|
Świat ciemności. Świat w którym grzech Kaina stworzył istoty skradające się w cieniu w poszukiwaniu świeżej krwi. Te kreatury od lat mają wpływ na dzieje ludzkości, spiskują przeciwko sobie w niekończącej się świętej wojnie. Ich obecność kryją przed ludźmi zasady Maskarady...
Luźno przetłumaczone słowa swoistej inwokacji Vampire: The Masquerade - Redemption przygotowują nas na to co się będzie dzialo podczas rozgrywki. Oczywiście nie będziemy się skradać w cieniu i napadać bezbronne staruszki (chociaż i takie rzeczy są możliwe) - w końcu jak to mówią - ich krew nie jest najlepsza :P. Musimy się raczej nastawić na ostre siekanie przeciwników. Ostre siekanie przyprawione jedną z najlepszych fabuł jakie zagościły w grach komputerowych. Historia zaczyna się na Morawach w 1141 roku. Tam właśnie waleczny Christof (Krzysztof?), członek (bez skojarzeń proszę :P) Bractwa Kawalerów Mieczowych zostaje poważnie zraniony przez parszywego poganina z łukiem (Tak na marginesie - przez długi okres czasu w średniowieczu łucznicy i kusznicy byli postrzegani jako najbardziej parszywe istoty. Wszystko przez to, że broń ta pozwalała zabić prawie każdego przeciwnika bez honorowej walki twarzą w twarz. Apogeum ten, że tak powiem, nurt sięgnął w momencię, gdy Rysiek Lwie Serce został zabity przez kusznika... takie były początki snajperów :P). Trafia do Pragi, gdzie opiekuje się nim zakonnica Anezka (Agnieszka? :P).

W tym momencie mamy okazję zaobserwować podstawowy motyw wszystkich romansideł i melodramatów razem wziętych - czyli tzw. "miłosć od pierwszego wejrzenia". I właśnie ta 'miłosć' napędza całą grę. Oczywiście jest to zrobione w odpowiednio mrocznym klimacie. Jak to możliwe? Okazuje się, że nie będzie to znajomość jak z wyżej wymienionych utworów. Sytuacja szybko się skomplikuje, gdyż ukrywający się kainici planują 'przerobić' walecznego Christofa na swoją stronę. A że są oni z tego gatunku co prędzej skiśnie niż się podda, to szybko dopinają swego. Krótko po dojściu do siebie Christof zostaje 'dziabnięty' przez Ecaterinę 'Mądrą' z klanu Brujah i staje się najprawdziwszym wampirem. I tu dostrzegamy kolejny klimatyczny smaczek. Większość bohaterów w tym momencie niezbyt zwracałaby uwagę na zmianę sytuacji, w końcu co za różnica zabijać z rozkazu, czy zabijać bo się musi? Christof, na wzór bohatera filmu "Wywiad z wampirem", jednak zaczyna mieć wątpliwości. Nie potrafi pogodzić się ze swoim losem i do końca gry walczy ze swoją nową naturą. Szuka granicy rozdzielającej potwory i ludzi i stara się jej nie przekroczyć. Po części to także nasze zadanie. Nie możemy biegać po ulicy i oddawać się wampirzym pasjom... właściwie to możemy, ale w tym momencie znajdzie się ktoś kto chętnie ukróci nasze działania i pośle nas tam skąd przybyliśmy. A jeżeli i takiego delikwenta uda nam się yssać/rozszarpać/przebić/zabić to i tak istnieje prawdopodobieństwo, że któryś z naszych kompanów nas 'zdejmie'. Każdy wampir musi przestrzegać zasad maskarady. Zabijając wszystko co się rusza tracimy cenne punkty 'człowieczeństwa', a im ich mniej tym jesteśmy bardziej rozpoznawalni - zamieniamy się w bezmyślną bestię. Wtedy to też wejdą do akcji nasi niedawni kompani i poślą nas tam skąd przybyliśmy (już to skądś znamy, nie? :P). Oczywiście bycie wampirem ma swoje dobre strony. Mamy dostęp do wampirycznych mocy, o których śmiertelnicy mogą tylko pomarzyć. W zależności od klanu do jakiego należymy (ma to zzastosowanie tylko w multiplayerze, gdyż w trybie single nie mamy wyboru) będziemy mieli dostęp do różnych mocy. Klanów w sumie jest trzynaście i każdy z nich przynależy (bądź nie, w przypadku "niezrzeszonych") do jednej z grup Camarilla i Sabbat. Grupy te walczą ze sobą właściwie od zawsze - Sabbatyci notorycznie łamią zasady Maskarady, uważając się za rasę wyższą i traktując śmiertelników tylko i wyłącznie jak jedzenie. Całemu zamieszaniu ostatecznego smaczku dodaje fakt iż zbliża się wampirzy 'czas apokalipsy' - gehenna - w którym to powrócą przedpotopowi założyciele trzynastu klanów. Legenda głosi iż mocą niewiele ustępowali bogom, i że kiedyś powrócą by zetrzeć z powierzchni ziemii wszystko co oddycha, żyje tudzież udaje obie te czynności. Co jak co, ale inwencji twórcom odmówić nie można. Jak większość ludzi się domyśla, Christof w rezultacie będzie musiał powstrzymać zbliżającą się zagładę, chociaż jemu w zasadzie zależy na odzyskaniu swej kobiety... heh, ale przecież powszechnie wiadomo, że nie ma takiej rzeczy, której to facet nie zrobi dla przedstawicielki płci przeciwnej :P, więc w rezultacie skończymy na ratowaniu świata, zarówno tego do którego należeliśmy, jak i tego do którego należymy. Może ciężko sobie wyobrazić wampira ratującego świat (hmm... a Snipes w "Blade"? :P), ale ta gra, tak jak i system RPG na którym została oparta, stara się pokazać wampiry jako mimo wszystko humanitarne istoty. No może 'humanitarne' to zbyt wielkie słowo, ale z pewnością nie są to bezmyślne pijawki - Dracula mógłby się od Christofa wiele nauczyć :D.

