| :: KASZKA SMAKIJA Z SOSEM CZEKOLADOWYM | |||||||
|
-Kiedy kończysz?
-Nigdy. -Ale kiedy? -Za pół godziny. -Nie! -Co??? To ci nie dam wcale. -To nie wyjdę. -Grrr. Za 15 min. A teraz won mi stąd! Nie zaglądaj mi przez ramię gówniarzu! Wy-no-cha! Czy ja się gapię na ciebie ja ty grasz? Cooo? Podglądam? Taaak? Rodzeństwo to prawdziwa udręka. Nazajutrz. Czyli dzisiaj. czas:15:46 miejsce: wioska eM. (słychać przekleństwa) -@$^#! Gdzie, do &@#%, jest to &%@# opakowanie?! $#@% by to strzelił... Przechodząc do właściwej recenzji. Już dawno chciałam opisać niezwykle smaczną kaszkę Smakija firmy Campina. Rany, jak raz na ruski rok se ją kupię, to konsumpcja tego cuda jest istnym świętem! Wiecie, u nas w spożywczaku jej nie sprzedają (a nawet jakby sprzedawali, to i tak tam nie pójdę), a do najbliższego supermarketa jest z 10 kilosów...W mordę, pociągi tam nie jeżdżą. Zresztą, i tak nie lubię tych molochów. Wiecie, jak tam czasem bywam (ale bardzo, baaardzo rzadko) to wciąż się natykam na znajome gęby z wioski własnej i sąsiedniej. Cholera, z tego Oszołoma (Auchana...) to się jakaś mekka zrobiła! Pielgrzymka przynajmniej raz w życiu! Czteropokoleniowe rodziny przyjeżdżają w garniturkach poprowadzić wózek, pooglądać wystawy i ewentualnie kupić se wątróbkę i kefir. Sami rozumiecie, takie coś zwiększa znacząco współczynnik nieprzyjemności zakupów. Znaczy - wiadomo, idzie się jeszcze przyzwyczaić. Bo to nic w porównaniu z tym, że raz jak byłam gdzieś tam i spotkałam nauczycielkę od polskego. Rozumita? Godzinę siedziałam w nienaturalnej pozycji, ażeby mnie nie zobaczyła, albowiem konfrontacja z nią napawała mnie obrzydzeniem i panicznym strachem zarazem. No i jeszcze to miejsce... Lepiej nie wspominać gdzie to było. Dobra, każdy już zdążył zapomnieć o kaszce smakiji, bowiem snucie gawędy pochłonęło mnie bez reszty...Co by tekst był długi i pulchny należy dodać drożdży do kilobajtów. Drożdży nie mam, smakiji też nie, a więc pisać muszę z pamięci. Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze, czyli cenę danego produktu. Przyznaję, nie znam. Zapewne jest to jakieś złoty czydzieści. Zresztą co mi tam szkodzi raz na jakiś czas sypnąć groszem. W końcu to nie ja harowałam w pocie czoła na te pieniąchy. Toteż jeśli macie okazję, to kupujcie, a ceną się nie martwcie. Owa kaszka z sosem czekoladowym musi być w coś opakowana. No i jest. Estetyczny plastik omotany kartonem, jakaś folia aluminiowa z wierzchu i tyle. Kolorowe napisy, skład, kod kreskowy nic specjalnego. Co ma się rozwodzić nad jakimś nieekologicznym gównem. Kupi se taki mieszczuch kaszkę, wyżre do połowy i w lesie wyrzuci. I kto to potem sprząta? Ja. Jak święto to święto. Kaszkę należy jeść z namaszczeniem, smakować każdy kęs...Wtedy można odkryć cały wachlarz smakowych doznań. Znaczy, wiadomo - dobre jest, a ma się wrażenie, że aż za dobre i jest w tym jakiś kant. Mechaniczne krowy zażerają sztuczną trawę produkując dzięki temu cyfrowe mleko. Kaszkę z węglanu wapnia poddają działaniu promieniowaniu alfa, bombardują jonami ujemnymi i im wychodzi sztuczna inteligencja. Dosypują trochę kakała ze zmielonych trocin, barwią olejem samochodowym i mieszają. Nad całym procesem czuwają obcy rezydujący w wielkiej piramidzie w lodach Antarktydy. I to cały sekret Kaszki Smakija z sosem czekoladowym firmy Campina.
Fauske
[fauske@interia.pl]
| |||||||
| © COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED. | |||||||