| :: MAZUREK Z POWIDŁAMI | ||
|
Dawno, daaawno temu w dzikich leśnych ostępach, pośród sosen i drutu kolczastego, w gigantycznym domku dla lalek barbie mieszkała mała dziewczynka, która postanowiła zrobić coś niezwykłego: postanowiła upiec ciasto! Dziewczę to było nienawykłe do ciężkiej roboty, toteż sam fakt, że w mózgu jej wykiełkowała myśl o cieście, niesamowitnie zdziwił ją. Oczywiście, miała swoje powody. Oto bowiem zbliżał się dzień matki. Dzień zagłady, dzień potwora, dzień kosmicznego mutanta! Bez obrazy, ale jak dziewczyna zobaczyła w kalendarzu, że to już jutro, zafrasowała się biedaczka i postanowiła poczynić jakieś kroki w celu wynagrodzenia matce trudów związanych z wychowywaniem potomstwa. Myślała dziewczynka i myślała, szlag ją trafiał, aż w końcu zdecydowała się na szalenie ciężki plan. Wzięła na swoje barki ciężar przygotowań. Oczywiście, miała chwile zwątpienia: czy nie łatwiej bowiem byłoby kupić zdechłego kwiatka i czekoladki Merci? I nawet taniej by to wyszło. Za późno.
Kiedy już szatański ów plan na dobre zagościł w głowie dziewczęcia, trza się było zabrać za realizację. Najtrudniej się było zdecydować, co też upiec. Bohaterka mimochodem napomknęła znajomej kosmitce o swoich zamiarach, ta zaś przebąknęła coś na temat przepisu na ciasto, które zawsze się udaje. Dziewczynka niezbyt się tym przejęła i sama zaczęła kombinować. Znalazła książkę o tajemniczym tytule 'Kuchnia Polska' i spodziewając się średniowiecznych traktatów o alchemii i satanizmie zajrzała do środka. Rozczarowało ją to tysiąc przepisów, które tam znalazła, pomyślała jednak, że może to zrządzenie losu. Dobra tam, bez jaj, dobrze wiedziała, co tam znajdzie. Zastanawiała się przez chwilę nad tortem Sachera, zaś ostatecznie wybrała tani biszkopt z czterech składników. Pomyślała se, że może to takie bezsmakowe będzie, toteż wykonceptowała polewę czekoladową. Tak umotywowana wparowała do kuchni, co by remanent zrobić. Okazało się, że kuchnia w domku dla lalek barbi to nie czarodziejska komnata, i sama się nie napełnia. Dziewczynka zafrasowała się po raz kolejny, jednakże już wcześniej spodziewała się, że wizyta w lokalnym spożywczaku będzie nieunikniona. Trochę trwało, zanim się zdecydowała. Przypadek sprawił, że miała pewien interes do znajomej kosmitki, toteż udała się w stronę jej spodka. Zabrała kapuchę - przy okazji zrobi te cholerne zakupy. U kosmitki - niespodzianka! Ufo dało jej przepis na mazurka z powidłami. 'Cholera jasna!'* pomyślało dziewczę i zmieniło listę zakupową. Oto, co potrzebowała nasza bohaterka:
a) wyszła zeń naje*ana jak świnia i padła u progu; obudziła się 3 dni później, gdy było już po ptokach b) kupiła coś Tylko odp. b) jest prawidłowa, bez jaj, że tak powiem, dziewczynka od urodzenia była praworządna chorobliwie wręcz. Wstąpiwszy do spożywczaka, bohaterka upewniła się, że jest sam na sam z ekspedientką i spokojnie może wyznać jej swoje grzechy. 'Kasjerko, wyznałam szczerze, ty głoś świętymi usty, jakie mówić pacierze, jakie czynić odpusty, bym mogła kupić powidła śliwkowe.' Niestety, sklepowa nie wiedziała. Dziewczę zaopatrzyło się w 5 jajek (0,33 szt * 5 =1,65 zł), mąkę (1,67 zł), masło 2 szt. (2 * 250g, czyli 2 * 3,85 = 7,70 zł!!!) i wyszło. Powietrze na zewnątrz było parne, słońce wypalało mózg, dziewczynka w czarnych dżinsach pomyślała, że za chwilę umrze, a jej zwęglone ciało sołtys wrzuci na kupę gnoju. Ale nie mogła się poddać. Musiała zdobyć powidła! Chciała mieć to już z głowy, więc niewiele myśląc nadłożyła drogi, by dostać się do sklepu 'Przy drodze'. Kolejna lokalna nazwa, która wbiła jej się w umysł. Przekroczyła próg filii (przy drodze należy do tych samych właścicieli, co u bożeny). Dziewczynka zdziwiła się jak wszyscy diabli. Oto bowiem trafiła do sklepu samoobsługowego! Ranyście, mimo tylu lat istnienia 'przy drodze' nigdy tam nie była. Po cholerę ma tam chodzić? Ilość regałów oszołomiła ją do tego stopnia, że nie przeszkadzały jej nawet ekspedientki gapiące się, czy aby niczego nie kradnie. Przez pewien czas gapiła się tępo przed siebie szukając wzrokiem powideł, co wyraźnie peszyło niepozornego mężczyznę, który zapomniał przez to, co ma kupić. Dziwne, dziewczynce wydało się, że widziała go kiedyś w kościele. W mordę! Co za skojarzenia, tfu, plugawa siedziba moherowych beretów i fanklub proboszcza! Palmy kościoły! [Coś Ty, Anka, MayheMa się nasłuchała? ;) - SN] W natłoku myśli dziewczynki, przebiła się ta jedna, która kazała jej wrócić się do regału na drugim końcu sklepu. Taak! Jest upragniony cel! Quest complited! Nie do końca, ba, to dopiero początek zmagań. Dziewczę nie bardzo dowierzało swemu szczęściu, porwało jednak 2 słoiki powideł i galopem do kasy ruszyło. Zapłaciwszy (2 * 3,66 = 7,32) wypłynęło na skwar i doczołgało się do warowni lalek barbi. Wrzuciło zakupy do lodówki babci (mąkę też) i zajęło się swoimi sprawami. Nazajutrz, o godz. 8:00 zadzwonił budzik. Bezimienna dziewczynka stwierdziła, że ma duuużo czasu i zasnęła ponownie. Na zwleczenie się z łóżka zdecydowała się dopiero ok. godz. 11. W ch****ym nastroju dotoczyła się do kuchni, gdzie zastała krzątającą się matkę. Wrzuciła do gęby kanapkę, zapiła zimną herbatą i pomyślała, że trza by się za robotę brać. Powolnym krokiem zeszła na parter (domek dla lalek ma bowiem piwnicę, parter, piętro i strych), gdzie mieszkała babunia. Wywaliła wszystko z ichniej lodówy, spojrzała na pomiętoloną kartkę z przepisem i wtem przypomniało jej się, że musi się wrócić na górę po proszek do pieczenia i folię. Przemknęła cichaczem przez całą chałupę, wzięła co trzeba i powróciła do tajnego laboratorium. Cudowny proces robienia ciasta czas zacząć:
Czas się już pożegnać, dzionek chyli się ku końcowi, migrena atakuje...Leśni ludzie mówią: pa pa! A dziewczynka mówi: smacznego. Fauske
[fauske@interia.pl]
ps. dzięki kosmitko za przepis, tak, ja też cię nienawidzę, a ten ch***wy mazurek wcale mi nie smakował! *może pomyślała cos innego, ale treść podobna | ||
| © COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED. | ||