Bitwa o Monte Cassino
Artix
    II wojna światowa zaczęła się dla Polaków bardzo źle. Musieliśmy ulec silniejszemu wrogowi. Mimo porażki podczas kampanii wrześniowej, wielu polskich żołnierzy chciało dalej walczyć. Część z nich trafiła do armii zachodnich i tam walczyła w obronie Francji, Norwegii i Wielkiej Brytanii.


Jednak nie wszyscy mieli takie szczęście. Wielu trafiło do stalinowskich więzień i łagrów. Jednak i oni chcieli w jakiś sposób walczyć w obronie ojczyzny. Gdy jednak próby utworzenia polskiej armii na terenie ZSRR zakończyły się niepowodzeniem, część Polaków przeszła przez Iran i Irak na terytorium brytyjskie. I tak oto w 1943 r. w Palestynie został utworzony 2. Korpus Polski. Dowodził nim gen. Władysław Anders.




Na przełomie 1943 i 1944 roku korpus ten został przetransportowany do Włoch i włączony w skład 8. Armii brytyjskiej, która walczyła na terenie półwyspu Apenińskiego. Alianci toczyli tam zażarty bój o przełamanie "Linii Gustawa". Stawką tej gry była droga do Rzymu. Kluczowym elementem był masyw górski nad drogą łączącą Neapol z Rzymem. Głównym punktem oporu Niemców stał się leżący na wzgórzu Monte Cassino klasztor benedyktów.




Teren ten był silnie obsadzony przez hitlerowskie dywizje. Była to świetnie zorganizowana linia obrony broniąca drogi do Rzymu. Stanowiska faszystowskich karabinów maszynowych osłaniały się nawzajem. O potędze tego systemu obronnego mogły się przekonać armie amerykańskie, brytyjskie, hinduskie i nowozelandzkie, które już od stycznia 1944 r. bezskutecznie próbowały sforsować obronę nieprzyjaciela. Tak więc dowództwo brytyjskie zaproponowało gen. Andersowi, aby to Polacy przeprowadzili kolejny atak (jak trwoga, to do Boga ;)).
Oczywiście nasz generał zgodził się na tę niebezpieczną akcję. W ewentualnym zwycięstwie widział on szansę dla naszego kraju. Jaki zachwyt na światowej opinii publicznej musiałoby ono wywołać.




Nastały pierwsze dni maja 1944 r. Polacy zajęli pozycje wypadowe. Brytyjczycy byli zachwyceni ich brawurową postawą, wszak czuli oni duży respekt wobec wroga. A mieli się czego bać. Terenu tego broniła sławna 1. Dywizja Spadochronowa i liczne, świetnie wyszkolone górskie jednostki Wehrmachtu. W nocy z 11 na 12 maja Polacy zaczęli szturm. Napotkali oni na skoncentrowany ogień moździerzy i artylerii. Duże straty naszym jednostkom zadali poukrywani snajperzy. Przyczyną niepowodzeń stało się również złe rozpoznanie terenu. Wiele stanowisk wroga nie zostało w porę odszukanych. Niemcy świetnie bronili swoich stanowisk. Ogień ich karabinów paraliżował każdy ruch na stoku. Prawie niemożliwe stało się dostarczenie amunicji i żywności do walczących oddziałów polskich, a także wycofanie rannych. Tak więc przy 70% strat po stronie polskiej starcie to zostało nie rozstrzygięte.




Po zreorganizowaniu wykrwawionych jednostek, nocą z 16 na 17 maja podjęto drugą próbę sforsowania Monte Cassino. Tym razem Polacy starannie się do tego przygotowali. Atak poprzedziło dokładne rozpoznanie i staranne przygotowanie artyleryjskie. Tym razem 2. Korpus był górą. Sukcesywnie szturmowano kolejne punkty oporu hitlerowców. Ważną w tym rolę odegrali polscy saperzy. 17 maja ok. godz. 10.00 na ruinach klasztoru zatrzepotała polska flaga. Był to wielki triumf polskiego oręża. Droga na Rzym stanęła otworem.


Bitwa ta to na pewno jeden z wielu chwalebnych zwycięstw w burzliwej historii naszego kraju. Pokazała, że żołnierz polski, mimo niedogodnych warunków, potrafi wspiąć się na wyżyny.