Dialogi na cztery nogi...
Powiedzmy, że chłopakowi o imieniu Tomek spodobała się dziewczyna o imieniu
Kasia. Zaprosił ją do restauracji, ona przyjęła zaproszenie. Dobrze się ze sobą
bawili. Kilka dni później tak samo dobrze bawili się w kinie i w kawiarni. Po
jakimś czasie zaczęli regularnie się spotykać.
Pewnego wieczoru, wracają do domu. Nagle Kasia mówi:
„Zdajesz sobie sprawę, że spotykamy się już dokładnie od sześciu miesięcy?”
W samochodzie nastaje cisza. Dla Kasi jest to bardzo głośna cisza.
Myśli sobie: „O kurcze, chyba się tym przejął. Może czuje się zniewolony naszym
związkiem... Może myśli, że ja chcę go do czegoś zmusić...”
A Tomek myśli: „Kurcze, sześć miesięcy.”
A Kasia myśli: „No ale ja też nie wiem, czy chcę takiej poważnej relacji z
Tomkiem. Często chciałabym mieć trochę czasu, żeby pomyśleć dokąd zmierzamy.
Tzn. dokąd my właściwie zmierzamy – małżeństwo, dzieci, całe życie razem? Czy
jestem na to gotowa? Czy ja go w ogóle znam?
A Tomek myśli: „To znaczy... pomyślmy... październik, wtedy zaczęliśmy, to było
zaraz po tym, jak odebrałem samochód z przeglądu. Niech sprawdzę licznik... o,
muszę zmienić olej.
A Kasia myśli: „Jest zdenerwowany, widzę jego twarz. Może jednak nie miałam
racji, może on chce się bardziej zaangażować. Może wyczuł we mnie pewną rezerwę.
Tak, tak na pewno było. To dlatego tak niechętnie mówi o swoich uczuciach. Boi
się odrzucenia”.
A Tomek myśli: „No i przy okazji niech znowu sprawdzą moją skrzynię biegów.
Nieważne co te cwaniaki mówią. Wciąż ciężko chodzi. Niech tylko spróbują zwalać
na pogodę. Jaka pogoda?! Jest 15 C, a skrzynia biegów działa jak w traktorze! A
ja zapłaciłem 300zł. Tym złodziejom!
A Kasia myśli: „Jest zły. Nie winię go, też bym była zła. Czuję się winna, że
doprowadziłam go do takiego stanu, ale nie zmienię swoich uczuć.
A Tomek myśli: „Pewnie powiedzą, że gwarancja jest tylko na trzy miesiące.
Oszuści!
A Kasia myśli: „Może jestem zbyt romantyczna, czekając na rycerza na białym
koniu. Może siedzę obok odpowiedniej osoby. Osoby, z którą lubię być, na której
mi zależy i której zależy na mnie. A on teraz cierpi z powodu moich
egoistycznych, dziecinnych marzeń!
A Tomek myśli: „Gwarancja? Chcą gwarancji. Ja im dam gwarancję! Wezmę gwarancję
i...i...
„Tomek!”
„Co?”
„Proszę nie zamęczaj się tak. Może ja nie powinnam... Czuję się tak...”
(szlochając)
„Co?”
„Jestem taka głupia. Wiem, że nie ma żadnego rycerza. Wiem, że nie ma żadnego
białego konia!”
„Żadnego konia?”
„Myślisz, że jestem głupia?!”
„Nie!!! Bo ja właśnie, bo ja... potrzebuję trochę czasu!”
Następuje piętnastosekundowa przerwa, podczas której Tomek myśli tak szybko jak
tylko może, próbuje znaleźć bezpieczną odpowiedź. W końcu ją znajduje.
I mówi: „Tak.”
Kasia głęboko poruszona dotyka jego ręki.
„Och Tomek, czy Ty też tak myślisz?”
„O czym?”
„O czasie.”
„No... tak.”
Kasia spogląda mu głęboko w oczy, co sprawia, że Tomek jest jeszcze bardziej
zdenerwowany. Nie wie, co powiedzieć dalej, zwłaszcza jeśli usłyszy jeszcze coś
o białym koniu. W końcu Kasia mówi:
„Dziękuje, Tomek. Dziękuję.”
Potem Tomek odwozi ją do domu, a ona kładzie się na łóżko i z udręką w duszy
płacze do świtu.
A Tomek wraca do domu, robi sobie kanapki, włącza telewizor i natychmiast
głęboko angażuje się w powtórkę meczu tenisowego między dwoma Czechami, o
których nigdy wcześniej nie słyszał. Cichy głosik gdzieś z tyłu umysłu mówi mu,
że coś ważnego działo się wcześniej w samochodzie, ale jest święcie przekonany,
że nie ma sposobu, by kiedykolwiek coś z tego zrozumiał, więc decyduje, że
lepiej o tym nie myśleć.
Następnego dnia Kasia dzwoni do swojej przyjaciółki i rozmawiają o całej tej
sytuacji przez dobre kilkadziesiąt minut. Analizują wszystko, co ona powiedziała
i co Tomek powiedział, przechodząc przez to raz za razem, próbując odkryć, co
oznaczało każde słowo i gest. Będą kontynuowały dyskusję na ten temat
tygodniami, a może i miesiącami, nigdy nie dojdą do ostatecznych wniosków, ale i
nigdy się tym tematem nie znudzą.
A Tomek zapyta kiedyś ich wspólnego znajomego:
„Ty, Adam, czy Kasia miała kiedyś konia?”
Kamil :)