|
Eden. Tajemnicza wyspa zawieszona gdzieś w czasoprzestrzeni. Góry i pagórki pokryte łąkami, chatki porozsiewane przy niewielkich skupiskach drzew i przede wszystkim ludzie - prości, naiwni, ale tym samym podatni na wszelakie manipulacje i w dodatku niezwykle pracowici. Czego więcej może chcieć początkujący bóg?
Bóg, bo to właśnie w Niego wciela się gracz, ma w Edenie niemal nieograniczoną moc. Piszę "niemal", na każdej z wysp bowiem musi stoczyć walkę z innym bóstwami i to walkę nie militarną, a nastawioną na pozyskanie jak największej liczby wiernych, bo to właśnie o kontrolę nad duszyczkami chodzi w tej grze, a im większe "wrażenie" zrobimy na wyznawcach przeciwnika, tym szybciej przejmiemy należącą do wrogiego bóstwa wioskę. Zresztą nawet pomijając te wytyczone cele - czyż to nie cudowne posiadać setki malutkich ludzików gotowych nawet oddać życie za naszą, niekoniecznie skromną, osobę?

Oddziaływać na ludność możemy na wszelakie sposoby - czy to podnosząc jakiegoś chłopa i rzucając go w przepaść (co oczywiście wywoła przerażenie wśród jego współplemieńców, ale jednocześnie wzmocni ich wiarę), czy też tego samego chłopa "podrzucając" do pola, na którym pracuje. Tu dochodzimy do sedna - w Black & White na każdym kroku dokonujemy wyborów między dobrem a złem. I nie ma znaczenia, jaką drogę wybierzemy - możemy ukończyć rozgrywkę zarówno jako dobrotliwy bożek, który na każdym kroku niesie swym poddanym pomoc i nigdy nie zamierzył się nawet kamieniem, jak i złośliwe bóstwo siejące strach i zniszczenie gdziekolwiek się tylko pojawi. Nie mamy powiedziane z góry "białe wygrywa, czarne przegrywa". Całkowita dowolność w wyborze - i o to chodzi! W dodatku nasza wirtualna osobowość ma wpływ na edeński krajobraz - źli bogowie niedługo będą cieszyć oko kwitnącymi pastwiskami, a pod koniec przyjdzie im podziwiać raczej coś na kształt "uschniętego raju".
Teraz może trochę o stronie technicznej. W grze sterujemy za pomocą myszki i na dobrą sprawę to wystarcza. Wprawdzie przyzwyczajenie się do nowego systemu zajmie chwilę, ale po kilkudziesięciu minutach zabawy z pewnością docenicie wizję twórców gry. Na czym polega ów system? Na zakreślaniu myszką kółek i linii w przeróżnych kombinacjach. Opanowanie tej trudnej sztuki jest jednak konieczne w dalszej części gry, kiedy to przyjdzie nam czynić cuda! Kilka tajemniczych znaków w powietrzu i już na wioskę może spaść deszcz urodzaju (róg obfitości) albo klęska żywiołowa (kule ognia). Nie muszę chyba wspominać, że cuda są bardzo skuteczną metodą pozyskiwania nowych wyznawców i umacniania wiary tych, nad którymi już sprawujemy kontrolę. Pozwalają też w dość szybki sposób sporo namieszać we wrażej wiosce lub ją zupełnie zniszczyć. Grafika w grze jest po prostu bajeczna - przy Edenie chowają się nawet Wyspy Kanaryjskie! Nawet dziś, w kilka lat po premierze, mogłaby spokojnie rywalizować z Far Cry'em (no dobra, może deczko przesadziłem, ale i tak lokacje w "Białym i czarnym" są W-S-P-A-N-I-A-Ł-E). W dodatku w każdej chwili jednym ruchem kółka myszy możemy z panoramicznego widoku wyspy płynnie przybliżyć się na kilka dosłownie centymetrów do wybranej postaci. Nawet na słabszym sprzęcie nie ma wtedy żadnych skoków, widać, że solidnie pracowano nad optymalizacją kodu. Brawa, kwiaty i wieńce laurowe dla programistów!
Ogromne połacie terenu, ludność wpatrzona w ciebie jak w obrazek i wreszcie walka o poddanych - czy to już jednak wszystko, co Black & White ma do zaoferowania? Nie, i to po dwakroć! Właśnie doszliśmy bowiem do chowańców.
|
Spytacie, co to takiego? Otóż chowaniec to nic innego, jak nasz adoptowany "synek" i jednocześnie wyraźny ślad naszej obecności na wyspie.
Niedługo po rozpoczęciu gry wybieramy sobie zwierzątko (krowa, orangutan albo tygrys) i od tej pory naszym zadaniem jest opieka nad nim, a w szczególności trenowanie i dbanie o jego osobowość. Chowaniec, podobnie jak my, może być dobry albo zły, ewentualnie neutralny. A jak go uczyć? Bardzo prosto. Zdeptał albo zjadł człowieka? Już go po jap... twarzy :). Udało mu się dokonać cudu? W takim razie zasłużył na odrobinę pieszczoty, ewentualnie świeże zboże. Albo odwrotnie, zależnie od tego, czy chcemy mieć chowańca-potwora, czy też dobrze wychowanego milusińskiego. Trzeba tylko pamiętać o jednym: "dobry" chowaniec to niezbyt silna broń przeciw zakusom innych bóstw... ale jednocześnie kamień milowy w procesie pozyskiwania kolejnych wyznawców i umacniania wiary tych, którzy są już po naszej stronie. Kolejny wybór. Białe czy czarne? Decyzja oczywiście należy do ciebie.
Nasz pupilek, obok swych niewątpliwych zalet w zakresie poprawiania wiary u ludzi, jest przede wszystkim... śmieszny. Oglądanie animacji krowy podczas głaskania jej po brzuchu czy słuchanie małpy podczas tej samej czynności to po prostu poezja dla zmysłów i kolejny dowód na to, że gra jest dopracowana w najdrobniejszych szczegółach. Nie wolno tylko zapominać o podstawowych potrzebach naszego milusińskiego, a ten wymaga opieki niemal takiej, jak znane skądinąd Simy - głodny chowaniec to zły chowaniec, któremu nie w smak wykonywać nasze rozkazy i dać się prowadzać na fikuśnej smyczy.

Naprawdę, niewiele jest tak znakomicie "trafionych" gier. Peter Molyneux kolejny raz (vide Populous) udowodnił, że kto jak kto, ale on gusta graczy zna doskonale. Chyba w każdym z nas siedzi jakaś "żyłka boga". I pewnie nigdy owa żyłka nie dałaby znać o sobie, gdyby nie ta fenomenalna gra. Jedyne, co mogę jej zarzucić, to fakt, że po przejściu kilku pierwszych wysp brakuje czegoś nowego. Hitchcock mawiał, że powinno się rozpoczynać od trzęsienia ziemi, a potem napięcie ma jeszcze wzrastać. Tutaj po wielu godzinach możemy (ale powiadam: nie musimy!) odczuwać niedosyt. Tylko co z tego, skoro te kilkanaście czy kilkadziesiąt spędzonych przy "Black & White" to po prostu przednia i niczym nie zmącona zabawa?
I jeszcze ocena, ale... wolałbym, żeby tej tabelki przy tym tekście jednak nie było. Tyle że to nie ja ustalam zasady :)
|
|
|
grywalność
grafika
chowańce
"zabawa w Boga"
|
psuje wzrok
|
Procesor: 500 MHz
Pamięć RAM: 128 MB
Karta graficzna: 16 MB
System: Windows 98/ME/2000/XP
|
|