| |
|
|
|
1
|
 |
| |
|
Janusz A. Zajdel - "Paradyzja"
Minęły już trzy tygodnie, odkąd przeczytałem "Paradyzję" i nadal zadaję sobie pytanie, dlaczego wcześniej nie sięgnąłem po tę pozycję. Przecież czytałem już Zajdla, a jego "Limes Inferior" bardzo mi się spodobało (no, może poza zakończeniem). Styl tego pisarza jest lekki i przystępny - dlatego też nie miałem zbytnich problemów z przeczytaniem króciutkiej, bo tylko 140-stronicowej, "Paradyzji".
Głównym bohaterem powieści Zajdla jest Rinah Devi - pisarz z Ziemi, który przybywa na jedyną sztuczną planetę we wszechświecie - Paradyzję - aby opisać najbardziej odizolowane miejsce w całym kosmosie. Sztuczna kolonia utworzona przed stoma laty aż do dziś nie utrzymuje żadnych kontaktów z Ziemią. Mieszkańcy Paradyzji zgodnie twierdzą, że Ziemia im nieustannie zagraża, bowiem wystarczy byle szaleniec, aby unicestwić całą 50 milionową populację Paradyzji. Między innymi dlatego każdy wie, że ta sztuczna planeta krąży wokół Tartaru, z którego pobiera surowce niezbędne do przetrwania, ale za to już nikt nie ma pojęcia, gdzie dokładnie przebiega jej orbita.
|
|
| |
|
2
|
|
|
 |
| |
|
Jednak takie tajemnice nie interesują Rinaha - gdyby był zbyt wścibski, zostałby najprawdopodniej wydalony z planety - on przybył po to, by poznać i opisać życie codzienne mieszkańców, o którym Ziemianie nie mają zielonego pojęcia.
Szybko okazuje się, że Paradyzyjczycy są nieustannie kontrolowani jak obywatele totalitarnego systemu - każde słowo jest analizowane przez System Zabezpieczeń, a propaganda wroga Ziemi jest wpajana na każdym kroku. Obywatele na co dzień posługują się tzw. koalangiem, czyli językiem metafor - oczywiście, robią to tylko wtedy, gdy mówią o sprawach, które System Zabezpieczeń mógłby zinterpretować negatywnie. Poza tym ludzie ciągle muszą starać się o dodawanie punktów do S.C. - czyli Stopnia Człowieczeństwa. Jeżeli S.C. jest zbyt małe, osobnik taki zostaje zesłany na Tartar, gdzie przez kilka lat ma pracować przy wydobywaniu surowców... Nie istnieje także własność prywatna - wszystko jest wspólne, nawet mieszkania mają przeźroczyste ściany, a ze ścian w każdej chwili może wydobyć się usypiający gaz. Rinah po jakimś czasie pozna, że przeciw takiej sytuacji buntują się studenci, jednak ich bunt jest z góry skazany na niepowodzenie...
Czytając książkę, nie można nie poznać, że wszystko to do złudzenia przypomina totalitarny ustrój, choćby takiego ZSRR, wzbogacony o nowoczesne technologie, które służą... właściwie to nikomu, bo na Paradyzji nie ma nikogo, kto by sprawował władzę. Można jednak wskazać grupę ludzi, którym te przepisy nie służą - i będą to zwykli ludzie, którzy muszą się pogodzić z takim właśnie życiem... Dodajmy jeszcze ironiczny tytuł, który aż za bardzo kojarzy się (i tak miało być - widać to w kilku momentach książki) ze słowem "paradise", czyli "raj"...
|
|