Gówniany napiwek.

Każdy zafascynowany własnym życiem człowiek posiada
pragnienia, pewne cele które musi zrealizować aby zostać
tym kim był do tej pory. Mogą to być małe uczynki lub
te wielkie o rozmiarach paciorków w wysłużonym różańcu.
Jakie by one nie były są tylko i wyłącznie własnym
narkotycznym środkiem na zabicie wolnego czasu. Pasja
jest jak prywatna odzież, używa się ją wyłącznie w
celach uwydatniania lub ochrony piękna własnego ciała.
Dla nie licznych naiwniaków zamienia się ona w jeden
żelazny punkt który muszą zdobyć. Zwie się on punktem
Westerplatte. Dochodzi się do niego mimo, że zapłata
jest kiepska a czasami wymierzana w licznych uderzeniach
otwartą lub zaciśniętą w pięść dłonią.

Miłą dla oka jest czasami udręka innych ludzi. Ta spoza
kręgów tych wybrańców na których nam prawdziwie zależy.
Można się przyjemnie pośmiać, gdyż nawet najbardziej
ważna sprawa dla ofiary zamieniająca się w krwawy obiad
który co gorsza zaczyna jej podchodzić jest towarem z
naszego przy dwornego chlewu.

Westerplatte krwawym obiadem?

Tak, ale wyłącznie wtedy gdy da się ulec zgubnemu uczuciu
jakim jest uczucie beznadziei oraz okupacji którą nie
koniecznie musi tworzyć ktoś inny niż nasza własna świadomość
która ma to do siebie że często lubi płatać fatalne figle.
Słowa prawie że z kiepskiej produkcji w której fajerwerki
dobra spadają z hukiem na wszystko co złe. Ale nawet w
realu zdarzają się skomasowane ataki wszystkiego co dobre.
Zdarzają się one szczególnie wtedy, gdy człowiek z uporem
silnego plemnika stara się dotrzeć do kulminacji swojej
kariery która jako szczyt latarki pozwoli na oświecenie
reszty hołoty z którą musiał się męczyć przez całe lata
będąc jedynie frajerskim pionkiem lub szczeblem jednym z
tysiąca.

Jacy ludzie? Jaki szczyt? Jakie światło?

No jak to jacy? Wszyscy co swoimi rekami coś produkują!
Czy to porządek na ulicach, czy jedzonko, czy dróżki w parku
lub na przedmieściach, czy informacje. Wszyscy oni kiedyś
oświecą swoim ciężko wypracowanym doświadczeniem nam drogę!
Mam nadzieję że mnie teraz rozumiesz. Rozumiesz? Jak tak
to już idę spać. Wiec jak...

Jacy ludzie? Jaki szczyt? Jakie światło?

Dobra pojadę po konkretnych przykładach. Być może to ci da
coś do rozumienia. Bo jeśli nie to już się poddaję. Nie
mam ochoty siedzieć tutaj całej nocki. Więc słuchaj mnie
człowieku zadający zbyt wiele pytań.

Dajmy na to policjant... Zwykły człowiek, myli się. Ale
zawsze za tą pomyłkę obrywa mu się najbardziej. Od przełożonych
, od ludzi którzy biją jego dzieci i szczają mu pod drzwi.
Nie obchodzi ich to że codziennie naraża się dla nich.
Jego światłem mogą być łzy jego najbliższych po tym jak jakiś
kibic z pustka w głowie zechce się pobawić tasakiem na
zbiorowej imprezie takich jak on. Drugą opcja jego światła może
być zapach wypalonego prochu z lufy jego służbowego pistoletu.
Tak czy siak wzbija się na szczyt swojego człowieczeństwa i
pokazuje światło największemu złu!

Ciągle mi mało! Opowiesz mi coś jeszcze?

Ciągle mało? To wyobraź sobie nastoletnią dziewczynę która
codziennie musi znosić swojego ojca którego znienawidziła po
tym jak naćpał się a potem ja pobił. Znosi go tylko dlatego, że
łoży niezbędne w tych czasach siano na jej naukę. Westerplatte
które jej przypływa pod nogi wielkimi falami cierpienia to
wykształcenie oraz spełnienie marzeń ... bezcennych marzeń
których niestety nie znam ale zważywszy na wszystko przez
co przeszła dla nauki będzie to coś wielkiego świetlistego
dla wszystkich którzy mogli być nią...

Ale jakie światło? No jakie?

Już ci mówiłem natrętny typie! Każdy kto poświęca swoje
życie aby zrealizować jeden wybrany cel może lśnić nim w
danej dziedzinie w której się specjalizował. Najwięcej
światła mają świeci którzy swoim całym życiem rzucają się
ku pomocy bliźniemu aby za to dostać najgorszą zapłatę
w postaci buli, szyderstw nawet po tym jak zostaną oficjalnie
uznani za świętość.

Wiesz zawodzenie wściekłych psów zawsze przemija w zetknięciu
z prawdziwą wiarą ( każdą wiarą), erudycją ale skaza zawsze
zostanie choćby w postaci zaszytej w ciemnym zakamarku
księgi głupich.

Acha. To idziemy do roboty?

Nie idziemy bo nas zwolnili za to że tynk odpadł! Fuck!

Cholera a tak się napracowaliśmy. Może dostaniemy chociaż
dniówkę?

Ty się ciesz, że nas kosztami nie obarczono.

pisał: Sato
sato50@poczta.onet.pl