:: PIERNIK DOMOWY Z POLEWĄ DELECTA
Maj, piękny miesiąc maj... fruwające tu i ówdzie ptaszki już na dobre obudziły się z zimowego snu i ćwierkają radośnie przemykając pomiędzy szumiącymi koronami drzew, słoneczko nie grzeje już tak nieśmiało, wszędzie gdzie dookoła by nie spojrzeć można zobaczyć soczystą zieleń listowia... wiosna to zdecydowanie moja ulubiona pora roku. Dlaczego? Cóż, latem czasami potrafi tak przygrzać, że całkiem dobrym pomysłem jest bezustanne leżenie w wannie pełnej zimnej wody (mrau, a potem muszę się suszyć parę godzin przypięty za uszy na klamerkach nad kaloryferami ;)), jesień jest przygnębiająca i zdecydowanie nie nastraja do pozytywnego myślenia zarówno z powodu melancholijnej pogody, jak i rozpoczęcia się roku szkolnego, a zima jest ostatnio jakaś taka szarobura i tęsknię za czasami, gdy na chodnikach leżało rano prawie pół metra błyszczącego, puszystego śniegu - zanim jeszcze pługi i piaskarki ruszyły wykonywać swoje zajęcia. Ale wróćmy już do teraźniejszości - w taki właśnie piękny wiosenny dzień, a zasadniczo była to już lekka szarówka, wstąpiłem na momencik do osiedlowej "Żabki" (bo była akurat najbliżej :P) z odgórnym poleceniem kupienia jakichś słodkości na stół, ponieważ za niecałą godzinkę do "root/panteras_den" miała zalogować się babcia. Łaziłem pomiędzy półkami dłuższą chwilę oglądając różne bardziej i mniej ciekawe wytwory chorej wyobraźni projektantów opakowań (słoń z ciastkiem, mysz z ciastkiem, krokodyl w ciastkach, tańczące ciastka z ciastkami... rany gościa, jakaś inwazja!), aż w końcu wrzuciłem do zielonego koszyczka "Piernik domowy z polewą" Delecty. Dlaczemu akurat on? No cóż... lubię pierniczki, a jak dodatkowo zobaczyłem wyraz "polewa" umysł momentalnie podsunął mi pyszny, mięciusieńki kawałek ciacha na talerzu, który aż się prosi, by po niego sięgnąć i go zeżreć - co też zrobiłem, niestety moje łapsko przecięło pustkę i wylądowało właśnie na paczce owego wyrobu (tak, wiem - nadaję się już do leczenia, wcale się z tym nie kryję :)). Teraz tylko szybki przelot przez kasę, ulicę, chodnik, trawnik, drzwi do klatki, blokersów, windę zaskakującą co czwarty raz, drzwi do swojej jaskini, terrarium chomika, koszyk psa, brata (zasuwa już w chodziku po mieszkaniu jak mały samochodzik i naprawdę trzeba patrzeć pod nogi, by go przypadkowo nie stratować :P), stół, o którego kant zawsze kopnę się nogą, kuchnię i już, już można wykładać papu na talerzyk...

... jednak zanim przejdę do wrażeń smakowych naskrobię standardowo krótki opis opakowania o brązowym tle. Z przodu, oprócz niedbale naklejonej cenówki, widnieje naniesiona czarnym tuszem w dole paczuszki data ważności (również byle jak, byle było i by się pięknie nam stroszyło ;)), po prawej okrągły znaczek mający pomarańczową obwódkę "tradycyjna receptura" z narysowaną filiżanką zawierającą jakąś parującą ciecz wyglądającą jak kawa (czy herbata :P), dzbankiem oraz dwoma kawałkami ciasta zaserwowanymi na talerzykach, duży biały napis "Piernik domowy z polewą", czerwone logo Delecty upchnięte gdzieś w lewym górnym rogu i na pierwszym planie wielgachne zdjęcie piernika przekrojonego bestialsko na połowę wraz z towarzyszącymi mu dwiema kostkami czekolady, dwoma czekoladowymi ciasteczkami, a także trzema... hmm... witkami? Rulonikami? Nieważne - w każdym razie one też są z czekolady. :) Z tyłu znajdują się same li tylko standardowe pierdoły typu "przechowuj w suchym i chłodnym miejscu" (a już najlepiej to w jakiejś tajnej skrytce, co by dzieci żarełka przedwcześnie nie dopadły - osobiście proponuję wnętrze obudowy komputera, w końcu nie od dziś wiadomo, że najciemniej jest pod latarnią ;P), kod kreskowy, skład w językach angielskim, niemieckim i polskim ("polewa czekoladopodobna, syrop ziemniaczany, amoniak (!)" - to nie brzmi zbyt dobrze...), adres rzeczywisty Rieber Foods Polska z Włocławka oraz wirtualny Delecty (www.delecta.pl), masa netto wynosząca 300g i wartości energetyczne na 100g produktu (430 kcal / 1802 kJ). Ach, byłbym zapomniał: 0-801-888-888 - to jest numer telefoniczny do "Klubu Konsumenta Delektynka". :)

Pora na zdegustowanie jedzonka przyszła, co też zrobiłem i żałuję, bo poczułem się po prostu zdegustowany. :) Oczekiwałem miękkiego, pysznego czekoladowego czegoś, a tymczasem dostał żem okropnie kruchą (co zaliczam in minus, bo wszędzie dookoła mnie były te małe wredne okruszki wchodzące głęboko pomiędzy poduszeczki łap ;)) suchotę, która dopiero po dłuższym żuciu uwalniała z siebie czekoladowy smak. Nie wiem, może miałem wybrakowany egzemplarz czy coś w tym stylu, bo jeszcze się na jedzonku Delecty nie przejechałem, ale oceniam to, co mam przed pyszczkiem - a jest to naprawdę średnie.

W sklepiku dając lśniącą monetę pięciozłotową jako resztę otrzymałem pudełeczko "Piernika domowego z polewą Delecta" i jednogroszowego miedziaka. Nie wiem jak Ty drogi czytelniku oceniasz poniesiony przeze mnie koszt, lecz ja czuję się deczko oszukany - w końcu za podobną cenę mogę zdobyć sobie paczkę Delicji z galaretką w prawdziwej czekoladzie i pysznym biszkopcie! Podsumowując powyższe: jeżeli naprawdę nie ma niczego innego na półce, a goście przychodzą lada moment możesz sobie kupić owy piernik zważywszy, że jest go w sumie dość dużo. Ja tam jednak kupiłbym za tą samą cenę pięć paczek Spoko i wysypał na talerz... ciekawym tylko, czy ktoś jeszcze pamięta, co to jest to Spoko? :)

SMAK:
40/70
(polewa w końcu jest)
ILE KOSZTUJE?:
4,99 PLN
CENA:
09/20
(nie żebym był wredny czy coś :P)
OCENA KOŃCOWA:
56%
OPAKOWANIE:
07/10
(nawet ładne)
Pantera Północy [NorthPanther@interia.pl]

PS.: Czytacie to gdzieś w lipcu, a więc jazda mi sprzed monitora na dwór nałapać świeżego powietrza w płuca, marsz! :)
© COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED.