|
Nie każdy film musi być inteligentny i nie musi posiadać głębi, lub przesłania, ostatecznie drugiego dna, lub kilku rozwiązań. Nie zapominajmy, że ogromną popularnością cieszą się filmy "zabili go i uciekł". Gdzie podczas półtorej godziny wystrzela się w przeciwników tysiące naboi. Ktoś ginie, ktoś żyje, chociaż być może z kulką w ręku, lub nodze. I takie filmy potrafią bawić.
Jake Roenick jest sierżantem i jednocześnie komendantem posterunku numer 13, ulokowanego gdzieś w na obrzeżach miasta, wokół samych fabryk, gdzie w sylwestrową noc nie ma nikogo oprócz trójki pracowników owego posterunku, który zresztą od nowego roku zostaje zlikwidowany, a załoga przeniesiona gdzie indziej. Jednak na głowę policjantom zwala się konwój przewożący Bishop'a - groźnego gangstera i zabójcę policjanta. Jake musi się zgodzić na ulokowanie przestępcy za kratkami, gdyż pogoda jest paskudna, a droga, którą miał jechać policyjny autokar, nieprzejezdna. Naturalnie Bishop musi zostać uwolniony, dlatego wkrótce cała załoga posterunku musi bronić się przed napastnikami.
Akcja na początku filmu rozwija się schematycznie. Tak schematycznie, że widz może czuć się rozbawiony, bo dokładnie jest w stanie przewidzieć co się stanie. Pierwsze sceny to ukazanie leniwego poranka Jake'a, lub ulokowanie Bishopa do autobusu, który ma go przewieść w odpowiednie miejsce. Schemat kończy się dopiero w momencie ataku na posterunek. Logicznym byłoby aby przyjaciele gangstera chcieli go odbić, ale okazuje się, że owymi napastnikami wcale przestępcy nie są, ale... policjanci. Wkrótce okazuje się, że Bishop miał kontakty ze skorumpowanymi policjantami. Dzielił się łupami, ale wkrótce wpadł, a przestraszeni policjanci muszą pozbyć się świadka, który może ich przecież wydać.
Ciekawie przedstawiona jest też główna postać sierżanta Roenick'a. Nie jest to zwykły glina z brzuszkiem, objadający się pączkami. Zresztą Ethan Hawke chyba brzuszka jeszcze nie ma, ale kiedyś był dowódcą jednostki specjalnej. Niestety popełnił błąd i stracił ludzi, chociaż został przez sąd uniewinniony, jednak nie umie odnaleźć się w jednostce specjalnej, trafił więc na zwykłą komendę. Nic więc dziwnego, że radzi sobie nienajgorzej odpierając ataki szturmowe. Jake korzysta z pomocy lekarskiej, która jest mu raczej narzucona z góry, bo on sam nie przejawia chęci współpracy. Ethan miał u mnie zawsze duży plus już na starcie. Grał w wielu filmach które cenię. Choćby stary film z 1991 roku "W księżycową jasną noc", gdzie grał w podobnej zimowej scenerii. Też biegał z karabinem (tylko, że był żołnierzem podczas II wojny światowej), ale mniej strzelał. Cały film "Atak na posterunek" bardzo kojarzył mi się z produkcją z 1991 roku. Chociaż jedyne wytłumaczenie widzę tylko w śniegu i karabinach.
|

|
Na pokładzie filmu mamy jeszcze jedną super gwiazdę. Znaną głównie z "Matrixa" - Laurence Fishburne to dla mnie tylko i wyłącznie Morfeusz. Reżyser "Ataku na posterunek" nie za bardzo też chciał chyba to zmianiać, bowiem tworzy z Fishburne'a człowieka niebezpiecznego i tajemniczego. Jego powolny i spokojny chód, okulary na twarzy i tajemniczość, która sprawia, że wydaje nam się, że on wie zdecydowanie więcej od nas, to wszystko pasuje do Morfeusza. Muszę to powiedzieć, ale Fishburne'owi nie udało się obalić swojego własnego wizerunku z "Matrixa". On ten wizerunek jedynie kopiuje, a to dla aktora niebezpieczne, a i widz po jakimś czasie się tym znudzi.
Na początku pisałem, że to film podobny do tych mięśniakiem w roli głównej, co mało gada, a dużo robi. Nie do końca tak jest. Główny bohater w jednej ze scen na pytanie co robić dalej, odpowiada: "nie wiem", na co nigdy nie mógłby sobie pozwolić Rambo. To sprawia, że postać grana przez Hawka jest bardziej ludzka. Ale tak naprawdę to nic w tym filmie się nie dzieje od momentu pierwszego ataku. Można to porównać zupełnie do "Szklanej pułapki". Gdzie Bruce Willis do samego końca gania z pukawką w ręku, a na koniec przypala sobie papierosa.
Film mimo swojej prostoty wciąga. Nie jest długi zatem nie może być mowy o znudzeniu. Szybko poprowadzony wstęp, później ciągła akcja, która mimo wszystko na końcu stara się widza zaskoczyć i wychodzi nam dobre kino akcji z przeciętnymi efektami specjalnymi. Obejrzeć można, ale nie trzeba.
»Ocena:
7-/10
»Autor:
|