:: STRASZLIWY POJEDYNEK CZEKOLAD
UWAGA!!! UWAGA!!! NIE ZRAŻAĆ SIĘ DŁUGOŚCIĄ, TYLKO CZYTAĆ!!!
[Czytać, czytać, bo naprawdę warto!!! - SN]

Zabierałam się do opisania tych czekolad i zabierałam. Wena miała mnie jednak w, załóżmy, przysłowiowym nosie. O ile nie gdzie indziej. Nie ważne to! Dobrze, że w ogóle raczyła mnie odwiedzić. Nie będę tu opisywać każdej czekoladki z osobna, bo nie chce mi się i tyle. W zamian zrobię ekstra-super-giga porównanie. W szranki staną aż cztery zawodniczki! Kurczę, czy nie lepiej zrobić cztery teksty, co by mnie wszędzie pełno było? Prawda? Zareklamować by się można. Jak taki potencjalny czytelnik ujrzy moją niezbyt udaną ksywę cztery razy to będzie 400% więcej szansy, ze przeczyta moje twórcze dywagacje. Ale ja to smolę! O tak! Żeby nie było, ze się tu szarogęszę i próbuję przyćmić starych wyjadaczy. Będę skromna! Recenzja będzie przynajmniej długa. Tylko kto by chciał tyle czytać? Ja się przyznam bez bicia, że długich teksów nie czytam. Onieśmiela mnie to morze literek, ot co. No chyba, że jest dużo dialogów i wierszyków typu 'słowo jako samodzielny wers'. Wtedy okej. Dobra, ale jak ktoś jest odważny i zabiera się za kobylasty tekst, to powinien mieć przynajmniej jakąś rozrywkę, nie? I obawiam się, że moje dzieło może nie sprostać tym wymaganiom. W ramach zadośćuczynienia powinnam wpleść w reckę jakieś kawały. Niezły przerywnik, co? Tylko w tym sęk, że nawet całkiem nie śmieszny dowcip opowiedziany przez odpowiednią osobę może wywołać ciężkie skurcze brzucha. A czytając kawał nie zawsze jest gwarancja, że będziemy się śmiać. Ja się nie śmieję. Z tym to jeszcze pół biedy. Nauczę się na pamięć i opowiem. A tu figa. Niestety nie mam tego daru gawędziarza i dowcipy w moim wykonaniu to porażka. Na upartego można się brechtać z mojej nieporadności, ale ona bardziej słuchaczy zawstydza niż śmieszy. No, ale znam taki jeden kawał, najlepszy, jaki w życiu słyszałam. Serio, turlałam się po posadzce przez kwadrans. Niestety tylko ja. Ponoć innych nie rusza tego typu humor. Uch, jestem osamotniona w szaleństwie. Więcej grzechów nie pamiętam. No sorry bracia i siostry. Czas zabrać się za robotę, bo sama się nie zrobi.

Już śpieszę! Popijam sobie koktajl truskawkowy, w tle lecą jakieś ciężkie brzmienia, słowem jestem bardzo wyluzowana i zadowolona z życia. A to się często nie zdarza. Jak bowiem powszechnie wiadomo po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój, toteż po ciężkiej depresji przychodzi nieuzasadniona euforia. W sumie nie jest to takie złe... Chłe, chłe... Ludzie, noc jest młoda, ale jak będę tak dalej zamulać, to mi zejdzie do rana. Czas by przedstawić nasze dzisiejsze bohaterki. Są to cztery czekoladowe lale, z ledwością trzymają się na malutkiej wysepce pośród oceanu szowinizmu i damskich bokserów. Wiatr je chłoszcze (a to cham!), słońce przygrzewa (kolejny), tylko świeża bryza stara się przynieść ukojenie. A wredna fala zazdrości i mi te czekolady zalewa słonymi mackami. Ale one się nie dają! Będą się dziś uczciwie i honorowo pojedynkować, ale w tym pojedynku nie ma przegranych, bo ja tak chcę i moje słowo będzie święte w tym tekście. Władzę mam!

Lecz kim one są? Och, kim? Życie to nie bajka i nauczyły się, że nie warto zdradzać byle komu swego imienia. Lecz wierzę, że nasza publiczność jest zacna i szlachetna, więc nasze panie będą mogły bez lęku wyjawić, jak też mają na imię. Nie chcę w tym miejscu żadnej wywyższać, toteż przedstawię je w kolejności alfabetycznej:

- Golden Nuts - Czekolada pełna mleczna z całymi orzechami laskowymi. Pochodzi z niesławnej meliny Biedronki, jej złej macochy. Jednak nie można się sugerować jej rodzinnym domem słynącym z plugastwa i rozpusty. Wierzcie mi, Goldi taka nie jest! To porządna i pracowita dziewczyna, swoje w życiu przeszła. Wszyscy wiedzą, że Biedronka jest patologiczną matką, co tylko pije i pali, butapren wącha, a dziećmi to się wcale a wcale nie zajmuje. A jak jej się jakieś napatoczy, to wali i nie patrzy. Toteż biedaczka Golden upstrzona jest orzechami jak kaczka śrutem. I nie są to, moi mili, orzechy małe, one są wielkie jak słońce!

- Goutier - Milk Chocolat delicieux. To jest przykład czekolady z dobrego domu, ojca Plusa. Osobiście za nim nie przepadam, ale ludzie mówią, że jest wporzo. Skromny z niego człowiek, ale dla swojej najmłodszej córki stara się dać, to, co najlepsze, niczym kawa Jacobs albo inna jędza. Gouti to jeszcze mała dziewuszka, delikatna i pełna marzeń. Nie zna świata i obdarza wszystkich szczerą miłością, bodajże jako jedyna z całej czwórki. Często się śmieje i dużo śpiewa, kocha kwiatki i leśne duszki. Niektórym może wydać się przesłodzona, gdyż kochający ojciec chowa ją pod kloszem. Ale nawet to jej wybaczę, a co! Będę chociaż raz dobra.

- Mandel Sahne - Choco Edition. Starsza siostra Gouti. Od razu widać, że z innej matki. Ma twardsze rysy, śniadą cerę i jest naszpikowana migdałami. No cóż, stary Plus poużywał sobie w młodości i płodził dzieci po całym świecie, o czym świadczą chociażby zagraniczne imiona obu córek. Zresztą sam Plus jest nietutejszy, ale darujemy mu to. Mimo swojej niedostępności Mandel jest kochana przez ojca równie mocno, co Gouti. Tatuś jej tego po prostu nie okazuje, bo wie, że Mandi to twarda laska i byle głupstwem się nie przejmuje. Jednak mimo swojej siły czekoladka też ma uczucia, i wydaje jej się, że rodziciel powinien poświęcić jej nieco więcej uwagi.

- Nestle - Biała czekolada z kolorowym cukrem. Samo jej imię jest dosyć kontrowersyjne, bo wskazuje na koneksje z rodziną cieszącą się złą sławą, przynajmniej u mnie. Ale dajcie pokój, to spoko babka, a swoich pełnych materialistycznych pobudek starych ma gdzieś. Nie znosi kompromisów i przymusu, jest zadziorna niczym młody kogucik. Nie daje sobie w kaszę dmuchać, jednocześnie jest zawsze wesoła i pełna optymizmu. Innymi słowy mówiąc, kiedy jej nie spotkasz, to jej się gęba śmieje. Warto dodać, że Nes ma dosyć oryginalny styl. Wyróżnia się wśród szarych czekolad nie tylko białą karnacją.

To oficjalną część tego jakże miłego spotkania mamy za sobą. Myślę, że polubiliście nasze bohaterki, ale przydałoby się je bliżej poznać. Przyjaźń z takimi niezwykłymi osobowościami jest doprawdy bezcenna (co prawda specjalny wysłannik starał się dowiedzieć, na ile się cenią w polskich nowych złotych, ale swoją odwagę przypłacił pobytem na urazówce... frajer i szowinista). Doprawdy, poznajesz taką czekoladkę i myślisz 'kurdę, ile bym nie zapłacił za takie cudo, to i tak będzie za mało'. I to jest, panie, prawda najszczersza!

Nasze czekolady powoli się niecierpliwią. I mają rację! Nie po to kobitki się stroiły tyle czasu, żebym ja to teraz pominęła bezczelnie. Bo nie myślcie, moi drodzy, że dziewczyny narzuciły na się byle jakie szmaty i przyszły. Oj nie! Przed tak wdzięczną lodówkową publicznością chciały dobrze wypaść. Pono piękne kobiety są dla mężczyzn bez wyobraźni, jednakże w przypadku naszych cukiereczków ciuchy to tylko ramka do ładnego obrazka. Przywdziewając błyszczące kiecki nasze panie starały się przede wszystkim podkreślić klejnot dusz swoich, jeśli zakminiliście o czym ja do was rozmawiam, joł. Okej, to był żart nie śmieszny, pewna jestem, że nasi dzisiejsi widzowie łapią każdą aluzję w lot, a Mensa to dla nich klub dla przedszkolaków. Dobra, koniec darcia mordy, czas by nasze błyszczące aniołki zawładnęły waszymi umysłami i sercami:

- Golden Nuts - Dziewuszka stawia na nieśmiertelną klasykę. Barwa dominująca w jej stroju to iście królewska czerwień, w czym kryje się, zaiste, niezwykła prowokacja! Albowiem czerwona była krew, która polała się ze skroni Goldi, gdy jej nieludzka matka (w czerwonym swetrze w kropki czarne ubrana) przydzwoniła jej nieelegancko butelką po siarofrucie. Dzięki tej odważnej manifestacji widzimy, że dziewczyna pogodziła się z przeszłością. Do czerwonej kiecki dodała także: beżowy szal ozdobiony orzechami niczym cekinami, dyskretną złotą biżuterię i kawałek własnego ciała. Niech was to nie przeraża, po prostu Goldi odsłoniła brzuch, dzięki czemu nie trzeba jej rozbierać, żeby się przekonać jak wygląda. A ma co pokazać! 150 g żywej wagi. I przy tym wcale nie wygląda grubo, gdyż jest wysoka i dobrze zbudowana. Zresztą z każdej strony wygląda dobrze, z tyłu także. Nie odsłania, co prawda czekoladowych pleców, ale hieroglify pokrywające jej beżowy szal i tak cieszą oko. I ta fikuśna broszka z diamencików układająca się w tekst 'Wyprodukowano dla (przez) >>Biedronka<<'. Kto by się spodziewał takiej odwagi! I nie zapominajcie: w tej dziewczynie jest co najmniej 25% masy kakaowej!

- Goutier - Na dzisiejszy wieczór ta panienka wybrała delikatny błękit. To był strzał w dziesiątkę, ten kolor idealnie komponuje się z jej hebanową skórą. Jej zwiewna sukienka wykonana jest z jedwabistego plastiku, przyozdobionego w centralnym punkcie wielgachną brochą z granatowych kamieni szlachetnych. Ozdoba owa jest w kształcie chmurki, na której widnieją złote literki układające się w imię naszej bohaterki. Taki niewinny rym dla rozluźnienia, chociaż ja jestem już w takim stanie, że chyba bardziej się nie da. Ale może publiczność spięta. Oddychajcie, oddychajcie ludzie! Ja wiem, ze na widok takich czekoladek to dech zapiera, ale śmierć przez uduszenie jest z pewnością dziwna i nieprzyjemna. Wracając do Gouti. To drobne, zaledwie stu gramowe dziewczę, wie, co to skromność i nie pokazuje tego, co nie trzeba. Dekolt w sukience jest wystarczający, reszty można się domyślić. Z tyłu także wygląda świetnie. Co więcej, zna 6 języków, więc nie bójcie się, że dziewczę nie zajarzy, o czym wy do niej. Najwyżej się rozryczy i weźmie człeka na litość. Wiadomo, takie sztuczki to tylko na samców działają, chłe, chłe. Wracając do kobitki - wie ona jakie jej miejsce jest. Dyskretna metka z napisem 'Plus' zdradza, że 'her heart belongs to daddy' i nie poradzisz. Ale młoda jest, wyrobi się.

