| :: WODA MINERALNA VITA | |||||||
|
Nie ma, nie ma wody na pustyni...Wiater wiał, słonko świeciło, morze wydm osłabiało. Znużony piechur dreptał powoli, lekko się zataczając. Powietrze drgało, żar był nie do zniesienia. Wędrowiec miał śniadą twarz, ale nie wyglądał na Araba. Pot zalewał mu mongolskie oczęta, piasek przylepił mu się do mokrych policzków. Na głowę miał zarzuconą białą chustę, która miała go chronić przed słońcem, w rzeczywistości nie dawała żadnej ulgi. Jednak to dzięki niej był jeszcze przytomny. Jeżeli jego stan można nazwać przytomnością. Rzęził cicho powłócząc nogami. Wór, który przed chwilą miał na plecach, teraz ciągnął po ziemi ostatkiem sił. Manierka odbijająca się od piersi Azjaty była pusta.
Pustynia płynnie przechodziła w niebo. Z każdej strony widok był taki sam. Wiatr zacierał ślady piechura. Ten miał wrażenie, że krąży w kółko. Stało się to, czego się obawiał. Poczuł suchość w ustach. Minęło już kilka godzin, odkąd wziął ostatni łyk wody. Oczy mu łzawiły, zaczął kaszleć. Zawroty głowy nasiliły się. Gdy upadł, czuł jak słońce nagrzewa mu plecy aż do bólu. Zaczął grzebać w piachu. Na początku bezradnie przesypywał ziarenka, lecz nagle wstąpiła w niego nadzieja. Zaśmiał się przez łzy i zaczął kopać. Był głupi, by podróżować w dzień. Poprawka, on nie podróżował, on uciekał. Odgarnąwszy warstwę suchego piachu, dotarł do wilgotniejszych pokładów. Odzyskał przytomność umysłu i sięgnął do wora. Wysypał z niego biżuterię i relikwie. W końcu znalazł dosyć spory talerz wykonany ze szlachetnego i bardzo drogiego metalu, ozdobiony kilkoma hieroglifami i kamieniami szlachetnymi. Niewiele myśląc zabrał się do kopania. W kilka minut wykopał dość głęboki dół, by mógł się w nim zmieścić on i jego łup. Mongoł był tak wyczerpany, że nie mógł nawet wstać, ale z powodzeniem pozbierał wszystkie błyskotki i wrzucił je do worka. Położył go w miejscu na głowę, po czym sam legnął i przysypał się piachem. Nim zasnął, poczuł kojący chłód ziemi... Był środek nocy, kiedy piechur otworzył oczy. Wydma niemal pogrzebała do żywcem. Miał wielkie szczęście, że się nie udusił. Zimne powietrze przeszyło go dreszczem, ale też nieco otrzeźwiło. Zapomniał na chwilę o swojej beznadziejnej sytuacji i podziwiał gwieździste niebiosa. Sierp księżyca dodał mu otuchy. Pożałował tylko, że nie zna się na gwiazdach. Ciężko mu było znaleźć nawet najprostsze konstelacje pośród gąszczu białych plamek. Gdyby przyłożył się do astronomii, może wiedział by gdzie jest, może znalazłby wyjście...Jak można wyjść z pustyni? Z zadumy wyrwało go burczenie w brzuchu. Wydawało mu się, że nie jest głodny. Ale czuł pragnienie. Zauważył, że jego tunika jest wilgotna. Rozgorączkowany wydobył worek, który przesiąkł wodą. Próbował ją wyssać z włókna, ale nie był to najlepszy pomysł, najadł się tylko zimnego piachu. Zajrzał do środka. I ucieszył się stokroć bardziej, niż na widok pełnego złota grobowca faraona. Wędrowiec zachłannie zlizywał ze świecidełek wodę. Poczuł się niemal szczęśliwy. Był z siebie dumny. Przeżył ponad trzy doby na pustyni. Ale od trzech cholernych dni widzi to samo. Krajobraz nie zmienił się w najmniejszym szczególe. Świadomość, że może nie wrócić do swojej Mongolii osłabiła nieco jego entuzjazm. Azjata wziął głęboki oddech, wyobraził sobie, że jest mu ciepło i zarzucił wór na plecy. Ruszył w stronę najjaśniejszej gwiazdy. Nie był pewien czy to ta osławiona, co wskazuje północ. Wierzył jednak w swą nieomylność i szczęście sprzyjające mu od urodzenia. Monotonny marsz trwał wieczność. Azjata miał ochotę coś zjeść. Marzył o krabach kamczackich, o pielmeni - syberyjskich pierożkach, o karkówce wspaniale przyrządzanej przez mieszkańców Ałtaju Gobijskiego, o kurczaku po seczuańsku, a nawet o tych dziwnych potrawach czarnych ludzi zamieszkujących południe Afryki. Był przyzwyczajony do najróżniejszych dań. Od czasu gdy ojciec odmówił mu swoich ziem, zwiedził niemal całe Imperium Mongolskie - od Cesarstwa Yuan, przez Księstwo Ruskie aż do Państwa Hulagidów, skąd niedaleka droga do przeklętej Arabii. Wędrowiec w czasie całej swej