:: CHUPA CHUPS CREMOSA + LOOK-O-LOOK
W życiu każdego człowieka przychodzi ten moment. Wizyta u dentysty. Szatanie, ratuj! Dlaczego to spotkało właśnie mnie? Ale w chwili, gdy to pisze, już jest po wszystkim...Ufff...
To może zacznę od początku... Początku brak. Znaczy, to było tak:

Matka: Jedziemy we wt. (lub inny dzień, nie pamiętam) do dentysty.
Ja: *zaskoczenie* yyych?
Matka: No wiesz, przegląd zębów trzeba zrobić.
Ja: A po co? Ja mam zdrowe!
Matka: Przekonamy się...

No i się przekonałam... Ale o tym później. Przecie nie będę od razu pisać o głupich lizakach.

No to jadymy. I jadymy. I jadymy. I w końcu dotarliśmy do piknego miasta z jasną górą i ciemnymi ludźmi... Taaa, dokładnie na Jasnogórskiej znajduje się gabinet mojej oprawczyni. Wysiadam z wozu, prawda, wyluzowana, myśląc: 'cha, cha! ja NA PEWNO mam zdrowe zęby!'. Do diabła, ta pewność siebie...Tak czy owak przemierzając góry i doliny pokonałam kilka kroków i znalazłam się w poczekalni pełnej przedszkolaków i znerwicowanych rodziców. Prawie wszystkie krzesełka zajęte...Tylko 2 wolne w kącie zostały. To se siadłam, pech chciał, że naprzeciwko kibla i cały czas ktoś wchodził i wychodził, i się musiałam do ściany mocno dociskać. Dobra, ta poczekalnia nie była znowu taka duża. Nie była to żadna przychodnia, tylko porządny gabinet prywatny, który sprawiał wrażenie, że coś takiego jak 'służba zdrowia & śmierdzące baby' nie istnieje. W każdym razie dentystka miała poważne opóźnienie i czekałam sobie jak ta głupia. Próbowałam czytać gazetę zaglądając matce przez ramię, ale tyrady spróchniałych profesorków w wyborczej strasznie nudne były. No i czas leciał... Przedszkolaki znikły za drzwiami i przyszedł mój czas. Oczywiście spokojna wmaszerowałam do gabinetu rzucając pełne wyższości uśmieszki. Usadowiłam się na fotelu i czekam. Dentystka zaczęła coś trajkotać, podziwiać swój zbiór wierteł poupychanych w szufladach i przebierać rękawiczki. Ja z nudów gapiłam się przez okno, które to było wielkie jak szafa i znajdowało się dokładnie przede mną. Byłam idealnie wyeksponowana, tak że ludzie mający okna naprzeciwko mogli podziwiać moje uzębienie. I korzystali z tego prawa. Niestety. Nie mieli co robić?

Dobra, przyszła ta chwila, gdy dokturka (jadąc na moturze wpadła na drzewo i roztargała sobie mózg, który potem nadepła) zajrzała mi do gęby. Próbowała zachować zimną krew, ale w końcu nie wytrzymała. Uch... Z jej słów wynikło, że mam w paszczy bagno stulecia i szczękę do wymiany. Ja już zdążyłam spocić się z nerwów jak mysz. Cooo? Jak to możliwe? Takie ładne zęby mam... W sumie jedenaście ofiar. Biję własne rekordy. Ostatnio jak byłam u dentysty (rok temu) to miałam tylko 6 zapróchnicowanych kłów. Matka osunęła się na krzesło, za to dentystka ucieszyła się, że zarobi dzięki mnie równowartość osławionej bańki milion. No. A ja posłusznie wykonywałam wszystkie polecenia dokturki zawstydzona zachowaniem moich zębów. W jedno posiedzenie zrobiła mi 3. A we mnie wzrastały wyrzuty sumienia. Czułam się przybita jak zdechła ryba. W końcu mogłam wstać z fotela cierpień, i lekko się zataczając dotarłam do kibla, gdzie mogłam opłukać obolałą szczękę wodą utlenioną. Przy okazji wypadło mi połowę świeżej plomby z przedniej jedynki, ale nie chciałam robić przykrości dentystce i się nie poskarżyłam. Nie ma strachu. Już się przyzwyczaiłam do tej dziury. Tak czy siak za męstwo na froncie dostałam lizaka. Do spożycia natychmiast, ale będąc w ciężkiej depresji postanowiłam nic nie spożywać do końca dnia. Nie był to Chupa Chups tylko śmieciowaty Zozzol o smaku coli. Był bez smaku i miał ohydne opakowanie, które całe się wytarło przebywając w kieszeni od dżinsów. No. I dokturka poradziła mi, żebym jadła lizaczki bo to zdrowiej dla zębów. Ja chętnie!
Tak zmotywowana przy najbliższej wizycie w Oszołomie zakupiłam opakowanie Chupa Chupsów. Wybór nie był duży. Wzięłam co mieli i poszłam. Ceny nie zarejestrowałam.

