| :: DZIWACZNE KRETYNIZMY | ||
|
Dzień miał się zacząć jak zwykle. Tak jednak nie było. Otworzyłem oczy i zerknąłem za okno. Zignorowałem meteor (skutki za długiego grania w Final Fantasy 7) i zerknąłem na osobnika w moim pokoju. To był Sir_Nick, który oglądał hentaie na moim kompie! Mógł przynajmniej poprosić. Zrobiło się gorzej, kiedy mój komp się zwiesił. Podniósł swoją dłoń, zacisnął w pięść i rozbił monitor w drobny mak. Monitor się wyleczył(?) i komp zaczął znowu działać. Mój szef zaczął puszczać jakieś psychiczne flasze z Mario, który zażywa dziwne grzybki, zwłaszcza czerwone... i się obudziłem.
Tym razem skierowałem się do łazienki. Zacząłem się golić i z nudów zerknąłem za okno. Za ciężarówką faceta od kartofli biegł Panter(a) Północy. Nie zauważyłbym w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że tym razem wyciągnął swoje panterze pazury i wbił w błotnik pojazdu. Podniósł dwa wory i wyrzucił pojazd. Przeraziło mnie to, że wyłamał drzwi mojego domu i wbiegł na piętro, gdzie ja się znajdowałem. Wyciągnął jedną bulwę i wrzasnął "Kartoooofeeelaa?!". [Bez komentarza. ;) - PP] To mnie przeraziło. Byłem taki nie do końca ubrany, a musiałem coś zdziałać. Założyłem kilka pierwszych lepszych czerwonych ręczników, ale poplątały mi się tam i sztuczne ręce*, aż tu nagle z Lunatic Pandory na horyzoncie leciał do mnie miecz zwany Zantetsukenem! Schwyciłem go, a przez sufit wpadły jeszcze trzy miecze. Z Zantetsukenem w ręce ruszyłem na Pantera/ę... i się obudziłem. Późne wizyty na czacie LC jednak odcisnęły na mnie swoje piętno. To znaczy, miałem już jakieś odciśnięte piętno, dzięki któremu to czytacie, ale to piętno zostało wgłębione, bo nie odciśnięte. lol. Był wczesny ranek, jednak nie pamiętałem co też miałem zrobić... zjazd LC! Wstałem tak wcześnie, bym mógł dotrzeć na spotkanie naszego [pym pym, srym pym pym] Krrrrrręgu Lodówowców! Co też się stanie jak nie przyjdę?! Kto będzie wprowadzać Sato w kompleksy?! ;) Postanowiłem się pośpieszyć. Ubrałem się szybko, zeżarłem cóś, wziąłem kasę i byłem gotowy do drogi. Podniosłem rekonstrukcję Masamune ze swordsonline, rozbiłem nią okno i wyskoczyłem. Akurat wtedy zaatakował mnie straszny potwór, znany jako Ten Cholerny Kundel! HP ma mnóstwo, a jakie ataki! Zaczął od Naszczania na Buty. Był to mocny cios, byłem prawie w stanie użyć mojego Limit Breaka, ale nie przeżył mojego shurikena. Pobiegłem na dworzec, żeby szybciej zdążyć i by uciec przed straszniejszym potworem - Właścicielem Tego Cholernego Kundla. Wreszcie dotarłem na dworzec. Ledwo udało mi się wejść do pociągu, na szczęście miałem bilet. Wsiadłem do swojego przedziału i zacząłem czytać pisemko które nabyłem. Wyrzuciłem je, jak tylko zauważyłem logo amatorskiej wersji papierowej LC. Z nudów zacząłem strzelać do przejeżdżających niedaleko pociągu sithów. W końcu dotarłem na miejsce, do Tychów :). Wybiegłem jak ktoś bardzo szybki z tyskiego (kto też ma takie skojarzenia? ;] ) dworca i skierowałem się na miejsce spotkania. Musiałem ocalić wszystkich moich pobratymców od jakimtam, no i dzięki mojej tandetnej katanie udało mi się. Na reszcie imprezy śmialiśmy się z menela Sir_Nicka, a ja wprowadzałem Sato w kompleksy. :D Już miałem zapytać miękkiego o pożyczenie czegoś do tekstów... i tym razem naprawdę się obudziłem. MegaJohny vel. Ababeb
[megajohny@wp.pl]
P.S Dziwactwa w tekście są jak zwykle zamierzone. I nie dziwcie się co do miejsc inspirowanych japońskimi role-playami. *Mniej więcej tak wygląda Gilgamesh w Final Fantasy 8. | ||
| © COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED. | ||