|
Niezbyt legalne transakcje odbywające się w ciemnych, zaśmieconych uliczkach. Przestępczość spotykana na każdym kroku, otwarta wojna gangów na ulicach ogromnej metropolii. Tak wygląda ogólny zarys stareńkiego już GTA3. Gra, która osiągnęła niebywały sukces z jednego powodu, każdy z nas (a najczęściej ci "grzeczni", którzy nie drapią się po rękach), choć przez chwile chciałby wcieliś się w Złego.
Kolejna część Vice City przyniosła duże zmiany. Nie mamy już ciemnych kolorów, są za to bardziej pastelowe z przewagą różu. I co tu dużo mówić, ta zmiana czasu akcji przyniosła gruntowną odmianę klimatu, który nie wszystkim fanom GTA3 się spodobał. Zapowiadana już wtedy, kolejna część tej serii miała przynieść powrót to korzeni, a zarazem powrót dawnego klimatu.
Na GTA: San Andreas przyszło nam czekać dwa długie lata. Miało to zaowocować rewolucyjnymi zmianami, większą swobodą i bardziej szczegółowym dopracowaniem rozgrywki oraz dodaniem różnych nowych funkcji. Rockstar obiecywał, że wszystko będzie większe i lepsze. Fani konsol mogli się o tym przekonać już parę miesięcy temu, my pecetowcy, jak zwykle, musieliśmy poczekać na konwersję.
Tak czy inaczej, GTA San Andreas wreszcie trafiło w moje łapy. Jako że zaopatrzony jestem w czytnik DVD gra bez problemów wylądowała na moim twardym dysku, zajmując cenne cztery i pół gigabajta.

Gangsta 4 Life
Czym jest GTA: San Andreas zapewne pisać nie muszę. Kto nie zna tego tytułu, nie może nazwać się graczem. Tak więc tym razem daruje sobie dogłębny opis specyfiki rozgrywki i przejdę od razu do konkretów...
Bohaterem najnowszej części GTA jest CJ, czyli czarnoskóry Carl Johnson. Po pięciu latach pobytu w Liberty City wraca on do domu w Los Santos w stanie San Andreas. Powrót na stare śmieci nie jest zbyt radosny. Ktoś zamordował jego matkę, rodzinny gang Groove Street jest w rozsypce, a do tego wszędzie wtykają swój nos dwaj skorumpowani policjanci Tenpenny i Pulaski. Dalej już będzie tylko gorzej, jak to w GTA ktoś z bliskich nam osób zdradza (oczywiście policzymy się z tą postacią dużo później), a my z kolejnymi minutami trafiamy w coraz większe bagno.
Los Santos nie jest przyjaznym miejscem dla początkującego gangstera. Po rozpoczęciu grt dysponujemy jedynie kwotą trzystu dolarów, nie liczcie, że po jednej misji skosicie masę forsy i będziecie się obijać przez kolejne parę dni, o nie. Za pierwsze misje, które dostajemy od swoich ziomków, nie otrzymamy nic(!), odbudujemy jedynie zaufanie gangu do nas samych. Dopiero nieco później zaczniemy zarabiać za swoją pracę, jednak nadal nie będą to sumy duże. A pieniądze potrzebne tu są na każdym kroku.
Od połowy gry, gdy uda nam się wyjechać z Los Santos, staniemy się wreszcie rasowym gangsterem. Będziemy mogli inwestować w nieruchomości, i tu pewien zgrzyt, w tej części do zakupienia są tylko trzy firmy, a to zdecydowanie za mało. W zamian za to dostaliśmy walkę o wpływy w mieście. W każdej chwili możemy zwołać paru kumpli z osiedla, wpakować się w samochód i zrobić wypad na teren konkurencyjnego gangu. Walka zaczyna się od zabicia kilku żołnierzy wroga, później nadchodzą trzy fale coraz lepiej uzbrojonych bandziorów. Osiedle będzie nasze, jeżeli tylko my pozostaniemy żywi na placu boju. A walczyć o ziemię warto, bowiem od ilości kontrolowanego terytorium zależy szybkość przybywania pieniędzy, które możemy zebrać przy Grove Street.
Ale uwaga, nie tylko my chcemy mieć największe wpływy w LS, wróg w każdej chwili może przypuścić szturm na nasze osiedle, wtedy pozostaje nic innego jak zabić wszystkich agresorów.
Niestety główny wątek, według mnie, jest zdecydowanie za krótki. Przejście wszystkich misji zajęło mi ledwie 36 godzin czasu rzeczywistego, czyli niecały tydzień po 4-5 godzin dziennie. Poza tym, po ukończeniu ostatniej misji w grze nie ma co robić. Przynajmniej ja nie znalazłem żadnego sensownego zajęcia, brak tu misji nieobowiązkowych!
Do wykonania dostaniemy zadania najróżniejsze. Wykraść z bazy wojskowej kilka skrzyń broni, uciec (zupełnie jak w Terminatorze II) na motorze kanałami przed ciężarówką, okradniemy słynnego rapera Madd Doga, czy zrobimy napad na kasyno. Jest dość ciekawie i różnorodnie, a to się ceni. Czasem nieźle się zdenerwowałem, poleciało parę naście niezbyt ładnych słów w stronę monitora, ale jakoś nie mogłem się oderwać póki nie przeszedłem znienawidzonej misji. Uważajcie!
Welcome to San Andreas
Świat GTA San Andreas jest ogromny, odwiedzimy trzy duże metropolie, Los Santos stylizowane na Los Angeles, San Fierro, czyli San Francisco i Las Venturas odpowiednik Las Vegas. Tak się Rockstar chwalił że każde z miast ma być większe od Vice City śże prawie im uwieżyłem, rzeczywistość jest jednak zupełnie inna. Takie choćby San Fierro jest bardzo małe, ledwie centrum, doki i parę domków. Rekompensatą jest duża ilość terenów poza miejskich, mamy pustynie poprzecinane drogami, lasy, kaniony, góry, a co jakiś czas mała miejscowość. Każde z miejsc żyje własnym życiem. W LV, co chwilę można spotkać drogi samochód, pełno jest hoteli, kasyn, ludzie są dobrze ubrani itp. W LS za to w większości mieszkańcy to zwykli ludzie, nie wyróżniający się zbytnio z tłumu. Wchodząc do baru zobaczymy stałych bywalców, odwiedzając monopolowy spotkamy ludzi robiących zakupy. W miasteczkach na odludziu obcować można z redneckami, czyli amerykańskimi wieśniakami. Po drogach jeżdżą traktory, na polach kombajny, wszędzie kręcą się chłopi z łopatami.
Ciekawie wykonano autostrady, samochody jeżdżą tam dużo szybciej niż w mieście i wystarczy, że tylko jeden pojazd się zatrzyma, a reszta zacznie w niego uderzać tworząc wielki karambol.
Trochę jest pusto na wodach San Andreas. Bardzo mało pływa statków, jeżeli już jakiś spotykałem, to był pozbawiony załogi, hm.
Brakuje mi jeszcze turystów wspinających się na najwyższą górę w SA, czy wędrujących niczym Stachura po świecie ludzi.

Życie w wielkim mieście
Życie w San Andreas nie należy do najprostszych. Oprócz zwykłych gangsterskich problemów dnia codziennego mamy też sporo innych równie ważnych. Przede wszystkim, nasz bohater musi jeść. Tak, tak, po pewnym czasie głodówki CJ zaczyna tracić energię, aż w końcu może umrzeć z głodu! Ale z jedzeniem tez nie można przesadzić, jako że w SA dodano element RPG, nasza postać rozwija się przez cały czas grania. Jeśli będzie ciągle biegał, zaowocuje to dłuższym sprintem, jeżeli będzie jeździł samochodem, to jego umiejętności kierowcy wzrosną. A jeżeli będzie ciągle jadł to utyje. No i tu z pomocą przychodzi rożny wybór jedzenia. Nie dość, że mamy trzy różne jadłodajnie (pizzeria, hamburgery i meksykańskie żarcie) to w każdej z nich możemy wybrać rodzaj i wielkość obiadku! Jeżeli preferujemy zdrowy tryb życia to mamy sałatkę warzywną, a jeżeli nie szanujemy własnego żołądka to hamburgery w wersji super size. Tych drugich postać może wsunąć naraz jedenaście, gdy zje dwunastego to... Zwymiotuje i całe trenowanie mięśnia brzucha pójdzie na marne. A jeżeli nie mamy czasu na odwiedzenie takiego zakładu, pozostaje nam żywić sie przy budkach z hot-dogami, albo maszynkach z batonami i napojami w puszkach. Te drugie są dużo tańsze, ale mniej życiodajne. Długotrwałe objadanie się smakołykami skończy się tak, że nasz bohater będzie wyglądał jak zapaśnik sumo, co ciekawe, bebzon takowy podczas toczenia się.... O pardon, biegania, może dostać ataku serca.
Gdy nam się znudzi taki grubasek (on ma tylko grube kości) możemy go odchudzić na siłowni. Jak to w życiu bywa, chudnięcie jest dużo trudniejsze od tycia. Dlatego też w siłowni będziemy musieli spędzić dobrych parę godzin zanim wrócimy do dawnej formy. Mamy do wyboru cztery różne przyrządy do ćwiczeń. Hantelki i sztanga do ładowania na mięśnie, bieżnia i rowerek do spalania tłuszczu. Każdy z nich wyposażony jest w minigierkę, polegającą na najszybszym wciskaniu klawiszy. Po paru nastu minutach z prosiaka możemy zrobić twardziela z mięśniami wprowadzającymi Arnolda Szarpidruta w kompleksy. Każda z tych wersji ma swoje minusy, puszysty szybko się męczy, napakowany wolno biega i z broni strzela słabo. Tak, więc najlepiej być czymś pomiędzy. Tu kolejna ciekawostka, nasz hero nie może godzinami siedzieć na siłce ma on ustalony maksymalny limit ćwiczeń. Aby pakował dalej, musi wypocząć i najlepiej coś jeszcze zjeść.
Żyć ze stylem w wielkim mieście
Już w poprzedniej części mogliśmy przebierać naszego bohatera w różne stroje. Ale to dopiero dziś mamy pełną swobodę. Wystarczy, że wybierzemy się do sklepu z odzieżą (mamy parę rożnych sklepów firmowych) i wybieramy sobie spodnie, koszulkę, buty, czapeczkę okulary, ozdoby na szyję a nawet zegarek. Najlepiej ubrać się w kolory naszego gangu, zwiększy to respekt wśród mieszkańców miast. Ale także nikt nie zabroni nam biegania po mieście w samych majtkach. Acz bardzo ubolewam, że nie ma możliwości ubrania CJ w garnitur, są same stroje typu "ziomal". Denerwuje mnie trochę, że po każdej zmianie byle zegarka CJ chowa się do szafy, a drzwi z majestatem zamykają się za nim. Przez pierwsze pięć minut to nie przeszkadza, ale po dłuższym graniu irytuje jak cholera, bo trzeba czekać na tego debila zanim wyjdzie przez drzwi i ustawi swoje dupsko przed lustrem. Lepiej już jakby wcale tam nie wchodził, tylko ciuchy zmieniały się na nim od razu.
Warto się wybrać także do fryzjera, tam mamy pokaźny wybór uczesania. Możemy sobie odstrzelić fryz na Elvisa, albo zrobić sobie brodę i wąsy czy nawet ustylizować na neo-Souljaha. Przy niektórych fryzurach mamy do wyboru także kolor.
Ale gangster bez tatuaży jest niczym, bowiem i te możemy sobie tutaj zrobić i nie będą to takie z gum do żucia, jakie używa Caleb, ale takie prawdziwe, na stałe. Wytatuować możemy sobie parę drobiazgów, od karabinu maszynowego na plecach po najświętszą Marię Pannę na lewej ręce.

RPG? Fe....
Tak, wspominałem już o tym elemencie. Jest on bardzo rozbudowany i obejmuje praktycznie wszystkie czynności, jakie wykonujemy. Jeżdżenie na rowerze, motocyklu, samochodem, latanie, strzelanie z danej broni, a nawet hazard i długość pływania pod wodą (a pływać się da, bohater już nie tonie po wpadnięciu do wody o głębokości pięćdziesięciu centymetrów). Wszystkie te współczynniki rosną wraz z używaniem danych rzeczy itp. Jest to bardzo dobre rozwiązanie, lepsze niż jakieś "LevelUp" w pewnym momencie.
Aby rozwinąć swe umiejętności kierowania pojazdami możemy iść do szkoły jazdy. W całej grze są cztery, każda dotyczy innej dziedziny: samochodów, łodzi, motorów i szeroko pojętego latania.
Transport
Żaden szanujący się mafioso nie będzie patrolował swojej dzielnicy na nogach, i tu przychodzą z pomocą pojazdy. Mamy ich ogromnie wielki wybór, policzyć by je wszystkie mógłby tylko matematyk z kompleksami, pojawiają się znane marki jak Banshee (w wersji podobnej do tej z GTA3), Infernus, Cheetach, Blista czy Sentinel, ale dużo więcej jest samochodów nowych, wymienię choćby Bullet, Sultan i Windsor. Dość ciekawie jest też z motorami, tutaj nie będę rzucał nazwami, bowiem również jest ich dużo i część różni się tylko jedną literką w nazwie, a osiągi takie jak prędkość, przyczepność itp. całkowicie inne. Nadal znajdziemy skutery (bardzo mało na ulicach) oraz Freewaya, czyli swoistego Harleya.
Mamy także nowe latadła, są znajomi Dodo, Skimmer, Maverick, Hunter, ale także nowości, jest prywatny odrzutowiec, dwa helikoptery, samolot towarowy stworzony do skakania ze spadochronu, oraz dwa myśliwce z pierwszej i drugiej wojny światowej (ten pierwszy występuje także w wersji do oprysku pól).
|
Pojawia się także wojskowy myśliwiec pionowego startu, ale lata się nim koszmarnie i mimo że ma rakiety naprowadzane to dla mnie stał się bezużyteczny. Wspomniałem o spadochronie, który dostajemy automatycznie po wejściu do samolotu, ale znaleźć go można także na wieżowcach i wysokich górach, przydaje się gdy naszej maszynie zdarzy się coś niezbyt przyjemnego.

Nie ma za to rewolucji w pojazdach wodnych, a szkoda jedyną rzeczą wartą wzmianki jest poduszkowiec. Parę akapitów wyżej pisałem o rowerach, o których dość głośno było po pierwszych opublikowanych screenach. Spełniono tę obietnicę, i w San Andreas mamy trzy rodzaje dwukołowców, zwykły rowerek, bxm oraz rower górski. Ten drugi całkiem dobrze spisuje się w skateparku (a takowy jest). Może nie jest to Dave Mirra Freestyle Bmx, ale śmiga się po rampach całkiem miło.
Miłą odskocznią jest także możliwość tuningowania wozów. Chwytamy samochód i jedziemy do firmowego garażu. Trzeba zaznaczyć, że tuning dotyczy tylko wyglądu, nie ma grzebania w silnikach, wymieniania części itp. możemy ewentualnie zainstalować nitro i zrobić hydrauliczne zawieszenie. Nie wykorzystano tak wielkiego potencjału, a szkoda. Jest jeszcze jedno "Niestety", a mianowicie większość samochodów jest oporna i da się w nich zmienić jedynie kolor, tylko do specjalnie wybranych wozów jak choćby Sultan można doczepić spojlery i resztę efektownych dupereli. Zdecydowanie za słabo rozwinięto ten element.
Ale jak to by było, gdyby twórcy nie udostępnili pojazdów specjalnych. Można zasiąść za sterami kombajnu, buldożera, traktora i holownika (do obu można podczepić samochody), wózka na bagaże (tu podczepiamy przyczepkę lub schodki ruchome), wózka widłowego (pozwala on podnosić przedmioty), czy monster trucka, w jednej misji pojeździmy także gokartem. W terenach poza miejskich dostępny jest także Quad, czyli terenowy motorek. Poza tym po całym stanie kursuje pociąg, który można porwać i wykoleić, a w San Fierro zaś jeździ tramwaj, ale raczej do niego wsiąść nie można.
Guns'n'Roses
Czymże by był gangster bez jego wiernej broni? San Andreas jest pełne różnorakich gnatów, mamy tu aż 45 rodzajów broni! Zaczniemy od zwyczajnego pistoletu 9 mm, a skończymy na Minigunie i wyrzutni rakiet naprowadzanych. Pojawią się lubiane MP5, UZI, M4, AK-47, z nowych zabawek mamy obrzyna, Deasert Eagle, strzelbę myśliwską i wytłumione 9 mm. Broń białą wzbogacił kij bilardowy, laska i łopata. A dodatkowo nóż zyskał nową rolę, od teraz po celnym wymierzeniu po cichu likwiduje delikwenta. A gdy się skończy amunicja, na wroga rzucić się można z gołymi pięściami. Nasza postać zyskała w tej dziedzinie kilka nowych ruchów, a na dodatek w każdym z miast możemy nauczyć się innego stylu walki.
Dostaniemy także inne gażety, gaśnicę, aparat, spray, kwiatki (i nimi można nieźle przywalić) oraz cztery zboczone zabaweczki (jakie? Sami sobie znajdźcie), którymi można przywalić komuś w twarz lub zanieść dziewczynie. Pojawiają się także takie bajery jak noktowizor i termowizer, nie są to rzeczy, które używa się na co dzień, ale miło że są.
Najlepiej wybrać sobie jedną pukawkę i używać ją przez całą grę, bowiem każdą bronią uczymy się władać oddzielnie. Dzięki temu po pewnym czasie wzmożonego używania UZI będziemy mogli w łapach dzierżyć dwie tego typu giwery, a nie jedną, jak to zazwyczaj. Trening w danej broni powoduje także szybsze strzelanie i zmiana magazynków.
Cały ten arsenał przyda się do eksterminowania natrętnej policji. Te mundurowe dziwolągi wycwaniły się jeszcze bardziej i dostały nowe środki transportu. Męczyć nas będą nie tylko zwykłymi samochodami, ale również motorami i wozami terenowymi. Drużyna SWAT'ów najpierw wykorzysta swoje ciężarówki i helikopter, a dopiero później przyprowadzi... wóz opancerzony! Zastąpił on czołg, a zamiast działa ma zamontowaną armatkę wodną.
Czas wolny
Czas wolny w San Andreas można spędzać na wiele różnych sposobów. W miejscach publicznych mamy automaty, a w domach przy odbiornikach gry telewizyjne. Panowie z Rockstar wykazali się dużą pomysłowością w projektowaniu tych minigierek. Zagrać można w kilka rodzajów różnych gier ot choćby lot małpą z lewej strony w prawo i strzelanie do zielonych bananów, banalne, ale gra się fajnie. Możemy jeszcze zagrać w bilard albo koszykówkę. Z tym, że, przez całą grę mogłem jedynie samemu rzucać do kosza, nikt nie chciał się przyłączyć. Dostępne są konkursy low-roderów (podskakiwanie samochodem z hydrauliczym zawieszeniem w rytm muzyki) oraz turnieje taneczne.
Pojawiły się randki(!?), możemy umówić CJ z jakąś dziewczyną, zabieramy ją wtedy do miejsca gdzie serwują jedzenie (pojawiają się zwyczajnie niedostępne lokale takie jak restauracja czy bar dla kierowców ciężarówek), potem odwozimy ją do domu i... Koniec. Sam nie wiem, co się stanie jak uwiedziemy dziewczynę, nie miałem czasu na takie pierdoły...
Rozgrywane są również różne konkursy sportowe, cześć z nich trzeba sobie znaleźć samemu. Udostępniono nam walki w ringu (ale turniejów brak), zjazd na rowerach górskich oraz jedna z dyscyplin olimpijskich (nazwy nie pamiętam), w której najpierw wskakujemy do wody, później na rower, by skończyć wyścigi dobiegając do mety. Rozgrywane są tylko w weekendy na plaży Santa Maria.

Jeżeli ktoś ma zbyt dużo pieniędzy, ma możliwość stracenia ich w kasynie. W Las Venturas jest całkiem spory wybór tego typu lokali. Możemy zagrać w parę różnych gier, jednorękiego bandytę, pokera na automacie, są jeszcze jakieś karty, chyba Blackjack oraz ruletka. Ta ostatnia jest najbezpieczniejsza. Niestety, aby zagrać w karty trzeba mieć wysoki współczynnik hazardu.
Możemy się zająć także czymś mniej legalnym. Doszedł nowy zawód o dość znanej nazwie "Alfons", wsiadamy w samochód i rozwozimy panienki. Nic trudnego. Pożegnano się z rabowaniem sklepów i zmieniono to na nocne okradanie domów. Wystarczy, że znajdziemy czarną ciężarówkę i w nocy wciśniemy pewien przycisk, wtedy wystarczy znaleźć odpowiedni dom, wejść doń i wynieść cały sprzęt audio i telewizor przy okazji. Niestety łupy z takich wypadów są strasznie małe, ja kradnąc szesnaście przedmiotów (8 tv, 4 video, 3 wieże HI-FI, 1 grę telewizyjną) zarobiłem 3200 dolarów. Panowie, przecież u pasera za telewizor pła... ups. No nie wiażne, ale to zdecydowanie za mało. Jeżeli chcesz poczuć prędkość i komary między zębami, to możesz się zapisać na nielegalne wyścigi uliczne. Szkoda tylko, że musimy jechać z góry ustalonymi wózkami, a nie swoimi stuningowanymi.
Old Friends
W GTA: San Andreas również znajdziemy nawiązania do poprzednich części. Spotkamy choćby Catalinę, za naszym pośrednictwem spotyka ona chłopaka, z którym wyjeżdża do Liberty City. Jak łatwo się domyśleć tym chłopakiem jest przyszły bohater GTA3. Jest tego dużo więcej oczywiście, poznamy ponownie Kena Rosenberga i króla Liberty, dona Salvatore (swoją drogą samo LC także odwiedzimy). Nawet najsprawniejsze oko nie uchwyci wszystkich powiązań, San Andreas jest swoistym łącznikiem między Vice City, a GTA3.
Radio/Video
Oprawa graficzna to jeden z najsłabszych elementów (bo poza tym gra jest świetna). Nie jest już tak dobra i nie powala na kolana tak jak kiedyś. Miasta prezentują się całkiem nieźle, widoki są dość ładne, pojazdy szczegółowe. No, ale prawdę mówiąc, wideo jest ciut przestarzałe. Pochwalić mogę wschód i zachód słońca oraz zmienne warunki pogodowe. Można by jeszcze nieco popracować nad wyglądem postaci i zrobić im operacje rozdzielenia palców u rąk, bo wygląda to dość paskudnie (całe szczęście takich zbliżeń jest mało). Woda straciła swój urok znany z Vice City. Ale pod gładką powierzchnią znajduje się wiele różnych zwierzątek jak delfiny czy żółwie. Ostatnią rzeczą, do której musze się przyczepić to zbytnia geometryczność. Wydaje się, że teren nie jest zbudowany z zaokrąglonych pagórków, ale z ostrokątnych brył. No i drzewa, od czasów GTA3 wyglądają okropnie. Cóż, dzięki temu gra chodzi dobrze na średnich sprzętach. Jeszcze jedno, co bym poprawił to praca kamery. Niekiedy zachowuje się... Jakby to nazwać, żeby nie używać wulgaryzmów, hmm... Niepraktycznie.

Audio jak zwykle bezbłędne. Głosy postaci dobrane bardzo dobrze, ponoć podkładają jacyś znani raperzy, ale mi ich ksywki raczej nic nie mówią. Stacje radiowe ponownie zachwycają, jednym z DJ'ów jest Axel Rose z Guns'n'Roses, z resztą możemy posłuchać jednego ich utworu. Poza tym, przeważa tutaj rap, w końcu stylizacja gry tego wymaga, a jeżeli nic nie znajdziecie dla siebie, to zawsze można wrzucić własne MP3.
Ogólnie sztuczna inteligencja w grze spisuje się dobrze, są jednak przypadki denerwujące i zniechęcające do dalszej gry. Ot choćby zapraszamy własnych ziomków do ataku na sąsiednie osiedle, ci, owszem zgadzają się , ale już z dojściem na miejsce walki jest nieco trudniej, niby biegną za tobą, ale zatrzymują się na 10 centymetrowym murku i biegną w niego na oślep nie mogąc przeskoczyć. Albo innym razem wziąłem moich hommies do samochodu i ruszyłem z piskiem opon, po chwili w czasie jazdy dwóch towarzyszy wyskoczyło i rozpoczęło maraton...
I ostatnia sytuacja, miałem razem ze Sweeatem zaatakować osiedle Ballas'ów, zrobiliśmy tak. On miał kałacha i nawet nie wystrzelił jednej parszywej kuli, na dodatek ciągle wbiegał mi na linię strzału.
Respect, hommie
Tu trochę narzekam, tam coś wytykam, ale jednak uważam, że gra jest świetna i mimo że momentami irytuje, to chce się doń wracać. Zachwyca świat i jego wielkość, cała kraina stworzona jest z pomysłem. Mamy jeszcze więcej broni i pojazdów, po prostu mamy wszystko większe i więcej. Cóż, to już nie rewolucja, a "tylko" ewolucja. Pozostaje mi czekać na GTA4...
|
|
|
wielkość świata gry
wszystko większe i lepsze
oprawa audio
|
już nie rewolucja
grafika już nie powala
parę drobnych buraczków
|
Gatunek: GTA :)
Producent: Rockstar
WWW: www.roskstargames.com
Rok produkcji: 2005
|
Procesor: 1 GHz
Pamięć RAM: 256 MB
Karta grafiki: 64 MB
System: Windows 2000/XP
|
|