$.E.L.F.I.S.H

 


   "Patrzę na ten świat mymi zmęczonymi oczyma. Przekrwione białka są najbardziej widocznym objawem mego rosnącego wycieńczenia. Jest dopiero dziesiąta rano, a ja już jestem skrajnie wyczerpany. A wokół - w tym chorym świecie - wszędzie pieprzeni egoiści! Nikt nikogo nie obchodzi, każdy chce coś urżnąć dla siebie. Kradną i kradną. Nigdy dosyć, a ten niedosyt jest apoteozą mojej osobowości, jest tą żałosną próbą wyrażenia samego siebie..."



   OK, dziękuję - to koniec tego nagrania. Marek, wyłącz projektor i zapal światło. Witam szanowną młodzież na moim wykładzie. Przejdźmy od razu do rzeczy. Moja diagnoza: człowiek implozywny. Dusi w sobie zatarte urazy i wyładowuje swoje emocje w niezdrowy, patologiczny sposób. Moi drodzy studenci, dzisiejszy temat to: "Rola zdrowego egoizmu w życiu i kontaktach na szczeblu społecznym". Panie Nowak, jaka jest moja polityka jeśli chodzi o dzwoniące telefony podczas zajęć? Proszę to schować. Dziękuję. A teraz posłuchajcie.

   Gdy rodzimy się jako mały człowiek, jesteśmy "z natury" egoistami. Dążymy tylko i wyłącznie do zaspokajania swoich potrzeb. Jeżeli tylko czegoś pragniemy, manifestujemy to głośnym płaczem. Jednak z czasem, to nasze ciągłe parcie ku zaspokajaniu własnych popędów zostaje stłumione przez rodziców. Coraz częściej mówią nam: "Nie wolno tego ruszać, to nie jest zabawka!", "Najpierw zjesz, a później będziesz się bawił" etc. Małe dziecko uczy się tłumić popędy. I to jest zdrowe. Jednak gdy dorastamy, rodzicom zależy przede wszystkim na tym, żebyśmy się liczyli z innymi ludźmi - słowem, żebyśmy nie wyrośli na tych (i tu cytuję naszego pacjenta) "pieprzonych egoistów". Ten rodzicielski (wynikający zresztą z miłości) zapał do stawiania zawsze innych przed sobą może powodować problemy w wieku dojrzałym. Do czego zmierzam?

   Otóż dziś, podczas tego wykładu postaram się zmienić Wasz sposób postrzegania egoizmu. Chcę wyplenić tak głęboko zakorzeniony w Was wstręt i niechęć do stawiania siebie na pierwszym miejscu w życiu. Już teraz, dla niektórych z Was brzmi to nieprzyjemnie. Mówię wprost: Egoizm jest zdrowy. Jest potrzebny i naturalny! Zaraz, chwila! Pan Borucki znowu spóźniony! Ma Pan tak przekrwione oczy, jak pewien implozywny jegomość. Dobrze, spokój już, spokój. Wróćmy do meritum.



   Społeczeństwo, religia, wszystkie autorytety tego świata wmawiają nam potrzebę poświęcania samych siebie dla innych. No, może jedynie Biblia tego nie mówi - to tylko my dzięki złemu ukierunkowaniu w dzieciństwie opacznie ją interpretujemy. Ale nie o tym chciałem powiedzieć. Motto dzisiejszych zajęć jest barbarzyńsko proste: ZATROSZCZ SIĘ O SAMEGO SIEBIE! Zanim zarzucicie mi egocentryzm, posłuchajcie.

   Większość problemów współczesnych ludzi wynika z ich niskiego mniemania o sobie. Ciągle są niezadowoleni, osiągane cele ich nie zadowalają, przepracowywują się goniąc za czymś nieokreślonym. Pomyśl. Jeżeli znasz swoją wartość, dbasz o siebie, to jesteś bardziej szczęśliwy. Wtedy takiego bardziej zadowolonego siebie możesz dać innym. Jeżeli skutecznie dbamy o zaspokojenie swoich potrzeb, jesteśmy usatysfakcjonowani, spełnieni. I wtedy CHCEMY zwrócić uwagę na innych. Wcale nie musimy, ale chcemy.

   Dziś, ci podłamani ludzie (stawiający siebie na ostatnim miejscu) wcale nie są altruistami! Nie zależy im na ludziach, tylko na opinii tych ludzi o nich samych. Często myślą: "jak ja wyglądam w oczach innych?". Natykamy się tu na paradoks - to ze stawiania siebie na końcu hierarchii wynika tak naprawdę egoizm! To ciągłe szukanie akceptacji u innych, stały brak poczucia własnej wartości jest dla nich sposobem na życie. Tak być nie powinno. Oni boją się zwrócić komuś uwagę, czy niezgodzić się z kimś tylko dlatego, żeby nie stracić akceptacji i uznania w oczach tej osoby. Tej akceptacji oni pragną, oni łakną jej na każdym kroku. Oczywiście jest to niemożliwe do zrealizowania. Stąd nawet najmniejsza uwaga, docinek powoduje u nich załamanie całego świata wartości (jest przyczynkiem depresji). Musimy zrozumieć, że każdy z nas ma STAŁĄ wartość jako człowiek. To, co ktoś mówi nie ma ŻADNEGO wpływu na twoją wartość jako człowieka! Jest to tylko subiektywna ocena. Możesz wstydzić się za swoje zachowanie, ale nie za SIEBIE. Musimy to wreszcie pojąć.

   Drugi paradoks - to ze zdrowego egoizmu wynika altruizm. Zatroszczyłem się o siebie - jestem szczęśliwy, teraz mogę pomagać innym. Nie oczekując niczego w zamian, nie szukając akceptacji. Mogę słuchać, a nie tylko mówić i mówić aby przyznano mi rację, aby podziwiano. To jest lek na całe zło - dbanie o siebie! Postaw siebie z przodu hierarchii, zaraz za Bogiem, a będziesz szczęśliwy. Ktoś powie - czemu nie na pierwszym miejscu? Cóż to temat na inny wykład, ale powiem tylko jedno zdanie: kontakt z niekończonością nie może mnie ograniczać - on może mnie tylko ubogacić (tu znowu kłania się opaczne zrozumienie ślepego posłuszeństwa. Tego Bóg od nas nie oczekuje - On chce działać RAZEM z nami. Nigdy nie postawił się w opozycji do człowieka - to my go tam umieściliśmy. To kolejny fałszywy mit wynikający z dzieciństwa i z tego, że religia służyła rodzicom jako środek wychowawczy). Teraz jednak najważniejsze: jak osiągnąć to szczęście?



   Metoda jest prosta: nie pędź tak przez życie. Kilka razy na dzień poświęć dosłownie MINUTĘ na modlitwę (albo refleksję, ćwiczenia, ciszę jeśli nie jesteś wierzącym). To doda Ci sił, naładuje Twoje baterie. Kilka razy dziennie pomyśl o tym, jak sprawić sobie pożyteczną przyjemność? Zadaj sobie pytanie: Co mógłbym TERAZ zrobić dla samego siebie? Hipotetyczna sytuacja, jako przykład: Mam 18 lat. Jestem w supermarkecie. Zauważam kasetę mojego ulubionego zespołu (Linkin Park). Będzie idealna do mojego kasetowego odtwarzacza w samochodzie. Kupiłem ją. Tyle tylko, że na parkingu zapomniałem o niej i wrzuciłem ją razem z innymi rzeczami do bagażnika. Przypomniałem sobie o kasecie dopiero jadąc samochodem. Musiałem się śpieszyć, bo ojciec potrzebował samochodu. Miałem dwa wyjścia: Poświęcić własną chęć posłuchania i gnać do domu (w poczuciu lekkiej krzywdy) albo zatrzymać się (łamiąc nakaz ojca), stracić trochę czasu i włączyć muzę. Wariant 1 - jadę na zbity pysk, mało brakowało do stłuczki z jakimś baranem w Volvo, a gdy wracam wreszcie do domu jestem rozdrażniony i krzyczę na wszystkich bez powodu. Wariant 2 - daję po hamplach, zatrzymuję się, wyciągam kasetkę i zapuszczam muzę. Pomimo pośpiechu muzyka działa na mnie jak balsam. Przepuszczam jakiegoś głupolca w Volvo i śmieję się z niego, a do domu wracam zrelaksowany i sypię żartami. Rozumiecie, droga młodzieży? Ustalcie sobie dzienny limit takich refleksji, ćwiczeń fizycznych, pytań, czy wreszcie modlitw. Np. pięć razy dziennie to tylko pięć minut z Twojego czasu! Zobaczycie, jak zrelaksowani będziecie - jak Wasi znajomi, rodzina odczują pozytywną zmianę w Was.



   Na koniec jeszcze jedna refleksja, moi drodzy. Nie tajmy przed kimkolwiek swoich pretensji. Wkurza Cię coś w rozmowie z jakąś osobą? Przerwij rozmowę i powiedz jej, co cię tak wkurzyło. Nie chowaj urazy, bo potem (może za dwa, trzy dni) z powodu zwykłej sytuacji nagle wybuchniesz. Zauważ, że ta osoba nie zrozumie, że tak naprawdę wkurzyła Cię wtedy, dwa dni temu. Gdybyś jej powiedział, co tak naprawdę Cię zdenerwowało byłaby zaskoczona - "To naprawdę taki drobiazg? Gdybyś mi wtedy powiedział, to nie zrobiłbym tego" Dlatego nie liczcie na to, że inni odgadną wasze pretensje - nie, w życiu tego nie zrobią! Mówcie od razu, co Wam leży na wątrobie, co was wkurza, irytuje i nie chowajcie tego w sobie.

   Tych, których zainteresował temat dzisiejszego wykładu odsyłam do książki: "Jedna minuta dla samego siebie" autorstwa Spencera Johnsona. No, droga młodzieży to wszystko co mam dla Was na dzisiaj. Pamiętajcie o tych przynajmniej pięciu razach dziennie - i bynajmniej nie mówię o seksie panie Nowak! I nie zapomnijcie, że w środę jest kolokwium z Freuda! Do widzenia, możecie iść. Sio!

aNomaLy

PS. O! Został Pan po zajęciach - to się rzadko zdarza. Coś kiepsko Pan wygląda. Dam Panu jedną radę i dowcip:

PS2. Poruszaj się trochę! Sport jest kopalnią endorfin!

PS3. Dwóch psychoanalityków rozmawia w szpitalnym korytarzu. Nagle widzą trzeciego - przechodzi obok i widząc kolegów po fachu mówi: -Dzień dobry! I przeszedł. Po chwili jeden mówi do drugiego: -Ty, ciekawe, co on chciał przez to powiedzieć?