- Mandel Sahne - Z tej to dopiero dzika lwica! Specjalnie dla Lodówy wybrała kieckę w bojowe afrykańskie barwy: smakowity oranż, refleksy sieny palonej, pomarańczowego brązu przyprószone złotem zachodzącego słońca z jasnym ugierem w tle. Te kolory są tak niespotykane, że aż musiałam się wspomóc pudełkiem od farb plakatowych, co by właściwie zdefiniować barwy sawanny. Cały strój jest utrzymany w stylistyce art deco, dominują proste i wyraziste geometryczne wzorki. Panienka zerka na publikę migdałowymi oczętami znad ciemnych polików, błyskając od czasu do czasu kremowymi ząbkami. Ale to biały krem, nie lękajcie się, że niby Mandi żółte zęby ma czy coś. Widać bardzo jej zależy na akceptacji i miłości. Z pewnością chciałaby, żeby ją ktoś przygarnął. Chłopy, jest co brać - 200 g cielska. Przyznacie, ze gabaryty ma niezłe. Lecz to niezwykła zaleta! Wyobraźcie sobie nocleg pod namiotem na twardej karimacie. Uaaa, kości bolą, nie? A jak macie taką migdałową Mandi to nie dość, że wygodnie, to i ciepło. No, chyba ze kojknie niespodziewanie w środku nocy. Wtedy pobudka w objęciach zimnego wieloryba nie jest przyjemną wizją. Dobra, dobra, to był drugi żart niedobry. Nie obrażaj się dziewczyno. Zaraz będzie jutro, to się chamska zrobić mogę.

- Nestle - A tu mamy klasyczny przykład wegetarianki i bojowniczki o pokój na świecie. Na pierwszy rzut oka widać, że to nieco rozkojarzona hipiska. Mimo to może być sympatyczna, tylko trzeba być wyrozumiałym i przede wszystkim tolerancyjnym. Tolerancja to w ogóle słowo-klucz podczas rozmów z nią. No każdy ma jakieś dziwactwa, nie poradzisz. Wracając do jej kreacji - oczywiście wygląda dziko. Ubrała się w ekologiczny papierowy gorset w odcieniu intensywnego karminu. Z cętkowanej szyi zwisa jej czerwony rubin z własnym imieniem. Zrozumcie, hipisi potrzebują takich cacek, jak się taki jeden z drugim obudzą po spożyciu grzybków halucynogennych to, zakładając że bakają od kołyski, mogą mieć dziury w pamięci. To tylko moje własne przypuszczenia, drodzy państwo, albowiem każdy wie, że hipis to legendarny stwór, równie prawdziwy, co smok lub uczciwy polityk. Wracając do stroju Nes. Gorsecik dopełnia spódnica w dziwnych kolorach: cytrynowym, sałatowym i mandarynkowym. Jednak te niecodzienne barwy pasują do zielono-pomarańczowych piegów dziewuszki. To zapewne efekt uboczny dragów. Biedne dziewczę zamiast krwi ma modyfikowaną skrobię. Cała płynna tkanka łączna poszła jej we włosy i źrenice, dzięki czemu Nes szokuje nas czerwoną czupryną, notabene w bardzo ładnym odcieniu. Bardzo. Odwraca on uwagę od jej kościstej, stu gramowej sylwetki.

Ufff, ludzie, czasu nam zeszło mnóstwo na tej rewii mody. Jednakże sami widzicie, ile nasze niezwykłe niewiasty włożyły pracy, aby was olśnić. Pono inteligencja*uroda=constans, ale znowuż nie sprawdza się to w przypadku tych oto czekoladek. Kobitki porażają nas swoim intelektem iście szatańskim. Niektórych samców może to odstraszać, toteż słowo do męskiej części publiczności: psst, psst, to o tym intelekcie to wam się przesłyszało, jakby co, okej? No to git. Mogem je teraz przedstawić ze strony duchowej. Czy one aby smaczne są?