To zacznijmy od opakowania: mieści 4 sztuki lizaczków. Nie pamiętam za bardzo, jakie było, ale w kolorach różowo-białych. Zawierało te lizaki, każdy jeden w osobnej folijce. Jedno z nich mam teraz przed sobą. Tło blado różowe, u góry błękitno-biały napis 'Cremosa by' i niżej kwiatek z napisem Chupa Chups. Pamiętam, że była kiedyś taka gierka na DOSa, chyba 'Zool' się nazywała. Platformówka. Głównym bohaterem był jakiś ufolud chupa chupsowy i biegał se po świecie zbudowanym ze słodyczy. Zbierał jakieś landrynki czy coś, jak lizaka znalazł (chupa chupsa oczywista) to ekstra życie dostawał... Może mi się coś pomyliło. Wracając do rzeczy. Na folijce głównie rzuca się w oczy lizak w biało-czerwone paski, z tyłu widnieją truskawki i mleko. Na samym dole gorące zapewnienie producenta, że 'sugar free' i znaczek uśmiechniętego zęba z parasolem.

Waga netto 10 g. Z tyłu międzynarodowy skład: sub. słodzące (izomalt 60%), syrop maltitolowy, śmietanka (7%), masło, kwach mlekowy, sól, regulator kwasowości (mleczan sodu), emuglator (tylko nie to!), sub. słodzące [E950], barwniki [E171, E129]. Jak zwykle dziwne substancje z laboratorium kosmitów. Wartość energetyczna na 10 g to 27,5 kcal i 115 kJ. Ponadto mamy w lizaczku dużo białka, błonnika, tłuszczu i alkoholu wielowodorotlenowego. Wyprodukowano w Hiszpanii. Zgroza. Dobra, całość pieczętuje tabelka na dole z mikroskopijną mordką roześmianego dzieciaczka i gorące zapewnienia w 4 językach: 'Cremosa stanowi przyjemność dla >>zmylów<< (czyżby chodziło im o 'zmysły'?), pomaga chronić Twoje zęby i dostarcza 30% kalorii mniej niż owocowy Chupa Chups.'

Co do smaku to jest OK. Takie sztuczne lizadło. Jakościowo o wiele lepsze od Zozzola, dłużej się liże i jakieś 'zmyle' pracują. Spożywać można wszędzie, nie brudzi rąk, nie psuje zębów, patyczek się nie łamie.

Jak już jestem przy lizakach to mogę opisać także 'Look-O-Look - Słoneczne Lizaki', zakupione w tym samym hipermarkecie. Tu opakowanie jest o wiele mniej efektowne: żółta tekturka z oblizującą się mordą i nazwa, w której każde 'o' jest zastąpione okiem. Z tyłu mamy tylko podstawowe informacje: skład, data przydatności do spożycia, waga (60 g = 6 x 10) i adres producenta (AA Zetten, Holandia!!!). Do tekturki jest dołączony przezroczysty woreczek z sześcioma lizakami. W sumie trzy smaki: cytrynowy (biały płaski lizak z żółta obwódką i kwiatkiem/cytrynką), pomarańczowy (-||- pomarańczową obwódką, -||-/pomarańczą), truskawkowy? (-||- różową obwódką, -||-/maliną) smak jest ewidentnie truskawkowy!

A co do smaku: dobry, panie. Smaczniejszy ten lizak nawet od Chupa Chupsa. Minusem jest tylko patyczek ze zbitego papieru, który pod koniec konsumpcji jest rozlazły i mokry i fuj.
Na koniec cena, którą wyjątkowo znam: 3,99. Taniocha toto nie jest. Jakby spuścili to 0,99 to by było w porządku.

No tak, oba produkty zagraniczne...Łeee, nie będę tego kupować.

Ach, jak dobrze, że zęby mam już zdrowe...

CHUPA CHUPS CREMOSA

SMAK:
41/70
ILE KOSZTUJE?:
???
CENA:
10/20
OCENA KOŃCOWA:
57%
OPAKOWANIE:
06/10

LOOK-O-LOOK

SMAK:
49/70
ILE KOSZTUJE?:
3,99 PLN
CENA:
09/20
OCENA KOŃCOWA:
62%
OPAKOWANIE:
04/10

Much too long I've been isolated
© COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED.