:: DAN'MLEKO DANONE
Hej, hej, hej! Ma ktoś chętkę na mleko czekoladowe? Bo ja bym się napiła, czemu nie. Nie napiszę, że 'ja stawiam', bo to, kurna, jakoś dziwnie zabrzmi. Cholera, w tym kraju to byle co powiesz, a już cię za słowa łapią. Mogłabym się nad tym dłużej rozwodzić, ale już mi bateria siada. Cóż począć, od 19 h jestem na chodzie. Ranyście, obawiam się, że nazajutrz obudzę się tak koło szesnastej. A to by głupio było, bo kolega zaprosił na ognisko. Ja mu dam! Olewam go. Niech se sam żre te kiełbasy. Wiejski grill, też mi radość. Żadna, no nie? To cieszę się, że mamy podobne zdanie. Kurczę, coś się czuję tak... hmmm... no nie ważne... Ach i jeszcze jedna kwestia, powiedziałabym, zasadnicza: czy zeszyt od religii nadaje się na rozpałkę? Czy chemiczne wyziewy śnieżnobiałego papieru nie zatrują jedzenia? I znowu można by nad tym porozważać, ale nie dziś. Jutro. Albo kiedyś, jak się nadarzy okazja. Czy ja się powtarzam? Za wolne tempo mam, więcej mocy. Dobra, dopiero się rozpędzam, zaraz pojadymy z tym koksem. Na razie to się poskarżę, że mnie tu robactwo, kurna, napastuje... Zaraz rozgonię towarzycho... No. Zbiłam gnojków pożyczoną książką. Nawet nie mogę sobie azylum mego przewietrzyć, bo się zaraza zlatuje. Nienawidzę, nienawidzę insektów! Już mi całe legiony poległy w jarzeniówkach. Wlatywały skubane przez szparę i koniec. Głupie wyjścia nie mogły znaleźć. I leżą se martwe. To są, psze państwa, minusy mieszkania w lesie. W mieście to występują tylko nieszkodliwe anorektyczne komary. Ale tutaj, w prawdziwej dżungli, czego tu, panie, nie ma! Takie zmuty pełzają, że się w głowie nie mieści. Najgłupsze te ćmy co walą przez godzinę w okno, nim przytomności nie stracą. Te od razu obrywają. Gorzej z pająkami. Zawsze jakieś dzikie odruchy mam na ich widok. Ale dla nich też nie mam litości, ani odrobinkę. Jak taki kątnik głupi wejdzie, to już nie wróci. Sory dla wielbicieli spajdermena, ale jak bym go spotkała to marny jego los. Pajęczaki! Ble, ble, fuj! Zanudzam nie? To już tylko na koniec wspomnę o pomniku zwycięstwa człowieka nad pająkiem, czyli samotnej, włochatej nodze kątnika przyklejonej do ściany na klatce schodowej. Jak zakładam buty to się rozkoszuję tym widokiem i niemal słyszę cienki pisk robala. Dobrze mu tak! Niech zdycha w mękach. Zero litości.

Wracając do mleka czekoladowego. Ile takie 330 mililitrowe cudo kosztuje? Z tego, co pisze na wieczku to 1.79 zł. Dużo? Zawsze można mniej. Ale z polskiego mleka produkują, to im wybaczę.

Kurczę, kabel mi się urwał... Co to ma być? To muchy urywają. Niech je pochłonie. A jeśli chodzi o smak Danona, to co mogę rzec? Mleko z kakałem na zimno. Całkiem okej. Tylko mam zastrzeżenia, co do pojemności. Takie 330 ml to dużo nie jest. A może jest? Nie wiem. Zaczynam pić i po trzech łykach mi się to całe Dan'mleko kończy. Gwiezdne wrota? Wątpię. Załóżmy, że pojemność jest odpowiednia. Dodaliby to 70 ml dla równości? Lecz wiadomo, co za dużo to niezdrowo. Dzisiaj na przykład ucapił mnie głód, ale nie taki jak z reklamy, ino zwykły. Ja się tych śmierdzących Danio nie tykam. Łoj nie! Tak czy owak kisiel se zrobiłam, ten od dra Oedker. Że też na to wcześniej nie wpadłam... To wszystko przez niego! Chodzi jednak o to, że pomyślałam se, że 1 opakowanie mi nie wystarczy. To zagotowałam dwa. Cytrynowy i truskawkowy. Smak. No i nie wchłonęłam tej miednicy. Przeliczyłam się! Hmmm... Głupi Oedker.

