Przebieg II wojny światowej cz. XIII - Flota Amerykańska w ofensywie.
Julek
    Mimo że cios zadany Amerykanom przez Cesarską Marynarkę Japonii był naprawdę ciężki, to jednak amerykańska flota na Pacyfiku była jeszcze zdolna do działania na tym obszarze. Według założeń prezydenta USA i premiera Wielkiej Brytanii, wojna na Pacyfiku będzie działaniem tylko defensywnym do czasu, aż zostanie pokonany Hitler w Europie. Głównym zadaniem sił amerykańskich była więc obrona wysp, które do tej pory nie padły pod japońskim uderzeniem oraz niewielkie działania zaczepne.


Wypady na wyspy japońskie.

Aby trzymać się tej doktryny prowadzenia wojny Amerykanie dokonywali... ataków na siły japońskie w celu rozproszenia ich sił. Zespoły lotniskowców i krążowników atakowały placówki będące "nieruchomymi lotniskowcami" nieprzyjaciela. Pierwszym takim podstępnym atakiem był nalot na wyspy Marshalla i archipelag Gilberta. Dokonały tego siły, składające się z dwóch lotniskowców, jednego lekkiego i czterech ciężkich krążowników oraz dziesięciu kontr-torpedowców pod dowództwem wiceadmirała Halsey juniora. Japończycy ponieśli dotkliwe straty, a ich bazy zostały z znacznym stopniu uszkodzone. Udany atak spowodował, że szybko następowały kolejne wypady na wyspy będące w posiadaniu Japończyków.


Nalot na Tokio

Wprawdzie jakiś czas temu mogliście przeczytać szerszy tekst na ten temat, to jednak w tym odcinku mojego opisu nie mogę opuścić tych ważnych wydarzeń. Jako że Amerykanie po klęsce w Pearl Harbor chcieli szybko odnieść znaczące zwycięstwo, które mogłoby podnieść morale ludności, postanowiono błyskotliwie uderzyć w samą stolicę Japonii - Tokio. Jako że w trudnych dla Amerykanów początkach tej wojny zmasowany atak był niemożliwy, użyto do bombardowania tylko 16 bombowców B-25. Startowały one z lotniskowca "Homer", aby następnie lotem koszącym zrzucić 16 ton bomb na regiony przemysłowe tego miasta. Atak udał się wyśmienicie. Japończycy poczuli się już zagrożeni i zrozumieli, że trochę nie docenili przeciwnika. Samoloty po bombardowaniu wyładowały w Chinach, a następnie prawie wszyscy powrócili dzięki pomocy Chińczyków do kraju. Niestety kilku pilotów dostało się do niewoli japońskiej, gdzie zostali z całą brutalnością zabici.


Bitwa na Morzu Koralowym

W końcu jednak doszło do bezpośredniego spotkania się obu walczących flot na pełnym morzu. Bitwa ta nastąpiła w dniach 7-8 maja i przeszła do historii jako jedna z najbardziej zmieniającej losy całego konfliktu.




Walka stoczona na Morzu Koralowym wywarła wielki rozwój na temat działań lotniskowców. Jest to pierwsza bitwa, w której ani jednego wystrzału nie oddała artyleria okrętowa, a wszystkie losy bitwy morskiej na przekór działy się w powietrzu. Na początku maja japońska flota rozpoczęła operację mająca na zadanie zdobycie Portu Moresy, znajdującego się na południowo-wschodnim krańcu Nowej Gwinei.
Aby to osiągnąć, flota japońska wyznaczyła do zadania zespół składający się z 3 lotniskowców, 7 ciężkich i 4 lekkich krążowników, 13 niszczycieli, 6 okrętów podwodnych i transportowców z wojskami desantowymi. Przeciwko tej sile Amerykanie mogli jedynie wystawić 2 lotniskowce, 5 ciężkich i 2 lekkie krążowniki oraz 11 niszczycieli. Jak widać wyraźna przewaga była po stronie Cesarskiej Marynarki.




Jednak to Amerykanie pierwsi zaatakowali. Dnia 7 maja wykryli japoński zespół osłony (japońska flotylla podzielona była na trzy zespoły: osłony, desantowy, uderzeniowy) i skierowali na niego 78 samolotów. Cała siła ataku została skierowana na lotniskowiec "Shoho", który po 15 minutach walki został poważnie uszkodzony i zatonął. Japońskie samoloty w odpowiedzi też poleciały do ataku. Natknęły się na niszczyciel "Sims", który zatopili oraz na zbiornikowiec "Neosho", który ciężko uszkodzili.


Ważnym zanotowania faktem jest historia, która wydarzyła się wieczorem tego dnia. Mianowicie piloci japońscy, nie mogąc znaleźć swojego celu, wyrzucili bomby i torpedy, a następnie zawrócili ku swojemu lotniskowcowi. Tam jednak, zamiast na swój, trafili na amerykański. Rozpoznawszy go jako swój, zaczęli przygotowywać się do lądowania. Początkowo Amerykanie też myśleli, że to ich samoloty, więc także przygotowywali się do lądowania na pokładzie. W końcu jednak zobaczyli swój błąd i uruchomili ogień artylerii. Zaskoczeni japońscy piloci wycofali się poza ogień dział.




Główna faza tejże bitwy rozegrała się jednak następnego dnia. 70 samolotów japońskich uderzyło na lotniskowce "Lexigon" i "Yorktown". Pierwszy okręt został poważnie zniszczony, a następnie w obawie przez przejęciem go przez siły japońskie został zatopiony z rozkazu amerykańskiego dowództwa. Drugi lotniskowiec został lekko uszkodzony. W tym samym czasie amerykańskie samoloty atakowały lotniskowce japońskie. Jednak poza lekkimi uszkodzeniami zadanymi okrętowi "Shokaku" nie odniosły one większych sukcesów.


Na tym zakończyła się bitwa na Morzu Koralowym. Jej zwycięstwo należy przypisać Amerykanom, którzy ponieśli mniejsze straty w ludziach oraz udało się im zatrzymać japoński atak w kierunku Australii.