« poprzednia | spis treści | następna »  
Battletoads Double Dragon: The Ultimate Team [NES]
Varmack

Ostatnio przeglądając strony z romami na NESa nadziałem się na serię gier pod tytułem "Battletoads". W mózgu szybko zaczęły działać różne styki nerwowe, co doprowadziło do stwierdzenia: "yyyyy ja w to chyba grałem...". Ale nie było to jeszcze to, czego szukałem. Dopiero po kilku minutach udało mi się ściągnąć Battletoads Double Dragon...

BDD: TUT jest połączeniem przygód trzech walecznych żab z przygodami dwóch walecznych braci. I nie jest to połączenie byle jakie, jest to znakomite połączenie. Śmiem twierdzić że jest to najlepsza i najbardziej rozbudowana bijatyka na NESa.

Grę zaczynamy od wyboru fightera. Trzy żaby i dwaj młodzieńcy to jak by się mogło zdawać dość skromna liczba postaci, ale to tylko iluzja. Tak naprawdę to wybór jest jeszcze mniejszy. Bo albo żabol, albo człowiek. Różnią się oni tylko wyglądem. Wszystkie trzy żabole posiadają taki sam repertuar ciosów, różniący się jedynie od ciosów ludzi. No ale nie można chyba winić autorów za taki stan rzeczy, bo NES nie jest jakąś rozbudowaną arcadową maszyną z dwunastoma przyciskami, dwoma dżojami, przepustnicą i bóg wie z czym jeszcze. NESik posiada tylko czterokierunkowego pada z dwoma przyciskami. Wiec wracając do ciosów, mamy ich kilkoro. To znaczy cios ręką i cios z wyskoku :). No bo czego chcecie od pada z dwoma przyciskami...


No ale te ciosy to jednak dość fajne są. Bo niektórzy przeciwnicy wytrzymują kilka ciosów, co prowadzi do powiększenia pewnych członków. No ja już widzę te wasze szczerzące się ryje, Wy zboczone świntuchy. Mówiąc a (w zasadzie pisząc) "członki" miałem na myśli całkiem coś innego. Tak, bo ręce czy nogi to także członki. Dziwi was to? No cóż widać wasze braki w edukacji... . No ale dobra wracamy do powiększających się członków. Gdy tak napieprzamy jakiegoś kolesia to czasem zdarzy się że żabol zada decydujący cios Wielką pięścią. W ciągu ułamków sekund rozrasta się ona i obwodem bije na głowe nawet obie ręce Pudzianowskiego. No i jak jakiś kolo dostanie takim czymś w swoją facjatę, to co ma zrobić ? No nic nie może zrobić. Odlatuje, i to dosłownie jak i w przenośni. A to nie koniec. Bo żabol jak spotka wyjątkowo opornego gościa to może zadać takiego kopa w dupolca że wohohoho... Efekt podobny jak wcześniej. Na nodze zielonego pojawia się wielki but. Noga nie rozrasta się tak bardzo jak w przypadku ręki, tylko przybywa wielki but. Niby nic takiego, ale jednak działa to na psychikę młodego gracza. A to jeszcze nie wszystko, bo spotkać możemy jakiegoś robota na swojej drodze, a stad już prosta droga żeby wyrwać mu jakiś członek. Na przykład nogę. I co wtedy pytasz ? No napierd..... (kropki uzupełnij literkami: "ymala" czytanymi od tyłu, korekta i tak się nie skapnie) [Masz szczęście, że ja poprawiam ten tekst, bo byś oberwał pewnie parę razy sztachetą :D. – Elpie] delikwenta po wszystkim. Ale to było by zbyt proste żeby tak po prostu nawalać po głowie. Możemy takiego kolesia nabić na tą "nogę" i powywijać nim w powietrzu. Jak nam się znudzi ta zabawa to możemy kolesia podbić w powietrze i zagrać nim w coś na wzór baseballa. Bardzo ładnie sobie taki kolo poleci. No ale to jeszcze nie koniec. Możemy mu przywalić i poskakać po nim. Możemy mu tak długo skakać na tej nogo-pałce po czaszce aż wbijemy go do ziemi. Możemy go wbić tylko trochę. Tak po prostu, żeby wystawał jak marchewka, i zasadzić mu takiego kopalca z wielkiego glana w ryja że poleci jak rakieta Apollo, gubiąc po drodze piękne ząbki. Ale czy to jest dość okrutne? No nie wiem. Zakładam że dość okrutne dla waszej świadomości. Nie będę już opisywał bardziej sadystycznych sposobów eksterminacji przeciwników za pomocą buta bo nie będziecie mogli zasnąć w nocy. Pora na walenie z dyńki. Bierzemy rozpęd, i biegniemy szybko w kierunku przeciwników. Następuje szybki przyrost tkanki kostnej jak i mięśniowej okalającej głowę (co pewnie nie pociąga za sobą rozrostu tkanki mózgowej). Następuje wykształcenie rogów i w końcu szybkie wystartowanie przeciwnika w bliżej nie określonym kierunku. Jak by ci się nie udawało poćwicz w pokoju na ścianie. Jak już w końcu zrobisz sobie wgłębienie w ścianie to poćwicz na drzwiach. Jeśli uda ci się przebić to gratuluję. Jesteś debilem. 

Sam widzisz jakie to rozbudowane. A grafika prezentuje się całkiem dobrze. Chociaż screany w mojej głowie, wytargane z odmętów pamięci, jakoś odbiegają od tych które widzę przed oczami na ekranie monitora. Ale co tam. W ogóle zastanawiam się jaki jest sens opisywania grafiki? No bo przecież widzicie wszystko na screanach. To nie jest jakiś next-gen. To stary NES. I to co widzicie na screanach naprawdę jest obrazem gry. Nie ma tu jakieś skomplikowanej gry światła i cieni. Nawet powiedziałbym że grafika jest marna. Ale nie powiem. Powiem że grafika jest bardzo ładna, te detale, oh, ach. Jaka ona piękna.

Podobnie z muzyką ach. Nawet chciało mi się wyłączyć Winampa w wersji 3, to znaczy trzy. Normalnie to on chodzi cały czas, nie ważne co robię na kompie. Do tej pory wyłączałem go tylko na czas pisania tekstów. Jednak już nie wyłączam go w ogóle. A to za sprawą kilku płyt które dostałem (min. Aro, Gramatika, Małolata & Ajrona, Dużego P, Czerwony Album Abradaba) [rotfl – Elpie]. Ale wracając do tekstu. Specjalnie wyłączyłem tego wspaniałego programu, żeby posłuchać co ma mi do powiedzenia gra. Niestety nie powiedziała mi ona nic ciekawego :(. Dźwięki są, mógłbym powiedzieć że marne. Ale nie powiem, powiem że muzyka oraz dźwięki są bardzo ładne. Te odgłosy, ach, och. Jakie one piękne.

Wracamy do gry. Spotykamy kilkanaście rodzajów przeciwników. Wspomniałem już o robotach na długich nogach. Jego nogi są świetną bronią na innych. Spotykamy jeszcze sporo innych ziomów. Przeważnie są to ludzie. Na początku zaczynamy na (jak mniemam) skrzydle statku kosmicznego w (jak mniemam) kosmosie. Przywozi nas tam helikopter :). Niezłe. Nawalamy tam ludzi w skafandrach kosmicznych. Nawalamy ich i jest fajnie. Z jakichś wentylatorów wylatują wielkie dłonie na ramionach z kolorowych piłeczek. Dziwne.... . No ale dalej jest też fajnie. Walimy jakichś punków czy innych skinów. Ale płeć piękna też rzuciła się do walki. A co równo uprawnienie musi być. Jak spotkasz jakąś dziewczynę to zrób to co żabol gdy spotyka płeć przeciwną w grze. Kopniak w dupe, za włosy, o ziemie po prawej, po lewej, a hoj, jak tam sufit ? No to jeszcze raz o ziemię. Niech wraca do garów i odkurzacza. Musi wiedzieć gdzie jej miejsce (hehe i tak pewnie tylko jedna dziewczyna to czyta wiec mogę pisać co chcę). 

W dalszym etapie latamy sobie jakimś antygrawitacyjnym ścigaczem. Walka jest wtedy dość kłopotliwa, zwłaszcza jak przeciwnik nas bierze od tyłu. Zazwyczaj nie mamy szans w takim starciu. Do tego trzeba omijać jakieś przeszkody. Całkiem, całkiem. 

           

Dalej jeszcze spuszczamy się na linie. I jak tak się spuszczamy to spotykamy sobie kruki. Dokopujemy im bez problemu. Jak idziemy sobie w środku tego statku kosmicznego to czasem jakiś kolo nas obrzuca dynamitem. Myśli sobie że jak jest za szybą to jest nieśmiertelny. Ale wystarczy złapać taki dynamit zanim wybuchnie i wrzucić mu. A jak już jego mózg rozsmaruje się na ścianie to wchodzimy do jego kabiny i jedziemy na dół. Prosto do mini statku kosmicznego. Opuszczamy statek matkę i lecimy w pościg za innym statkiem. Ale różnorodność co?

Fabuła świetna (jak na bijatykę). A bosowie? Szczęka na ich widok opada. To tyle.

No widzisz, jak masz jeszcze Pegazusa (ja nie mam :(), to leć na bazar szukać tej gry. Bo naprawdę warto. Sporo zabawy, zwłaszcza w multi. Dość znośna grafika, muzyka i ogromna grywalność i jeszcze sporo rzeczy których nie opisałem bo mi się nie chce. Kto mnie zmusi? No kto? [np. Ja i przycisk „Delete”?? – Elpie]. A jaka ona rozbudowana, można grać i grać i grać...


dość dobra grafika
super tryb multi
bardzo rozbudowana
za darmo
nie wiem, nie chce mi się wymyślać
Producent: Rare
Rok produkcji: 1993
Platforma: NES
Gatunek: Bijatyka (chodzona)
Język: angielski

« poprzednia | spis treści | następna »