Czas kończyć, bo już za minutkę naprawdę zacznie świtać i co ja zrobię? Wiem! Dokończę jutro!

Jutro.

He he. Wcześnie dziś wstałam. O dziesiątej. No, jedenastej. To może ja opiszę jak to mleko danonowe wygląda. Na początek wieczko. Jest wykonane z folii trochę pogiętej i szorstkiej, którą to z lubością wygładziłam paznokciem, nawet nie wiem, po co. Samo się prosiło. Dzięki temu zabiegowi nieco się zapadło. Ale dalej wszystko widać. Wszystko, czyli: beżowe mleko zalewające kostki czekolady na brunatnym tle. U góry niebieskie logo danona i dopisek 'codziennie lepiej'. Następnie duży napis Dan'mleko i psująca nieco ogólne wrażenie informacja o cenie (czerwone literki na żółtym tle, strasznie wyje, ale to chyba powiedzmy oto chodzi). Teraz przejdziemy do plastikowego kubełka zawierającego płyn właściwy. Za piękne to to nie jest. Dużą część zajmuje to samo, co na wieczku, tylko tu mamy nowe logo Danona. Dziwne to, nie? Obok mamy skład. Jest on niezwykle zaskakujący, gdyż dowiadujemy się z niego, iż zawartość kakała to jedynie 1,3 %, a czekolady w proszku jest tu ino 0,5%. Ale musi być skrobia modyfikowana! Jak dla mnie słowo 'modyfikacja' na opakowaniu brzmi co najmniej niebezpiecznie. Mogę jeszcze przytoczyć wartość odżywczą produktu na 100 g: 70 kcal/ 295 kJ; 3 g białka i dwa zgniłe żółtka, ponadto wodny węgiel i smalec z wyjątkowo tłustej świni. Jest też >speszial edyszyn< dan'mleka, gdzie smalec zastępują wielorybim tranem. Wracając do bredni o opakowaniu. No mamy takie głupoty jak adres producenta i najlepiej spożyć przed, ale nie chce mi się przytaczać. Na sam koniec pozdrowienia od Danona i przesłanie: ''Mleko smakowe. Również w domu, ja i moja rodzina potrzebujemy wiele energii - do pracy, nauki, przyjemności. Szczególnie jest nam ona potrzebna w momencie, gdy wracamy zmęczeni z pracy, ze szkoły, z zakupów. Teraz dzięki nowej linii produktów mlecznych Danone do picia każdy znajdzie coś dla siebie. Mleko smakowe Danone daje nam energię i siłę w każdym momencie dnia. Jest źródłem białka.'' Przyznaję, tekst chwyta za serce. Och! Darowaliby sobie takie ględzenie. Piłam już lepsze mleka czekoladowe i następnym razem na zakup Danona zdecyduję się w ostateczności.

SMAK:
36/70
ILE KOSZTUJE?:
1,79
CENA:
08/20
OCENA KOŃCOWA:
48%
OPAKOWANIE:
04/10

Refleksje po ognisku...
Faki dla: łajzy (za to, że się browcem nie podzielił), jądrka (bo z łajzą pił i joggingi głupie urządzał), crejziego (bo imprez urządzać nie umie), ufa (bo mnie nie słuchała, jak chciałam do domu iść), soli (a raczej jej brata, który chyba znalazł prawo jazdy na śmietniku, bo nie wierzę, że zdał pozer jeden) i tych, co nie przyszli (bo dobrze zrobili).
© COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED.