| :: LANDRYNKI UPS! | |||||||
|
Jak wiecie (o ile wiecie) z recki Landrynków Gabi napisanej wspólnie ze Stachyrem, uwielbiam landrynki. W tejże recce napisałem coś mniej więcej tak "wszystkie landrynki smakują podobnie". Cofam zeznania! Te landrynki są o niebo lepsze od innych. Ups... Zapomniałem powiedzieć - ten produkt pochodzi z Biedronki (teraz co niektórzy czytelnicy powiedzieli ups)!?! Tak, nie mylicie się - chwalę produkt pochodzący ze znienawidzonej przez większość Lodówowców Biedrony. Ale jak tu nie chwalić produktu tak wspaniałego... Do rzeczy.
Z opakowaniem mam pewien kłopot, a mianowicie po raz pierwszy recenzuję produkt z rozdartym opakowaniem. No nic, jakoś się poskłada (mija kilka sekund), no, nie jest źle ;]. Opakowanie mamy generalnie czerwone. Na samym środku frontu widać wielki, czerwony napis Ups!, a widać go dzięki zielonym liniom. Nad napisem widać masę owoców - dokładniej pomarańcze, truskawki, maliny i cytrynę. Pod napisem Ups! Widać po prawej napisy "karmelki o smaku owocowym" na biało i "500 g" na zielono. Po drugiej stronie jest szybka, a właściwie to przezroczysta folia jest. Za nią widać różnokolorowe cukierki, każdy zawinięty w osobną, przezroczystą folijkę. Jako że landrynki są półprzezroczyste daje to naprawdę niezły efekt. Po drugiej stronie już nie jest tak fajnie. Na czerwonym tle widać po lewej: Przez kogo (Bomilla) i dla kogo (Biedronka) jest to wyprodukowane, napisy Produkt Polski, Masa netto: 500g, ZN-98/BOM-2 (może mi ktoś powiedzieć co to znaczy?) i data ważności. Z drugiej strony pomniejszone logo produktu, skład i kod kreskowy. Opakowanie robi ogólnie pozytywne wrażenie, kropka. Ceny dokładnej nie znam, ale jak ostatni raz osobiście kupowałem te landrynki (czyli jakieś dwa lata temu...) kosztowały około 4.50. Z jednej strony to dużo jak na landrynki, a z drugiej strony, dla porównania, Gabi kosztowały złocisza, a było ich, jak pamiętam, 80g. Landrynek Ups! Jest pół kilograma, co po przeliczeniu wskazuje, że Upsy! wygrywają z nimi w kategorii cena/waga. Innymi słowy, to się opłaca! Teraz smak. Odwracam opakowanie z powrotem na przód... Qpfa rypana jego mać, Brdwla!!! Landrynki się porozsypywały. No nic, pozbieram zostawiając przy tym po jednym z każdego smaku, a tych jest pięć. Zacznę od ciemnofioletowego, rozwijam papierek i próbuję. Mmm, pyszności. Ten ciemny jest o smaku jagodowym, ale wkomponowanym w landrynek tak pysznie, że mniam! Dobra, jako że landrynki się ssie stosunkowo długo, zajmę się pisaniem innego tekstu. No, napisałem - jeśli przejdzie, będzie to najkrótszy tekst w historii LC, krótszy nawet od przepisu na ziemniaka w numerze 10. Tymczasem próbuje kolejnego landrynka - żółtego. Też pyszny - cytrynowy. Zanim landrynek się rozpuści, pooglądam telewizję. No już, teraz kolejny - czerwony. Ten jest czereśniowy - też dobry, choć mnie akurat czereśnie nie pasują do landrynek, teraz poczytam LC. No, po przeczytaniu bardzo dobrych dwóch tekstów Sato biorę kolejnego landrynka. Jest on pomarańczowy - również przesmaczny. Ostatni z landrynków jest zielony - jabłkowy i... zgadnijcie. Tak, też pyszny, jeśli o tym pomyśleliście. Za smak najchętniej dałbym 80 oczek, ale chyba tak nie można (podciągnąłem za to, acz tylko ociupinkę, oceny opakowania i ceny). Podsumowanie, a raczej apel. Lodówowcy, jeśli choć trochę smakują wam landrynki złamcie swe uprzedzenia i biegnijcie do tej znienawidzonej Biedronki kupić Upsy!, bo to się naprawdę opłaca. Koniec, kropka, to ostatnia zwrotka (KROPKA).
Orzi
[orzi@op.pl]
PS: W akapicie o smaku strasznie wodę lałem, ale to szczegół ;). | |||||||
| © COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED. | |||||||