Skoro o nauce mowa - Christof podczas swej... hmmm... trudno to nazwać przygodą, ale co tam - przygody, nauczy się wielu sztuczek. Oczywiście jak na eRPeGa przystało, to od ns będzie zależało (zaczynam rymować :P) w którym kierunku rozwinie się nasza postać. Co najciekawsze - rozdzielanie punktów po przejściu na wyższy poziom wtajemniczenia, to nie jedyny sposób na ukierunkowanie rozwoju naszego bohatera.
|
Kilkakrotnie podczas gry, będziemy mogli zadecydować o charakterze Christofa przy pomocy... dialogu. Wersja, którą wybierzemy będzie miała ogromny wpływ na osobowość młodego wampira, gdyż zazwyczaj wybieramy pomiędzy morlanymi skrajnościami. Nierzadko też taki wybór pozwoli nam zachować cenne punkty człowieczeństwa, a te jak już zapewne zdążyliście się zorientować, także mają niemały wpływ na rozgrywkę. Rozgrywkę, która moim skromnym zdaniem, zostąła niestety nieźle spłycona. Podobnie jak we Freelancerze, takze tutaj, wszystko co zrobimy zakończy się walką. Wszystkie questy opierają się na walce. Każde zadanie polega na wyczyszczeniu trzech/czterech góra pięciu poziomów z wrogich sił i odebraniu jakiegoś przedmiotu. Jest to zarazem jedyny poważny element, którego można się uczepić. Ale niestety ten element robi z ambitnego cRPG'a ambitnego Hack'n Slasha, a taka konwencja niezbyt mi odpowiada.

Niektórzy przyczepili by się do leciwego już silnika - w końcu gra postawiona została na zmodyfikowanym engine pierwszego Nierzeczywistego, ale IMHO nadal trzyma fason. Co prawda jakość grafiki nie może się równać z najnowszymi FPP, ale kto porównuje RPG do FPP? :P Oprawa produktu trzyma klimat budowany przez fabułę, a to właśnie, nie ogromniaste tekstury, jest najważniejsze. Szczególnie ciekawie prezentuje się warstwa muzyczna, doskonale dopasowana do otoczenia. To co mnie wręcz powaliło to wypowiedzi Christofa stylizowane na szekspirowską angielszczyznę. Może nie do końca szekspirowską (nie czytałem Szekspira w oryginale więc nie mam porównania), ale wypowiedzi ewidentnie nawiązują do przeszłości tego języka.
No i jest jeszcze jeden plus takiej 'leciwej' oprawy - gra nie wymaga hipermaszyny, a wciąga bardziej, niż niejedna nowa produkcja.Całosci obrazu dopełniają rzadkie, prerenderowane filmiki. Co prawda ich jakosć troszke się zestarzała (szczególnie po takich arcydziełach jakie mieliśmy okazję obejrzeć w WarCrafcie trzecim), ale nadal wyglądają interesująco i co najważniejsze, w odpowiedni sposób łączą kolejne wątki fabuły. Jedynym mankamentem natury technicznej jest wnerwiająca zdolność blokowania się postaci w różnych wąskich przejściach - zdarza się to na szczęście rzadko, ale tym bardziej jest zauważalne.
Jednym z najciekawszych elementów i zarazem czymś co po raz pierwszy pojawiło się w grach komputerowych w takiej konwencji jest tryb multiplayer. Ktoś zapyta, co jest takiego innowacyjnego w trybie multiplayer? Mechanika. Tryb MP z Redemption został skonstruowany na wzór i podobieństwo prawdziwed sesji RPG (!). Mamy tu mistrza gry, który decyduje o tym co teraz wyskoczy i z czym gracze będą walczyć. Nikt inny wcześniej czegoś takiego nie próbował umieszczać w grze, tymczasem panowie z Nihilistic poszli na całość i opłaciło im się to.
Ciekawe rzeczy możemy też znalexć na oficjalnej stronie gry, ale to, podobnie jak tryb multiplayer, docenią tylko usieciowione wampirki.
Koniec strzępienia języka po próżnicy. Wszyscy zainteresowani powinni zaopatrzyc się w kopię Vampire, a Ci którzy jakoś się nie przekonali... no cóż ich strata.
Vampire The Masquerade - Redemption to z pewnością gra inna niż wszystkie cRPGi. Odróżnia ją praktycznie wszystko, a łączą tylko literki przy klasyfikacji gatunku - zrozumieć to można tylko grając, gdyż na pierwszy rzut oka przypomina każdego innego Hack'n'Slasha. Co prawda rozgrywka została brutalnie spłycona, ale nie zmienia to faktu, że jest to jedna z najlepszych gier tego gatunku... przede wszystkim dzięki jednej z najlepszych fabuł... end of story...
|
|
|
klimat
fabuła
grywalność
tryb Multiplayer
|
czasami siekanka się robi troszkę monotonna
właściwie to siekanka często robi się monotonna
postacie potrafią się blokować w przejściach
|
Producent:Nihilistic
Dystrybutor: Activision
Gatunek: cRPG/Hack'n'Slash
Premiera: 2000
Internet: activision.com/games/vampire
|
Procesor: 300 MHz
Pamięć RAM: 128 MB
Karta graficzna: 16 MB
System: Windows 98/ME/2000/XP
|
|