:: SOCZEK MULTIWITAMINA VS. NAPÓJ WIELOOWOCOWY CYMES
Też mi pojedynek. Na pierwszy rzut oka widać, kto wygra. To będzie przestroga. Czego nie kupować, a czego tym bardziej. O ile pierwszy soczek wyprodukowała Fortuna, której nigdy specjalne nie wielbiłam ('Fortuna się kołem nie toczy, Fortuna się toczy owocem...' blah!), to o tym całym Cymesie w życiu nie słyszałam. Nie ważne. Oba są do dupy, ale to drugie jakby bardziej.

Prolog

Fortuna: Dawno, daaawno temu, w zamieszkiwanych przez dzikie ludy sosnowych lasach...Dostałam od matki 2 soczki Fortuna 200 ml. Nie bardzo wiedziałam po co mi one, ale jak dała, to wzięłam. Zazwyczaj nie pijam takiego łajna. W ogóle nie pijam. Wysuszona jestem na wiór. Nadarzyła się jednak okazja, kiedy mogłam skosztować matczynego daru. W gardle mi zaschło.

Cymes: Nasza buda zasponsorowała gawiedzi soczki i batoniki na dzień dziecka. A się szarpnęli. Taniej się nie dało? Świński napój wyprodukowany w piekle i ohydny wafelek 'Grześki - dziel na sześć'. Konsystencją przypominał muł rzeczny. I po kiego grzyba miałam go dzielić? Ja się nie dzielę. Jestem samolubnym i egocentrycznym dzieckiem.

Akt I Torments in Hell

Fortuna: Opakowanie Multiwitaminy. Jakie brzydkie... Buu, dlaczego ja muszę na nie patrzeć? Jest zielone. Niczym małe robaczki na sałacie. Zjadłam ostatnio jednego. Myślałam, że mi plomba wypadła, a to był jego pancerz. Czy to możliwe? Nie wiem. Może to wytwór mojej wyobraźni. A wracając do opakowania...Kretyńskie logo fortuny, czerwono-białe, góruje nas stosem brzydko sfotografowanych owoców. Są winogrona, jabłko, banan, pomarańcza. A na dole pisze, że 'bogactwo witaminy C'. Z jakim kolorem kojarzy się wam ta witamina? No, to na takim tle jest ów napis. Z tyłu jest to samo. Z lewego boku mamy jakieś pierdoły. Po co im strona internetowa? Nie będę im robić reklamy i nie podam. Naprzeciwko to są dopiero ciekawe rzeczy! Skład jest: woda, zagęszczone soki owocowe (z mango, marakuji, gujawy, reszta to tajemnica mundialu), cukier, kwach cytrynowy, pektyna, premix witaminowy (cooo?), wit C, B karoten, barwini, aromaty, duperele. I tabelka taka duża...Zawartość tłuszczu 0,0 g, wartość energetyczna na 200 ml to 340 kJ/80 kcal. Dalej jest nudno. Słomka gratis. Biała w cztery czerwone paseczki. Zgina się. To istotny szczegół.

Cymes: Jeśli myślicie, że Fortuna była brzydka...Cymes jest monstrem z dna oceanu. Bez obrazy dla Cthulhu. Jak można było zwykły kartonik uczynić tak obrzydliwym? Ja się pytam. Intensywny pomarańcz. Świński kolor. Niektórzy go ostatnio polubili, ale nie ja. 200 ml. Logo producenta 'Victoria Cymes'. Ozo choddzi? Niżej inną czcionką większy jasno żółty napis 'Cymes'. Niżej jeszcze 'napój', następnie 'wieloowocowy', pod spodem 'Tropical' (cudowne cieniowanie). Całość wieńczą owoce narysowane przez niewprawnego pseudo-artystę. Da się rozpoznać jabłko, ananas, kiwi, gruszkę, pomarańczę, winogrona, cytrynę, brzoskwinię i 'coś'. Mnie to przypomina takie fioletowe warzywo. Jak to się nazywa? Kabaczek? Ble... Dobra, patrzymy na lewy bok. Jaki skład ciekawy! Napój niegazowany wieloowocowy Ekstrakt 10.5. Widzieliście kiedyś napój gazowany w kartoniku? Obiecany skład: woda, cukier, sok wieloowocowy (28%), kwas cytrynowy. Jakie świństwo. I jeszcze te zapewnienia, że nie zawiera konserwantów. Gówno prawda. Na pewno zawiera. Stoi otwarty od tygodnia w ciepłym pokoju i nie śmierdzi. Obok składu instrukcja obsługi. Wrzucić do kosza. Najlepiej przed wypiciem. Ostatni szczegół to zajączek stylizowany na logo firmy. Kojarzy się z wielkanocą. Ta zaś kojarzy się źle. Wiecie, że wytwórnia 'Victoria Cymes' też ma stronę internetową? Samemu można wpaść na adres. I jeszcze słomka. Niezginana, krótka i ma tylko trzy czerwone paseczki.

Akt II Drinking Acid

Fortuna: Czas przystąpić do konsumpcji. *gul gul* Ble! Smakuje jak multiwitamina. Nie zaspokaja pragnienia. Przesłodzony. Za dużo prefixu owocowego. Zanim zdążę się porządnie napoić, to wciągam przez słomkę powietrze. Skończyło się. Przychodzi mi tylko ściśnięcie pustego opakowania w morderczym uścisku i wrzucenie go do kosza z przekleństwem na ustach. I zakład, że takie coś kosztuje ze 2 zł. Wolę kranówę.

Cymes: No i znowu. Cymes w tyleee! Ale gdyby to był pojedynek między Tymbarkiem a Fortuną, to to pierwsze by wygrało. A ten opój owocowy? No jaki ma smak? Charakterystyczny dla cienkiej herbaty ostro zakwasowanej cytryną. Takie coś to się wlewa do zlewu bez pytania. Jakże tu czerpać przyjemność? Cymes to katorga dla delikatnych kubków smakowych. Co ja się będę dalej rozwodzić. Jak za takie rozwodnione łajno każą płacić więcej niż 50 gr, to to się kwalifikuje jako przestępstwo, ja myślę.

Epilog

Oba opakowania, jedno puste, drugie prawie pełne, spoczęły w koszu. Decay in peace! Po co takie świństwa w ogóle produkują? Morał z tej opowiastki jest taki:
a) nie kupować produktów, którym towarzyszy(ła) głupia kampania reklamowa w tv
b) nie kupować amatorskich produktów firm, które nie istnieją, swoich konsumentów mają za nic i nielegalnie składują odpady radioaktywne na dnie kartoników od napoi. Niniejszym oświadczam, że pojedynek przegrały oba napoje/soczki.

Surowy osąd znawczyni, która na niczym się nie zna:

FORTUNA

SMAK:
15/70
ILE KOSZTUJE?:
ok. 2 PLN
CENA:
02/20
OCENA KOŃCOWA:
19%
OPAKOWANIE:
02/10

CYMES

SMAK:
03/70
ILE KOSZTUJE?:
ok. 1 PLN
CENA:
01/20
OCENA KOŃCOWA:
5%
Tak dużo?!
OPAKOWANIE:
01/10

W płytkim dołku złożą mnie...
© COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED.