:: FELIX SWEETERS
Uaaauaaaaa! Mlask, mlask - jaki ładny poranek. Słonko pięknie świeci, kwiatki szybko rosną, chmurki w umiarkowanym tempie zasuwają po błękitnym niebie... wakacje, wakacje! Czas ogromnej radości dla wszystkich młodocianych ludzi. Teraz tylko spać, leniuchować i się obżerać różnorakimi słodkościami... a skoro o tym mowa - kurczę, przydałoby się szybko znaleźć coś do zjedzenia na śniadanko, bo burczy mi już piekielnie w brzuchu. Lećmy więc na początek do znanej wszystkim okolicznym osobom miejscowej jadłodajni, Kryształowej Kantyny, bo na pewno będą tam same przysmaki, jak co dzień zresztą. Co prawda trudno się tam dopchać ze względu na wąskie przejście i małą powierzchnię całego lokalu, ale... och, nie - zamknięte, co za koszmarny pech. Może lepiej wybiorę się do pobliskiego magazynu z cytrusami, tam zawsze czeka coś ciekawego do zdobycia dla spragnionych nowych, wstrząsających wrażeń, a otwarte to tam jest 24 godziny na dobę. No, jestem wreszcie na miejscu. A co to ma być do pioruna? Wszystko już wyżarli? Co za głodomory, zupełnie jak za czasów PRL-u. :/ Dobra, pozostał mi ostatni przystanek do odwiedzenia, pewne pokojowe osiedle, a potem to już nie mam zielonego pojęcia co ze sobą pocznę, chyba będę z wdziękiem głodował. Przydałby się jakiś środek transportu, lecz dzisiaj jest święto i nic chyba raczej na pewno mnie w tamte odległe strony nie podrzuci - trzeba będzie się tam dowlec o własnych wygłodzonych siłach... Oho, niespełna połowa drogi, a ja już widzę pierwszą przeszkodę: jakiś wielgachny, owłosiony mięśniak blokuje mi jedyne przejście pomiędzy kondygnacjami i patrzy na mnie tępo tymi swoimi wybałuszonymi ślepiami, jednak nie ze mną te numery! Nie takich już rolowałem - hop siup, abrakadabra i już go wyminąłem, nawet nie zdążył się dowiedzieć którędy. :P Oki, jeszcze tylko kawałek i będę u celu, chyba odpocznę sobie krótszą chwilę na tym wielkim świecącym bilbordzie...

[PLASK!!!]

Cholerne muchy zimówki (;P), żyć nie dają i tylko by na okrągło po monitorze wrednie łaziły pozostawiając ślady jak jakiś autostempel. A chomik tylko patrzy jak te odrzutowce fruwają tu i tam, zamiast rzucać się na nie z szafki trzymając siatkę jakowąś albo co. Fuj, jaka ohydna plama się teraz zrobiła po tym pacnięciu gazetą, gdzie ja zapodziałem tą pomarańczową ściereczkę... Tak, od razu lepiej i przejrzyściej. Co ja to miałem zrobić w zasadzie? Aha, rozpoczynałem właśnie pisanie recenzji Felix Sweetters. Na początek więc przydałoby się omówić nieco warstwę zewnętrzną zwaną też opakowaniem.