- Golden Nuts - Mimo matki rodzącej zgniłe dzieci, Goldi jest bardzo apetyczną babką. Oczywiście, moje oceny mogą być trochę wypaczone, bo, hmmm...Wiecie, to jak by zapytać Burka czy mu się Szarik podoba. Och, jakie to poetyckie porównanie! Wracając do Goldi. Mimo iż orzechów nie lubię jako takich, to w połączeniu z konkretnym czekoladowym mięchęm smakują świetnie! Ta biedronkowa czekolada jest dobra, dziwne, ale prawdziwe. Od tych hormonów szczęścia mi odbija. A jako, że towar ma konkretne rozmiary to można się uszczęśliwić, że hej! Oho, jutro jest... Od 15 sekund mamy sobotę! To znak z głębin oceanu! Czyżby pożegnania nadszedł czas? Ej, nie ma tak dobrze!

- Goutier - Po słodkiej córeczce tatusia można się na pierwszy rzut oka spodziewać doznań porównywalnych z oglądaniem serialu 'Czarodziejka z Księżyca'. To znaczy śmierci na cukrzycę. Wodna rapsodia! Ble, ble, fuj. Ale nie ma strachu. Gouti da się zjeść. Jest jedwabista niczym, ten, nylon czy inszy poliester. Nie żebym tutaj jakieś ironiczne uwagi rzucała na temat naszej milej koleżanki, ale czar Enigmatycznej Euforii powoli pryska... Tak czy siak, ukochana córcia Plusa robi na pewno o wiele pozytywniejsze wrażenie niźli sam Plus.

- Mandel Sahne - Ta szczwana bestyja to dopiero smaczny kąsek dla konesera! Jak już wspominałam, z innej matki jest. Och te migdały! Mniam! Uczta dla kanibali! Do diabła z Burkiem, zeżarłabym tą Mandi całą! Zapewne cudownie byłoby zająć się teraz konsumpcją, ale praca, praca! Poza tym, co się będę paść po nocy. Ale dużo czasu jest! Program się wydłuża, ale mam nadzieję, że wszyscy dobrze się bawią. A pan z radia obiecuje, że po drugiej będą rzeźnickie klimaty. Ja myślę. Za tą pierdziawę, co puszcza, to w ucho powinien oberwać. Wszechmocny Nektusie! Pioruna zapuść! Ale nic to. Na razie sama się tu zabawiam w morderczynię i topię kły w czekoladowym mięsie. A orzechowe kości trzaskają! Czy to grzecznie zapraszać gości a potem ich zjadać?

- Nestle - Ta to jak zwykle świruje. Piegowata albinoska. Jak kto lubi białą czekoladę z kolorowym cukrem, bajerem takim, to se może taką laskę sprawić. No tak, pan w radiu czepia się polityki. Podtrzymuje zdanie. Błyskawicą mu. Jeszcze jakiś debili zaprasza do studia, co się wysłowić nie potrafią. Walić to. Co do białej, chudej polędwiczki. Coś jej brakuje. Alkohol wyżarł jej szare komórki, to może o to chodzi. No, ale sympatyczna kobitka jest, przyznaję.

Tak się rozgadałam, że nie bardzo kojarzę, o co mi na początku szło. W każdym razie, dzięki mnie poznaliście cztery przemiłe czekolady, spragnione...eee, no wiecie czego. Znaczy przyjaźni, nie? Nie są to może miss wśród czekolad, ale takie zwykłe swojskie babki. Czy swojskie? Trzy z nich importowane... No nie wiem...Pono w Polszcze na stu samców przypada aż sto sześć samiczek, to niby po co nam te zza granicy? Na kiełbasę! Buachachachacha!

