"Pijesz ciągle sku******u Nic do domu nie przynosisz pieniędzy Cały dom już ku**a nie wie co się dzieje Żyje z tobą ku**a w nędzy" Hehe, ciekawe czy Dishman przepuści ten jakże wyszukany i głęboki cytat z piosenki zespołu Piersi. Mam nadzieję, że tak, bo bez niego ten wstęp nie miałby najmniejszego sensu. Jak część z Was napewno wie, Blaszany bębenek to książka napisana przez Guntera Grassa, za którą (głównie) dostał literacką Nagrodę Nobla. Autor opisuje w niej losy małego Oskara, który obserwując głupi świat dorosłych postanowił przestać rosnąć. ;) Książka jest dla mnie osobiście cudem literatury. Genialne pióro Guntera pokazało prawdziwy artystyczny kunszt. Jeśli macie taką możliwość, to przeczytajcie Blaszany bębenek, bo jak to zwykle bywa książka jest dużo ciekawsza od filmu. Na film czekałem bardzo długo. Po przeczytaniu książki tata powiedział mi, że oglądał kiedyś film o tym samym tytule. Bardzo mnie to zaciekawiło, dlatego zdecydowałem się teleportować się do wypożyczalni i zapytać o Blaszany Bębenek. Oczywiście, jak to zwykle z moim szczęściem bywa, filmu nie było, ale po drodze spotkałem kumpla, z którym nie widziałem się chyba z 2 lata, więc postawiłem mu Komandosa. Pogadaliśmy, po czym rozeszliśmy się w pokoju, tyle że nadal nie widziałem filmu. Z pomocą niedawno (3 miechy temu? ;p) przyszedł mi 3 program TVP. O godzinie 23:05 w niedzielę wyemitował Blaszany bębenek. Cóż.. za tę porę powinni kogoś wykastrować, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma. Szybka kawka na wzmocnienie i można było zaczynać. [A możesz już przejść do rzeczy, czy jeszcze będziesz się rozwodził nad tym co robiłeś podczas gotowania się wody na kawę? - Dishman] Hmm.. nie wiem jak zacząć. ;pp Okej, już wiem. Zacznę od końca. Uwaga.. Film byłby arcydziełem, gdyby przedstawiał całą fabułę ukazaną w książce. Tak mamy tylko dzieło bardzo dobre, doskonale wyreżyserowane, utrzymane w odpowiednim nastroju, z ogromną ilością klimatu. Klimatu identycznego do książkowego. Film dla wielbiciela papierowego Bębenka jest niczym łyk wina. Jeden łyk tylko pobudza pragnienie. Całość rozpoczyna się dosyć podobnie (o tym za chwilę) do książki. Poznajemy historię, w wyniku której dochodzi do poczęcia mamy Oskarka. Ten fragment filmu wyjątkowo mi się podobał. Świetnie nagrany, śmieszny, ale nie głupi. Klimat książki utrzymany niemal idealnie. Zacząłem już szczytować (;pp), bo przez głowę przeszła mi wizja całej książki nagranej w tak dobry sposób. Uderzył mnie trochę scenariusz. Otóż książka zaczyna się od tego, że już jako dorosły mężczyzna Oskar jest pacjentem zakładu dla umysłowo chorych i postanawia opisać swoją jakże ciekawą życiową historię. Miałem cichą nadzieję, że reżyser zdecyduje się właśnie na taki sposób narracji. Jednak ze względu na ograniczenia czasowe nie mógł on pozwolić sobie na nakręcenie całej książki. W sumie to go rozumiem, film jest bardzo dobry, właściwie nawet długo trwa, ale jak już wspominałem, pozostawia wielki niedosyt. Gra aktorów jest bardzo trudna do opisania. Nie uświadczymy tam aktorskich majstersztyków, indywidualnych popisów. Aktorzy nie są też piękni tak jak w większości produkcji. Po prostu są naturalni. Jako plus można zaliczyć też ich dobór. Nie wiem czemu, ale każda postać wydawała mi się idealnie odtworzona z mojej wyobraźni. Oskarek był Oskarkiem z "mojej" wersji, Jan był moim Janem i tak wszyscy, którzy występowali w filmie nosili znamię mojej wyobraźni podczas lektury książki. Niewątpliwie wielka zaleta.
Wybaczcie, ale bardzo ciężko piszę mi się tę recenzję. Nie myślałem, że będzie aż tak trudno. Z jednej strony ogromnie się cieszę, że ktoś może sięgnąć po tym filmie po książkę. Że kogoś ten film zainspiruje. Ale dla osoby, która jest już po lekturze dzieła Grassa film jest może i dobry, ale to za mało. Po pierwsze, zmiany w stosunku do książki są przeogromne, reżyser nie zdecydował się na przedstawienie fragmentów bardzo istotnych i mających wpływ na dalszy rozwój fabuły. Jeśli jednak zdecydowałby się na taki krok, musiałby zekranizować całą książkę. Drugim zarzutem i to tym razem o wiele poważniejszym jest zbytnie spłycenie filmu. Książka opisywała Oskarka jako dziecko może nierozwinięte fizycznie, ale psychicznie rozwinięte nad wyraz. W filmie jest pod tym względem słabiutko. Pozbyto się książkowych wewnętrznych monologów głównego bohatera, które przecież świadczyły o tym, że był bardzo mądry. W filmie widzimy chłopca zupełnie innego. Tak jakby reżyser odebrał kawałek duszy Oskarkowi. Tego mi najbardziej żal. Zakończę, bo zaraz zacznę płakać. A może lepiej zabrać się za nakręcenie własnej wersji? Nie. Nie potrafiłbym. Chylę czoła przed tym, który w ogóle zdecydował się na ekranizacje Blaszanego bębenka. Oczekiwałem jednak czegoś więcej, a tak, mój apetyt został tylko niebezpiecznie rozbudzony. Pozdrawiał i zachęcam do lektury książki. :)
»Ocena: -
»Autor: miekki
tytuł oryginalny: Blechtrommel