podróży pragnął jednego - złota. Zbliżał się ranek. Czuło się w powietrzu, że zaraz zza horyzontu wychynie słońce, a pustynia zamieni się w piekło. Piechur nie chciał iść spać. Czuł się rześki jak nigdy. Nie docierało do niego to, że w słońcu nie wytrzyma wędrówki. Zapomniał już, że wczoraj omal nie umarł z wycieńczenia. Jego gwiazda zaczynała blaknąć, grafit nieba zamieniał się w błękit. Mongoł po tych kilku godzinach marszu nie czuł zmęczenia, głodu i pragnienia. Nie było mu zimno i nic go nie bolało. Grzechem byłoby to zmarnować. Gdy wchodziło słońce mimowolnie się uśmiechnął. Był niemal pewien, że wróci do Mongolii. Wróci bogaty, kupi wielki dom w Karakorum i ożeni się z piękną słowiańską księżniczką. Marzenia... Dochodziło południe. Złota tarcza na niebie świeciła tylko dla jednego człowieka. Dla piechura, który leżał w piachu. Jego dusza już opuściła ciało. Nie mógł oddychać. Suchość w ustach sprawiała ból. Miał zamęt w głowie. Zgubił worek. Leżał tylko kilka metrów za nim, ale Azjata wiedział, że umiera i już go nie dosięgnie. Jego skóra pokryła się bąblami wypełnionymi surowicą. Powieki opadały mu powoli. Widział ciemność. Dogorywał. Wydało mu się, że słyszy swoją matkę. Ocknął się w rodzinnej jurcie. Leżał na zawszonej słomie, widział kilka garnków ustawionych z boku. Wstał i podszedł tam. Wśród naczyń odnalazł miskę pełną ugotowanego mięsa i kości. Wiedział, że matka go skarci, ale był tak głodny, że nie mógł się powstrzymać od konsumpcji. Najadłszy się do syta, obok miski dostrzegł dziwny przedmiot. Było to coś podobnego do butelki wypełnionej płynem. Nie była to butelka szklana, była wykonana z lekkiego i przezroczystego tworzywa. Wiadomo, był to plastik, ale biedny Mongoł żył w XIII wieku, toteż nie bardzo się orientował. Pojemność 500 ml, niebieska zakrętka i biała etykieta. Na etykiecie nazwa produktu: Vita [niskosodowana, niegazowana]. Naturalna woda mineralna ze źródeł regionu Krynicy Zdrój. Nieco z boku mamy informacje o analizie fizochemicznej (wykonana w 2004 r. przez AGH w Krakowie) oraz o ujęciu (czerpane ze źródła w Tyliczu, odwiert Adam i Ignacy). Z następnego boku atakują nas następne informacje. Tabelka z sumą składników mineralnych, kationy i aniony, numer infolinii i kod kreskowy. Na ostatnim boku widnieje słowo od wydawcy: 'Trzymasz w ręku butelkę Vity - doskonałej wody mineralnej. Vita niegazowana wydobywana jest z krystalicznie czystych, podziemnych źródeł w regionie Krynicy Zdrój. Pochodzenie oraz zawartość cennych składników mineralnych nadaje Vicie wyjątkowy, orzeźwiający smak.' Na końcu mamy super inteligentne hasło: 'VITA - woda z życiem!'. Całość jest warta 2 złote i 50 polskich groszy. Rozbój w biały dzień! Woda smakuje jak kranówa. Śmierdzi. Jednak piechurowi takie coś wcale nie przeszkadza. Azjata przypomniał sobie pragnienie na pustyni. Nie myślał o tym, jak znalazł się w domu. Nie interesowało go to. Chciał się tylko napić. Sięgnął po butelkę i osuszył ją w mgnieniu oka. Nie był pewien smaku, wciąż czuł mięso. Pomyślał, że pewnie nie było najświeższe i matka przygotowała je dla psów. Rozważałby dalej, ale usłyszał kroki. Odwrócił się do wejścia. Przeszył go dreszcz. Przed sobą zobaczył mężczyznę z głową szakala. Był ubrany w złotą tunikę i drogocenny naszyjnik, w jednej dłoni trzymał laskę a drugą zacisnął na sporych rozmiarów worku. Zaśmiał się na pół gniewnie, na pół szyderczo. Rzucił worek na ziemię, wysypały się z niego przedmioty zrabowane przez Mongoła. -Czy wiesz, że pijąc ten napój podpisałeś swój akt zgonu? To nie było pytanie, to było stwierdzenie. Set obrócił się na pięcie i zostawił wędrowca samego. Ten poczuł, że ciało mu sztywnieje. Zapadła ciemność, przez chwilę wydawało mu się, że leży w piachu, potem oślepiło go słońce... Zachłanny turysta dzięki sprzyjającemu klimatowi zamienił się w piękną mumię, razem ze zrabowanym skarbem zapadł w sen wieczny pod piaskową wydmą...
Fauske
[fauske@interia.pl]
I came from nowhere without a task, without a name no fear of evil | |||||||
| © COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED. | |||||||