Nie jest ono ani luźną foliową torebką, ani aluminiową puszką - tym razem Felix wysilił się na coś nowego i uraczył nas zwężającym się do dołu plastikowym, niebieskim kubeczkiem ze zdejmowaną pokrywką u góry, na której naklejono etykietkę w kolorach żółtym, niebieskim i fioletowym, przy czym na części niebieskiej widnieje czerwone logo Felixa (ale nie jest to te przedstawione gdzieś obok, jeno model odnowiony w kształcie jajowatym), na fioletowej żółciutki napis "sweetters", a na centralnej żółtej kilka orzeszków i napis "peanuts & cornflakes in choco". Na bocznej ściance jest przedstawione zasadniczo kropka w kropkę to samo w identycznych barwach, ale z racji większej powierzchni zmieszczono tutaj również całą masę innych różnorakich danych. Jest więc naniesiony skład w trzech językach - polskim, angielskim i, zdaje się, rosyjskim (niezidentyfikowane krzaczki rządzą! ;) Hmm, swoją drogą to ciekawe - według podanych informacji czekolada mleczna to aż 70% całego jedzonka, zweryfikuję to już za chwil parę), tabelki z wartościami energetycznymi na 100g (2192 kJ / 524 kcal), adres strony w internecie (www.felixpolska.pl), masa netto o warości 120g, "lista składników mogąca wywołać alergie" (soja i mleko? Nie znam osobiście nikogo, kto miałby alergię na mleko :)), ikonki z ludzikami wysyłającymi papierki w niebyt śmietnikowy tudzież recyklingowy oraz - niespodzianka! - małe, lśniące na złoty kolor logo z narysowanym konturowo wschodzącym słoneczkiem zza wzgórza i napisem "nuts, the natural smack - www.aboutnuts.com". Wszedłem na ową stronkę korzystając z dużej ilości wolnego czasu (w końcu dwumiesięczny urlop do czegoś zobowiązuje ;)) i muszę Wam powiedzieć, że jeśli tylko znacie język angielski, niemiecki bądź francuski i chcecie się dowiedzieć czegoś o wszelakich rodzajów orzeszków powinniście na nią powędrować - znajdują się tam nawet mocno zakręcone przepisy kulinarne, jako przykład niech posłuży sałatka z indyka w prażonych orzechach laskowych. :)

Pora rozpocząć degustację papu - otwieram w tym celu wieczko, zrywam przezroczystą ochronną folię (co za zapachy :P) i wysypuję sobie na łapę kilka czekoladowych cośków nie przypominających kształtem koła, kwadratu, trójkąta, trapezu, linii prostej, trapezoidu... ekhm. Tak czy siak wkładam przekąskę do japy, zamykam Zębowe Wrota Ostatecznej Zagłady i gryzę... żuję... dziamgam... mmm, bardzo dobre! Orzeszki strasznie apetycznie rozcierają się na siekaczach, płatki kukurydziane chrupią głośno, a smakowita mleczna czekolada dodaje do tych językowych atrakcji uczucie ogromnej słodkości. Idę się czegoś napić, bo podniebienie zaraz całe zaklei... bleh, mamo - czemu herbata w dzbanku jest taka gorzka, zapomniałaś dosypać cukru? Że co? Że pięć kopiastych łyżek? Aha, ok...

Podsumowania nadpłynął czas. Ciekawie zaprojektowane opakowanie ma zasadniczo wszystko, co mieć powinno (gdyby była jeszcze jakakolwiek szybka dałbym 10 bez wahania, a tak będzie "tylko" 9), jego zawartość smakuje po prostu genialnie, nawet cena w porównaniu do jakości wyrobu nie wydaje się taka straszna - albowiem prawie 4 złote musimy niestety za Felix Sweetters wyłożyć na sklepową ladę, a to jest nawet więcej niż potrzeba na całego jednego Sznikersa. ;) Kupić warto na pewno - koniec i kropka, a kto to czytał ten nie trąbka, ino saksofon. ;)

SMAK:
70/70
(glsmfkmlgmhgkml - Pantera żre resztę orzeszków :P)
ILE KOSZTUJE?:
3,65 PLN
(wysoka cena psuje cały efekty końcowy)
CENA:
11/20
(2-3 złocisze byłoby akuratnie)
OCENA KOŃCOWA:
90%
(jedne z najlepszych orzeszków)
OPAKOWANIE:
09/10
(fajne i nieszablonowe)
Pantera Północy [NorthPanther@interia.pl]

PS.: Podczas pisania słuchałem pewnej uspokajającej stacji muzycznej z radia internetowego. :)
© COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED.