|
|
|||
|
Sierpień - wakacje trwają sobie w najlepsze. W powietrzu unosi się rozleniwiony zapach wysuszonej letnim słońcem trawy. Słodka błogość. Pewnie nie chce się Wam myśleć o szkole, do której trzeba będzie zapukać już za miesiąc i o uczelni, na którą zawędrujemy radośnie (lub nie) w październiku. Mnie jednak nie jest łatwo nie myśleć o mojej własnej edukacji, bo w tym roku akademickim będę się starała zdobyć wyższe wykształcenie. Wszak muszę podążać za starszymi i bardziej doświadczonymi osobnikami. Za Qn`ikiem. Tak, moi mili, macie zaszczyt i przyjemność czytać i współtworzyć magazyn dowodzony przez Naczelnego Z Wyższym Wykształceniem. Macie okazję pogratulować Maćkowi tłustej piątki na jego licencjackim dyplomie. Z jednej strony smutno trochę robi się człowiekowi, gdy wspomina AM sprzed tych dwóch - trzech lat. Taki radosny wtedy był, pełen dziecięcej beztroski. Z drugiej jednak strony, gdy patrzę na tych wszystkich ludzi, którzy wraz z AM dorastają, jest mi szalenie miło, że sam Action Mag również staje się bardziej poważny, może nawet bardziej "pewny siebie". Społeczeństwo się nam starzeje, starzeje się redakcja, czytelnicy. Fakt, przychodzą nowi, ale oni mają teraz większe wymagania, niż ich poprzednicy sprzed tych kilku lat. Widzę to po sobie i choćby po dzisiejszej młodzieży z podstawówki - ja w ich wieku oglądałam kreskówki, oni/one mają już dziewczyny/chłopaków, z którymi nie wstydzą się chodzić trzymając się za ręce. I nie będę się tu bawić w krytyka-moralizatora, a jedynie powiem, że skoro dobrze im tak, to niech i tak będzie. Zmiany na świecie nie dotyczą jedynie układów politycznych, przesuwających się granic Unii Europejskiej, wielkości dziury ozonowej. Zmiany zachodzą w każdym z nas. Normy moralne zacierają się z jednej strony, wyostrzają z innej. Jakże różne mamy teraz poglądy w sprawach seksu, homoseksualizmu, religii, tolerancji, miłości, polityki od naszych rodziców, że o dziadkach nie wspomnę. Action Mag jest tym wirtualnym miejscem, w którym możemy wykrzyczeć i poznać poglądy naszych rówieśników o tych wszystkich nurtujących nas sprawach. Nie bójcie się napisać - to nie boli, a jedynie daje wiele satysfakcji. I uzależnia. Życzę miłej lektury, Vene Skoro już Ula zrobiła mi "publicity", mogę bez fałszywej skromności zaznaczyć, że macie do czynienia nie z jakimś tam niewykształconym Qn`ikiem, ale z doktorem teologii (bowiem według Słownika Wyrazów Obcych PWN licencjat to: "doktor teologii (rzadziej też filozofii) uprawniony do prowadzenia wykładów na uniwersytecie"). ;) Nie oznacza to oczywiście, że nagle zacznę zadzierać wysoko paszczę i stwierdzę, że tworzenie AMaga czas zrzucić na kogoś innego. No dobrze - czasem miewam takie myśli, ale przechodzą one, ilekroć biorę się za czytanie nowych tekstów. Do tego w tym numerze dodatkowo nastrój poprawia mi nowy wygląd magazynu (znów niezastąpiony Gordon stanął na wysokości zadania) i ogólnie lekkie ożywienie polemiczne, które można dojrzeć w tekstach. I to by było na tyle, drodzy moi. Nunc est bibendum! A jeśli nie przesadzę, za niecały miesiąc możecie spodziewać się kolejnego, 67 już numeru Action Maga. |
||
|
|||