Historia

 

Prolog.

 

Chciałem opowiedzieć po prostu swoją historię. Bez żadnych kontekstów. Nie ma to być głos w sprawie narkotyków. Tylko prosta, krótka historia z życia. Coś co było mi dane przeżyć.

 

Październik.

 

Cała akcja zaczyna się w październiku wraz z moim wyjazdem na studia. Pojawiam się w nowym miejscu. Daleko od domu co ja tu robię? Boże nie znam tu nikogo. Jednak cała ta sytuacja się zmienia po niedługim czasie. Na wydziale poznaje pierwszych ludzi. W sumie nawet są spoko. Co lepsze lubią też sobie poimprezować czasem coś przypalić. Super. Nowi ‘dobrzy’ znajomi już po pierwszym tygodniu. W akademiku też nie jest źle. Poza leszczami z mojego pokoju mieszkają tu całkiem fajni ludzie. Trochę imprez trochę nauki jak to na studiach.

 

Listopad.

 

Jak się okazało jeden z moich współlokatorów to wcale nie jest leszczem tylko potrzebował czasu na rozkręcenie się. Jestem już po pierwszych kołach. Całe te studia to jakiś wałek. Minimum nauki i wszystko zaliczone. Rozgryzłem cały system. Wystarczy pouczyć się dwa dni przed kołem plus dobre ściągi i jakoś to będzie. I kolejne zaskoczenie jakie niesie ze sobą listopad: większość ludzi polała pierwsze koła. Stwierdzili że będą potrzebować korków. Do kogo się zgłaszają? Do najlepszej osoby na rok i tak jakoś wyszło że to jestem ja. Do kasy wpadają dodatkowe pieniądze za prowadzenie korków. Swój czas dziele między uczelnie a prowadzenie korków. Ale za to weekend to zupełnie co innego. Niekończąca się impreza od godziny 22 w piątek do nocy z niedzieli na poniedziałek. Alkohol, palenie, muzyka, taniec.

 

Grudzień.

 

Cóż za niespodzianka. Kasy z korków jest coraz więcej dodatkowo wpada kasa za pisanie sprawozdań z fizyki, chemii i innych dziwnych przedmiotów. Zaczynają się do mnie zgłaszać ludzie z innych kierunków, wydziałów i uczelni. Swój czas do 20 poświęcam edukacji siebie i innych, a po 20 program weekendowy. Alkohol, palenie, muzyka, taniec. W grudniu pojawiają się też inne drugi. Zabawa w rozszerzanie świadomości rozkręca się na całego. Zatracam się w nieświadomości wyższych stanów świadomości. Po Bożym Narodzeniu musze jak najszybciej wrócić na uczelnie. Nie mogę wytrzymać w domu.

 

Styczeń.

 

Ostatnie koła. W kasie pełno. Zaczynają się żniwa (kombajny). W kasie wciąż pełno. Swój czas poświęcam głównie na edukacje innych (swoje zajęcia zlewam, wszystko już zaliczyłem) i na zabawę z drugami. Jedyny egzamin jaki mnie czeka jest na końcu sesji. Potwierdza się to o czym słyszałem że najlepsze imprezy są w czasie sesji. Niestety, może na szczęści, w czasie sesji na uczelni spędziłem tylko 3 dni. Ostatni dzień sesji (egzamin) i pierwsze dwa. Później musiałem wyjechać do domu.

 

Luty.

 

Najdłuższe ferie w moim życiu. Nie mogłem nic przypalić ani nic przyćpać. Jednym słowem DETOKS. Nie polecam tego przeżycia. Nie przespane noce. W dzień wygląd i zachowanie zombie. Nagłe uderzenia gorąca. Gorączka. Przypływ energii a po chwili całkowite wypompowanie. Apatia. Zagubienie. Dziury w głowie. Niemożność wysłowienia się. Całe szczęści że jestem tylko z babcia i z ojcem. Matka na pewno by się zorientowała że coś jest nie tak. Całe szczęście nie było jej. Dzień czwarty ferii. Przychodzi załamanie. Nie wytrzymam musze coś wziąć. Musze bo chyba mnie  roz****doli od środka. Udaje jednak mi się przetrwać. Przetrwałem do końca  ferii. Wracam na uczelnie. Zdaje ostatni egzamin. Jednak najtrudniejsze dopiero przede mną. Nie zacząć znowu brać.

 

Marzec.

 

Przetrwałem przez cały marzec nic nie wziąłem. Zderzenie z rzeczywistością. Ja jakimś cudem z tego wyszedłem. Oni w tym zostali. Moi znajomi.

 

Kwiecień.

 

Próbuje im pomóc. Jednak oni nie chcą pomocy. Oddalamy się od siebie.

 

Maj.

 

Sytuacja bez zmian ja jestem poza o są cały czas w środku. A jednak coś się zmienia. Poznałem dziewczynę. W sumie to nie poznałem tylko zacząłem zauważać. On cały czas tam była. Na razie to nic takiego, ale czuje że będzie z tego coś więcej.

 

Epilog.

 

W tym miejscu chciałem wspomnieć tylko o jednej rzeczy. Co mówi każdy z moich znajomych? Kiedyś z tym skończę. Ułożę sobie życie. Wszystko będzie dobrze jak w bajce. Kiedyś z tym skończę, ale jeszcze nie teraz.

 

Nie wierze im.

 

Bardzo bym chciał, ale im nie wierze.

 

LSD

 

KONIEC

 

PS1. Art z dedykacja dla Izy. W czasie pisania słuchałem 3 Doors Down – Loser i 3 Doors Down - Here Without You <- wciąż I wciąż na okrągło.

PS2. Chcecie coś napisać?? To piszcie: losdomanos@gawab.com