatnio wystarczyła mi mała paczuszka markizów, aby uniknąć wielkiej i bardzo nie przyjemnie pachnącej plamy (ponoć kierowca miał na takie okoliczności przygotowany odkurzacz:). Teraz podczas maratonu filmowego najczęściej wybieram te orzechowe i wtedy to już mogę oglądać nawet "Zły skręt", "Piłę" oraz "Króla Lwa", który to od zawsze wzbudzał we mnie skrajne uczucia. Błe! Król Lew wcale nie rządzi [Herezja! Na stos! - PP] (prawdziwi fani anime powinni wiedzieć kto rządzi, jeśli wiecie nie krepujcie się i wysyłajcie do nie w tej sprawie listy do Sir Nicka tez możecie wysyłać, on będzie wiedział:)))). 5. Ostatni zapach a raczej gamma zapachów będzie dotyczyć nowości! Więc najpiękniej pachnie zranione drzewo w postaci mebli. Gdy ja dostałem swój nowy komplet chyba z dwie godziny wchłaniałem ten piękny zapach, aż mi zupełnie spowszedniał. Są jednak zapachy nowości, które nigdy nie powszednieją np: Zapach nowego komputerka jest prawie jak narkotyk, aby się od niego oderwać po prostu musi on wywietrzeć bo inaczej to nawet orzechowe markizy nie pomogą! Równie przyjemny zapach posiada świeżo wydrukowana książka (czyli taki, którego nigdy nie będzie miała Lodówa [Nie narzekaj, Lodówa też ma swój specyficzny zapach. I nie jest to bynajmniej intensywny zapach moich skarpetek, o nie! :D - SN]). Podczas czytania nie zatrzymuje się aby intensywniej się nacieszyć ta wonią tylko jadę aby jak najwięcej kartek poczuć (system wachlarza:). 6. A teraz najmocniejszy i najbardziej oryginalny zapach! Posiada on piórko i miecz a poza tym jest bardziej intensywny od skarpetek Sir Nicka. Już wiecie co to takiego? Tak wiecie jest to tabaka, której zapach wstrząsa całym ciałem i umysłem. Na jej trop natknąłem się w Czechach. nabyłem różne jej gatunki od czerwonej (najmocniejszej) do lekko brązowej (lajcikowo tytoniowej). Ech co ja bym bez niej zrobił. Aha, mam dla was bonus. Wiecie, że koleś, który pobił rekord w wciąganiu tabaki wysmalił sześć garści tej czerwonej. Wow, nieźle się koleś bawił, ale na drugi dzień rozstał się z życiem. Ale to co przeżył tego jednego dnia pewnie wystarczyło mi na cały pobyt w czyśćcu! Kurdę! To tabaka powinna was mieć w opiece! Przeczyszcza nos, najpierw go wypalając a potem wstrząsa umysłem. Nieraz za mocno:). Pewnego dnia ktoś o ksywie na "M" dosypał mi do tabakiery pieprzu. Ale miałem jaaaaazde!!!!!!! 00. Ostatnio odkryłem, że zapamiętywanie i katalogowanie zapachów jest jak wysysanie krwi wielką strzykawką. Aby poznać nowe trzeba ją opróżnić do małego pojemniczka, który co pewien czas trza wprawić w ruch aby krew nie zakrzepła. Czyli aby nic nie stracić z tego co się wcześniej zebrało. Wiadomo staro szkolne zapachy żądzą:))))))))))))). Sato
[sato50@poczta.onet.pl]
PS: Pozdro dla ludzi z Oławy. W szczególności dla Prezesa, który jest mi winny dwa wina:) PS2: Mam sugestie dla Sir Nicka. Może by wszystkie recki głupich rzeczy dawać razem z tymi opisami głupich rzeczy co nie są reckami? Byłoby lepiej mimo że Ściepy by schudły. [Nie Marcin, ściepy to ściepy, a gupie rzeczy to gupie rzeczy - całkiem różne rzeczy! - SN] | ||
| © COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED. | ||