| :: DNI GŁOGOWA - MIX SPOŻYWCZY ;) | ||||||||||||||||||||||||||||
|
Dni Głogowa dzień pierwszy, czyli poniedziałek.. albo wtorek, nie wiem już, nie zapamiętałem! ;p
Spoko, to był oczywiście piątek. ;p Imprezka zaczęła się dosyć późno ponieważ musiałem się uczyć niemieckiego z kuzynką. Właściwie to chodziło mi tylko o to, żeby napisała mi małe wypracowanko, ale ona miała inną koncepcję. Wpadła mi na chatę i musieliśmy pisać razem. ;/ Najgorsze było jednak to, że w drugim pokoju malajczasty z lolkiem grali sobie w PES4, a ja musiałem wymyślać jakieś głupie argumenty na temat reklamy. Gdy w końcu skończyliśmy, pożegnałem grzecznie kuzynkę. Po kilku sekundach byliśmy już w piwnicy. ;pp Hm, może pamiętacie recenzję kilku win z piwnicy w ostatnim numerze (a może w aktualnym, bo coś było ostatnio nie tak ;p)? Tym razem, gdy weszliśmy do piwnicy byliśmy w naprawdę dobrych humorach . W sumie to wiedzieliśmy jaki rocznik chcemy i gdzie stoją butelki, jednak nie wszystko przebiegło po naszej (mojej? ;p) myśli. Wchodzimy, a tak tylko 4 butelki. ;p Nie wiem, czy malajczasty przeszedł się kiedyś do piwnicy, jednak fakt był faktem. Z 10 (co najmniej) butelek zostały tylko 4. ;/ Dlatego mój światły umysł instynktownie (?) zajął się poszukiwaniami. Heh, jak to zwykle w takich przypadkach bywa od razu znalazłem butelkę z klasyczną etykietą 2003. ;) Szybki łyk, uśmieszek i już można pisać recenzję. ;) Smak był po prostu cudowny. Woń-wręcz idealna. Aromat wiśni. Żadnej siary i konserwantów. Palce lizać. Wypiliśmy całą litrową butelkę i poszliśmy na dni Głogowa. ;p Na początku było dosyć spokojnie, żeby nie powiedzieć słabo, ale gdzieś po godzince słoneczko zrobiło swoje i nawet nieźle winko dało nam się we znaki. Ogólnie jako plus można zaliczyć dziwną cechę tego napoju. Otóż, dodaje ono nieziemskiej odwagi oraz energii. Ostatni raz tak mnie rozsadzało chyba z dwa lata temu. Miałem ochotę spotkać jakiegoś nauczyciela (szczerze mówiąc, dobrze, że żadnego nie spotkałem ;p) i wyciąć mu taką tubę, żeby już nigdy nie dał mnie się we znaki. :) No ale nie było tak dobrze. Winko trzymało dosyć mocno, ale że pogoda była sprzyjająca (bardzo ciepło) poszliśmy po browarka. Wybrałem Dębowe Mocne, gdyż zachęcało 7% alkoholu i dość niską ceną w porównaniu do ulubionej Warki Strong. Jego smak jest dosyć dobry, chociaż nie umywa się do w/w, ani do Tyskiego. Miałem dziwne wrażenie, że jest jakieś gęste i zawiesiste, jakby z dodatkiem karmelu. Ostatni raz takie coś wyczuwałem chyba w Karmi. Poszliśmy do parku, gdzie spotkaliśmy kilku ziomków, pogadaliśmy, wypiliśmy (za tych co nie mogą też ;p) i dalej na dni Głogowa. W sumie to Dębowe Mocne mogę zaliczyć do piwa ze średniej półki. Nie jest to "klasa" Vipa, ale do Warki czy Okocima jeszcze mu daleko. Po kolejnej rundzie zaczął się dawać we znaki brak pożywienia. ;p Wstąpiliśmy więc do Doner Kebab, gdzie w cenie 4,50 można wrzucić na ruszt małego kebaba. Ciasto, w środku trochę skrawków mięsa, do tego jakieś warzywka, pomidorki, ogórki, kapusta biała i czerwona, cebulka, i dwa sosiki. Skład muszę powiedzieć bardzo dobry. Może czegoś zapomniałem, ale nie mogę już sobie przypomnieć co tam jeszcze włożyli. ;/ Wszystko sprawia wrażenie świeżości, a co najważniejsze, dobrze smakuje. Największą wadą tego produktu jest niestety cena. Duży kebab kosztuje chyba 10 złociszy, a mały jak już mówiłem (pisałem ;p) 4,50. Mały kebab jest naprawdę nieduży i ktoś bardzo głodny możne czuć po jego spożyciu lekki niedosyt. Dużego nie jadłem, więc nie mogę się wypowiedzieć. ;p Jest jednak coś co w tej potrawie naprawdę przyciąga. Sprawia, że nie patrząc na cenę, zabieramy się za kolejną porcję. Naprawdę warto spróbować. :) Drugą wadą jest, a raczej są rzule sprzedający kebaby. Mięsa mało, jakiejś gównianej cebuli to naładują niemal do oporu, a plasterki pomidora czy ogórka wyliczają. Rzadko kiedy możemy liczyć na więcej niż dwa. Ogromna wada. Klient może czuć się oszukanym. Ale ja muszę lecieć na dni Głogowa. ;p Fajnie, że jak przyszliśmy to już nikt nie grał na scenie. ;p Było koło 22:20, dlatego poszliśmy na wesołe miasteczko. Przy jakiejś karuzeli lolek spotkał znajome panienki. Po krótkiej rozmowie postanowiliśmy przejść trochę dalej. A konkretnie do monopolowego. ;p No co? To lolka koleżanki, moje są bardzo porządne. ;) Normalnie to oczywiście bym nie poszedł, ale to one chciały kupić sobie browarka. ;) Wybór padł na Redsa malinowego. Jedna kupiła, ale nie chciała pić to oddała lolkowi, a druga wzięła dwa łyki i dała malajczastemu. Malajczasty oczywiście cały czas upierał się, że to truskawkowy, ale na pewno był malinowy. Smak można scharakteryzować kilkoma zdaniami bez większych problemów. Niby zwykły browarek, dosyć słaby, z dodatkiem słodkiego soczku, w tym przypadku malinowego. Całość była dosyć dobra. Cholerka, cały czas chrzanię, że coś jest dosyć dobre. Ten browarek był dobry. O ile nie zaliczyć go do kategorii piw. ;p Spoko, już wyjaśniam. Jeśli chce mi się pić i mam ochotę na piwko (rzadko tak mam) to oczekuje czegoś co smakuje jak piwo. Lekka gorycz, wyrazisty smak. W przypadku Redsa smak jest tak lajtowy, że to piwo mogłoby robić za napój dla dzieci. Słodziutki, gazowany, z lekkim posmakiem browara. Owszem, można, ale po co wywalać ponad 3 złote na coś, co nie jest do końca trafione. Jeśli chciałbym napić się czegoś słodkiego to wybrałbym Cole Light albo jakąś Fantę za 2,50 a nie Redsa za ponad 3 złocisze. ;/ Majalczasty odleciał, dlatego zmuszony byłem do zaprowadzenia go do domciu. Tak minął wieczór i poranek dnia pierwszego. :) brb ;p
miekki
[miekki@actionmag.info]
np. Bob Marley-War, KULT-Komu bije dzwon | ||||||||||||||||||||||||||||
| © COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED. | ||||||||||||||||||||||||||||