|
„Na początku było jajko, albo kura, dopiero potem wymyślili GTA…” W życiu każdego gracza są momenty przełomowe. Momenty, dzięki którym stajemy się lepsi, odczuwamy wyraźną satysfakcje z zaistniałej sytuacji. Każdy wtedy czuje się spełnionym, lepszym człowiekiem. Takie momenty w życiu są naprawdę potrzebne i zarazem bardzo przyjemne. W każdej dziedzinie naszej egzystencji potrzeba jakiś zmian, chwile powodujące nieodwracalne zmiany w naszej psychice. Firma Rockstar Games otworzyła rzeszom graczy wrota do „growego spełnienia”. Poprzez swoje tytuły, nieraz ostro krytykowane przez media, firma zdobyła uznanie graczy na całym świecie. Tłumy szybko przekonały się jaki potencjał tkwi w „gwieździe rocka”. Firma zaczęła się szybko bogacić, poczęła wcielać w życie pomysły, które jeszcze kilka lat temu zdawały się nie do zrealizowania. Pierwszym krokiem było Grand Theft Auto III, które z miejsca stało się hitem. Gracze pokochali złodziejskie życie, antybohatera oraz swobodę, dzięki której gra zyskała takie uznanie. Był to początek wielkiej fali, wkrótce na półkach sklepowych pojawiały się różne „GTA-podobne” tytuły, czasem lepsze, czasem gorsze. Z tych ciekawszych, wymienić warto „The Getaway” czy „True Crime” [I świetną Mafię w wersji na PC. – Elpie]. Lawina rosła w siłę. „Rockstar” idąc za ciosem, wydała swoje drugie dziecko, Grand Theft Auto: Vice City. Wprowadzono wiele zmian, pojawiła się fabuła, bohater z osobowością, większy teren działań. Jednym słowem, odgrzali starego kotleta, ale, w jakim stylu! Setki usprawnień dały Vice City pozycję lidera. W każdym magazynie konsolowym gra zgarniała bardzo wysokie noty, nie raz ocierając się o magiczna liczbę 10. Portfele twórców pękały w szwach, lecz nie na długo. Już wkrótce zapowiedziano San Andreas. To się nazywa ewolucja, kochani!

Bohaterem gry jest Carl Johnson - CJ. Chłopaczyna wraca z Liberty City do swego domu w San Andreas. Już na samym lotnisku zostajesz schwytany przez parę natarczywych policjantów, którzy pakują go do auta na krótką pogawędkę… Whassup dog? Com’on my Bitch! W takich oto klimatach umiejscowiono SA, murzyński slang, RAP, wojny gangów, a wszystko to na początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy to ta subkultura była w najlepszej formie. Brudne ulice, wszędobylskie dziwki, prochy, to już nie jest mafijny świat z Vice City, to, Groove street! Nie bez powodu piosenką otwierającą grę jest „Welcome to The Jungle”, witamy w dżungli, miejskiej dżungli. Bez pieniędzy i znajomości, długo tutaj nie pożyjesz a skorumpowani gliniarze tylko czekają na okazje, aby skopać twój czarny tyłek. Wracasz na stare śmieci bez perspektyw na lepszą przyszłość. Na szczęście CJ ma tu jeszcze swoich „homies”, starych przyjaciół, przyjaciół, którymi się wspólnie wychował na niebezpiecznych ulicach Los Santos. Brat „Sweet”, siostra, oraz gruby gangsta „Big Smoke” i wiecznie zjarany, „Ryder”, oni są twoją rodziną, on stanowią Groove Street! Z ich pomocą dowiesz się, kto zabił twoja matkę i pomścisz zbrodnie drani. Jak to bywa w gangsterski życiu, wracają stare konflikty, wojna gangów się jeszcze nie skończyła. San Andreas jest bezlitosne. Na szczęście Carl wie jak posługiwać się bronią, zna zasady, jakie panują na ulicy. Najwidoczniej nie w głowie CJ’owi spokojne życie. Desert Eagle za majty i zaczynamy!
Na samym początku, grę zaczynasz jako zwykły chłopaczek, szczypior, jakich mało. Szybko przekonujemy się, że postura Carla, nie pozwala na zdobywanie respektu, który przyczyni się do zdobycia Los Santos. Widać już jakieś zmiany w rozgrywce, aby przytyć należy jeść, aby wyrobić sobie rzeźbę ciała a’la „pudzian”, idziemy do siłowni przypakować. Rozwój postaci niczym w grach RPG. Postura CJ, zmienia się w zależności ile spędzimy czasu na siłowni, im więcej tym lepiej (na początku), naciskając L1, otrzymujemy dostęp do naszych statystyk, tam zobaczymy jak jesteśmy napakowani. Oczywiście widać też to po naszej postaci. Bycie człowiekiem-bicepsem jest dużo łatwiejsze. Mniej zbirów nas zaczepia, niektóre panienki na nas lecą, ogólnie jest extra pomimo faktu, iż nie mamy już szyi. Inne czynniki są również ważne. Stamina pozwala na dłuższe bieganie oraz zwiększa nasze zdrowie. Jeżdżąc na rowerze, pływając, biegając, powodujemy wzrost paska tego właśnie czynniku. W niebezpiecznych sytuacjach okazuje się to bardzo przydatne, nie raz uratujemy tym sobie swoje życie, akcja pokroju „run Forest, run!” jest nieodłącznym elementem każdej strzelaniny. Oczywiście, każdy gangsta to urodzony strzelec, nie tym razem. Status rasowego gangstera uzyskamy dopiero po dłuższym posługiwaniu się dana bronią, im więcej strzelasz, tym więcej masz doświadczenia, proste.
Podobnych czynników jest mnóstwo, drive skill, bike skill, diving skill, i wiele, wiele więcej. Są one strasznie rajcującym elementem w tej grze, powodują, że gracz siedzi dłużej przed konsolą, masterując swoje statystyki. Carl jako jedyny z bohaterów serii Rockstar potrafi pływać! Kraulem, pieskiem a nawet ma możliwość zanurkować na moment, aby schować się przed policją. Tę umiejętność można również rozwijać, ba, trzeba! Ewoluowanie postaci jest najbardziej trafionym patentem w grach tego typu, kolejny krok do realizmu.
Teren zmagań jest podzielony na cztery obszary. Los Santos, brudne i pełne gangsterów dzielnice. Miejsce miasta gdzie mieszka plebs. Naprawdę, najlepsza dzielnica miasta, najbardziej sugestywnie oddaje klimat murzyńskiego życia. Tutaj liczy się każdy grosz. Obskurne domy, w których żyją ziomki, low-ridery królujące na ulicach, feeling jest naprawdę najlepszy ze wszystkich części traktujących o złodziejach i policjantach. Nawet pogoda oddaje klimat tej dzielnicy. W pewnych momentach dnia, całość jest skąpana w blasku pomarańczowego słońca.
Jedziemy dalej. Powoli, brudne ulice są wypierane przez nowoczesne autostrady, z ulic znikają alfonsi i prostytutki. Wkraczamy do San Ferro, dzielnicy bogaczy i sławnych ludzi. Rzadko spotkasz tutaj murzynów, biali są większością w tym rejonie. Ogromne wieżowce i ulice, które przypominają te z San Francisco, nawet most jest taki sam! Dostajemy też niepowtarzalna możliwość zwiedzenia „Vinewood”, dzielnicy sław, przypominającej „Hollywood”, jest naprawdę ciekawie. Nie ma skrawka ziemi gdzie nie byłoby wspaniałych will czy innych równie drogich budynków. Klimatu dodaje też ludność, w każdej dzielnicy inna, w tym przypadku mamy styczność z nadzianymi „białasami” oraz rozpieszczonymi gwiazdami drogich filmów porno. Mrok rozświetlają kolorowe neony, całość robi piorunujące wrażenie na graczu. Są trzy ogromne dzielnice, przy których lokacje z GTAIII po prostu wymiękają. Doliczyć do tego trzeba wnętrza budynków oraz wioski, bezkresne pola,
yeahh!!!
Właściwie dopiero, kiedy wyjeżdża się z zabudowań miejskich, można poczuć prawdziwą wolność, lasy, łąki i gospodarstwa rolne. Ze łzami w oczach, kłaniam się nisko programistom, jak oni to zrobili, jak to się zmieściło na jednym DVD?! Przemierzając wsie, można odczuć dość specyficzny, wiejski klimat. Gadki ludzi potrafią naprawdę rozbawić. Brawo za rozbudowanie, wreszcie ktoś o tym pomyślał.
|
Gra opiera się na wykonywaniu szeregu misji (ponad 100), które łączą się
ze sobą, tworząc fabułę. To nie jest już to nużące GTAIII, misje w SA
naprawdę wciągają! Potrafią zaskoczyć miło/niemiło gracza oraz dają
solidnego kopa w tyłek za rozmach! Misja z samolotem, musisz podłożyć ładunek
wybuchowy na pokładzie Boeinga i wyskoczyć ze spadochronu, filmowo! Innym
przykładem jest misja nawiązująca do filmowego przeboju, jakim jest
„Terminator” (czeski: „Elektronicny Mordulec”). Można
powiedzieć, że nie ma dwóch takich samych misji na całą grę! Każda jest
przemyślana, co do malutkiego szczegółu. Zadania są poprzedzane genialnymi
wstawkami, które z miejsca rozbrajają gracza filmowym humorem, podczas grania
nie wyłączyłem ani jednej pokazówki! Nie sposób się nudzić przy GTA: SA!
Naliczyć można ponad sto zadań, po ich wykonaniu licznik w statystykach
pokazuje i tak tylko ponad 50%, magia tkwi w bonusach! Po przejściu gry
dostajemy możliwość swobodnego zwiedzania miasta i wykonywania pobocznych
misji, takich jak, wyrabianie licencji na samochód czy motor. Można pobawić
się w Indiane Jonesa i poszukać ukrytych podków czy muszli, które po
zebraniu zamieniają się w jakiś extras typu „Apache”. Genialnym
dodatkiem są też mistrzostwa w „trialu”, motocrossowe zawody gdzie
gracz musi zdobywać kolorowe punkciki, które są porozmieszczane na różnych
przeszkodach. Istnieje tez inny rodzaj sportów, destruction derby oraz wyścigi,
te legalne i te legalne nie do końca. Dla fanów gry Miss, też się coś
znajdzie. Wykonując kolejne misje ze ścieżki fabularnej otrzymujemy
dziewczyny, ratujemy je, bądź też zadowalamy. Później na mapce pojawia się
serduszko, tam mieszka nasza wybranka, jedna z wielu. Przyjeżdżając pod dom,
możemy zabrać naszą „Bitch” do baru, dyskoteki czy restauracji.
Od jej charakteru będzie zależało czy spodoba jej się randka i czy odda nam
się na cała noc ;). Jeśli ktoś ma kompleksy to zapraszam do zagrania w ten
dodatek.
Seria GTA zabłysnęła także dzięki wszelkiego rodzaju pojazdom, które możemy ukraść i swobodnie podróżować po bezkresnych ulicach San Andreas. Po raz kolejny autorzy pokazali, że można usprawnić coś, co było już na poziomie ideału. Dodano wiele nowych maszyn, usprawniono model jazdy, latania, pływania. Samochody przypominają te, jakimi jeździło się w Vice City, oczywiście te tutaj są nowszymi modelami. Częściej na ulicy zobaczysz starego Cadilaca niż jakiegoś fajowego Mustanga czy Infernusa, takie życie. Wykonanie aut jest na poziomie tych z poprzedniej odsłony, nieco poprawiono wygląd felg i lakieru, myślicie, że autorzy poszli na łatwiznę? Wcale, że nie! Każdy samochód możemy dowolnie zmodyfikować, tuning pełną gębą! Po ulicach możemy poruszać się także wszelkiego rodzaju jednośladami, jednośladami tym, rowerami! BMX i „górale” to naprawdę dobra rzecz, dzięki jeździe nabieramy etaminy, zresztą taki rowerek czasem jedzie szybciej od auta! Dla tych, co nie lubią się męczyć, mamy całą gamę motorów, począwszy od ścigacza, skończywszy na motorze-potworze. Dzięki tym maszynom, szybko dostaniemy się w miejsca niedostępna dla samochodów, wypad crossem na las to jedno z najpiękniejszych przeżyć! Odstawmy jednoślady na bok.

Prawdziwą atrakcją są samoloty i helikoptery. Wyrabiając licencję pilota, zyskujemy możliwość wejścia na lotnisko. Każdy samolot jest nasz. Latanie nimi w przestworzach to trudna sztuka, mało stabilne i podatne na uszkodzenia, lecz kiedy wzbijesz się drogi graczu ponad chmury, łezka się w oku zakręci;). Zazwyczaj samolot się wzbija do góry, potem już każdy wysiada na wysokości 10 000tys metrów i leci, przebijając kolejne warstwy atmosfery. Oczywiście tuż przy samym końcu otwieramy spadochron, tak dla pewności. Helikoptery z kolei są bardzo stabilnymi bestyjkami, potrafią doskonale przystosować się do panujących na zewnątrz warunków.
Czas na wodne szaleństwo (błaznuję :P) motorówki, barki, łodzie, kutry, pontony są najbardziej zbędnymi środkami komunikacji w grze, rzadko zdarzało się abym podróżował nimi. Tylko w wyznaczonych misjach byłem zmuszony do kierowania jakąś łajbą. Ogólnie, miły dodatek, tak samo sprawa wygląda z pociągami.
Najbardziej dziwne i innowacyjne pojazdy spotkamy na wsiach. Masz ochotę porozjeżdżać ludzi kosiarką [Kombajnem? – Elpie]? Proszę bardzo, przez otwór dla siana będą wylatywać członki zmielonych ludzi, sweet! Bardzo przydatny okazuje się ciągnik, słoma w buty i możesz wejść na pokład. GTA: SA miażdży po prostu swoje poprzedniczki, ilość dostępnych pojazdów jest ogromna! Kolejny plus wędruje na konto
„Rockstar”.

Jednym z ważniejszych elementów dobrej gry jest oprawa audio. W tym wypadku nie ma, co się martwić, po raz kolejny mamy do czynienia z porządną ścieżką dźwiękową. Na playliście znajdzie można kawałki takich grup jak Depeche Mode, Nirvana, Janes Adiction (nie wiem jak to się pisze :P) oraz wiele innych melodii. Klimatycznie się robi, kiedy w radiu lecą „murzyny” albo, przemierzając wioski w tle słychać „country”, autorzy trafili w dziesiątkę z doborem muzyki. Kolejnym ogromnym atutem są dialogi, nagrane przez profesjonalistów. Zdradzę, że pewnemu policjantowi głos podkłada sam Samuel L. Jackson! Nie raz uśmiechnąłem się, czytając wszystkie śmieszne dialogi („Wiem, że jesteś ślepy, ale musisz to zobaczyć”) aktorzy przyłożyli się, dali serce i duszę dla tych wszystkich zlepków kilku poligonów. Po raz kolejny powiem to: JEST KLIMATYCZNIE!
Na sam koniec zostawiłem sobie grafikę, która nie jest już niestety mocną stroną gry, ale nie zaliczam tego jako minus. Muszę się wytłumaczyć, dlaczego? Otóż, mając do czynienia z terenem przypominającym wielkością obszar z gry Morrowind trudno jest dopieścić tak, aby całość przypominała Sprinter Cella. Ja przyjąłem, że GTA to RPG, a każdy RPG ma brzydką grafikę, nawet się tym już nie przejmuję :D. Całość naprawdę przypomina jakiegoś RPG, słabe tekstury, ogrom lokacji, dobra wymiana. Wykonanie jest dobre, pomijając jakość tekstur, ilość poligonów itp. Ogółem całość jest naprawdę imponująca! Liczy się przyjemność gry, grafika w takim tytule schodzi na dalszy plan.
Żeby nie przynudzać, kończę. Gra jest wielka! Nie będę wam jej polecać, bo i tak już wystarczająco podjaraliście się tym tytułem, więc marsz do sklepu!
|
|
|
ogrom możliwości
nieliniowość
hollywoodzki rozmach
cała reszta
|
usprawniony, stary kotlet
|
Platforma: X-box
Wydawca: Rockstar Games
Deweloper: Rockstar
Nośnik: DVD
|
|