To co, miluśińscy? Przychodzi piaskowy dziadziuś czy inszy mikołaj? Ale ja jeszcze nie skończyłam! Tym gorzej dla mnie. Będę płakać przy sprawdzaniu. Bajdełej, to straszny szit zapodaje ten pan z radia. Ja mu dam zapraszać jakiś amatorów i puszczać ich wszystkie zasrane demówki, które zdążyli nagrać w kiblu już w przedszkolu...Grać buce nie umieją... Załóżmy, że zmienię temat. Może na 'czekolady mojego życia'? Łojojoj, temat-rzeka, panie! Mogłabym to zostawić na następną recenzję... Ach, zapomniałabym pogratulować zwycięzcom, co to czytają. Brawo! Ale meta daleeeko, se se se... Się rozpisałam... Niby mam jeszcze w magazynie jajeczną czekoladę wedlowską, ale olewam to! Wracając do czekolad wszechczasów. Nie będę zanudzać i opiszę ino dwie. Trzy. Dwieście.

- Marabou - Mit Mintkrokant. Mniam! Cudowna szwedzka czekolada z tym, nooo...Miętowym krokantem... Rozumiecie? O ile wiem, tego boskiego produktu nie można zakupić w pięknym kraju naszym, ale nic to! Sama miałam okazję spożyć ową czekoladę na promie zsyłającym niegrzeczne dzieci do krainy wikingów. Nie mam pojęcia, na ile toto cenili, ale warte każdych pieniędzy. Wiadomo, jak płyniesz se w towarzystwie zbieraczy runa leśnego i truskawek, to musisz się pocieszyć jedwabną... czekoladową... pełnokrwistą... golonką miętową?

- Wyrób czekaladopodobny, biały, z nadzieniem jagodowym zakupiony w supermarkecie Hit we Wrocławiu - To dopiero boskie było! Pamiętam jak dziś! Cały się ten wyrób roztopił od upału. Siedziałam se u ciotki, rozkoszując się lekturą Lovecrafta ('Coś na progu' - polecam!), zażerając czekoladę w stanie płynnym. Uch. Och. Ach. Piękne to było. Pewnie nawet lepsze od zagranicznych dziwactw.

- Freia pełnomleczna - Tym razem norweski udziec, mięso z górskiego trolla. Niby nic. Zwykła czekolada. Taka jak tysiące. Pozornie. Oooo, ten mleczny smak... A cóż to? Argh, ten debil z radia przesadził. Słyszysz facet? Nie będziesz mnie tu raczył jeleniami na rykowisku! Zara cię wyłączę, poczekaj tylko...

Okej, okej już kończę! Serio. Cztery tabelki... Uch... Popatrzcie sobie. Żegnam. Bo jak mnie świt zastanie, to będzie wstyd...

GOLDEN NUTS

SMAK:
46/70
ILE KOSZTUJE?:
???
CENA:
10/20
OCENA KOŃCOWA:
62%
OPAKOWANIE:
06/10

GOUTIER

SMAK:
44/70
ILE KOSZTUJE?:
???
CENA:
10/20
OCENA KOŃCOWA:
59%
OPAKOWANIE:
05/10

MANDEL SAHNE

SMAK:
59/70
ILE KOSZTUJE?:
???
CENA:
10/20
OCENA KOŃCOWA:
75%
OPAKOWANIE:
06/10

NESTLE

SMAK:
51/70
ILE KOSZTUJE?:
???
CENA:
10/20
OCENA KOŃCOWA:
66%
OPAKOWANIE:
05/10

ps. Dobrze się bawiliście? [Ja tak! - SN] [Bardzo dobry art. - PP]
ps2. Jak ktoś chce poznać najlepszy kawał na świecie to niech majluje. Tylko ostrzegam, można się rozczarować. Zdaje się, że on wcale nie jest śmieszny...
ps3. Kto był taki hardy i doczytał do końca? [Ja! - SN] [Mrau, Panther of the North standing by too. ;) - PP] Gratulacje! Order z ziemniaka! [Nie ma za co - nieczęsto zdaża się, żeby 18-sto kilobajtowy tekst (o żarciu na dodatek) nie nudził! :) - SN] [Dalej masz wątpliwości Fauske, że za szybko wciągnęliśmy Cię do redakcji? :) - PP]
© COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED.