DziEń ŚwiRa


Ludziom przydałby się czasem dzień wolny od życia. Św. Augustyn.


  Poranek. Mityczna pora dnia. Opiewany w mitach jako zwiastun budzącego się życia. Rodzenia się aspiracji, kreacyjnych mocy. Tylko, że dla mnie właśnie ów ból ich zrodzenia jest symbolem naszego trudu. Ta codzienność, ta periodyzacja życia to dla mnie po prostu wymyślna tortura. Zwłaszcza w tym kraju, gdzie rzeczywistość tak bardzo przypomina twórczość Gombrowicza, a zwykły poranny dźwięk budzika uderza jak kula wystrzelona z bliska w twarz.

_______________
_________________
__/______________\_BIPP!
__|__/_______\____|
__|__|/______\|_.__|_BIPP!
__|__||_6 : 30_||_.__|
__|__|\______/|__._| BIPP!
__|__\_______/____|_____
__|___.....____casio_|_____/
__\______________/_____/
______________________/|
_____________________/_|
____________________/__|
_______________________
_/___(__________\____\
_|___(/\/\/\/\_|_|____|
_/____|__^__^__\/____|
_|____|__X__<__|>____|
_|____\___/\___|______|
_|_____\_______)__ZZZZZ..
_/_____\__(X)__|______|
_\______\_____/____/
___|____/_____\____|
___|___/__<>.__\_OUCH!!
___|__/_/_____\_\__|
___
|_/_/_______\_\_|
_______________________
_/___(__________\____\
_|___(/\/\/\/\_|_|____|
_/____|__\__/__\/____|
_|____|__$__O__|>_|GET UP NYGGA!|
_|____\___/\___|__|GET UP, GET UP..|
_|_____\_______)____//
_/_____\__(O)__|_____|
_\______\_____/____/
___|____/_____\____|
___|___/__<>.__\___|
___|__/_/_____\_\__|
___
|_/_/_______\_\_|

  Świadomość wraca i wypycha z głowy to, co było marzeniem sennym. Apodyktyczny Tyran każe działać. Ten Tyran ma na imię Rzeczywistość. Muzyka Linkin Parku ("In the end") działa uspokajająco na wciąż rozdrażnione zmysły. Te trzy godziny snu były jak katharsis. Czyż chwila, gdy śpiewamy pod prysznicem nie jest najlepszą autoterapią naszej jaźni? Jeszcze mokry odczułem głód. Przy śniadaniu nie czytam gazet, nie oglądam telewizji, nie karmię się tą medialną papką. To chwila tylko dla nas - dla rodziny. To nasza własna enklawa spokoju. Przecież każdy z nas oprócz kanapek, ma jeszcze cały nadchodzący dzień do przetrawienia. "I gdy patrzę w Twe oczy zmęczone jak moje" - pomimo trwającej rozmowy słowa znanej piosenki kołaczą się w mojej głowie. I już tylko ostatni kęs, ostatni łyk i trzeba wracać do tego zwariowanego świata. Czas iść do szkoły. Na klatce schodowej wpadam na nieznajomą dziewczynę. Już pierwsze spojrzenie przynosi ekstatyczne doznania. Była piękna. Zjawiskowo piękna. Gładka, zdrowo opalona cera, spięte w kucyk, ale pomimo tego lekko rozwichrzone blond włosy. Takie dziewczyny widujesz na okładkach kolorowych magazynów. Do kogo przychodzi tak wcześnie? Czy też może lepiej - po co? Uśmiecha się do mnie i pyta: -"Czy mógłbyś mi pomóc?" W pierwszej chwili pomyślałem o niezwykle ciepłej barwie jej głosu - taki głos mają zwykle przedszkolanki. Ocknąłem się jednak szybko i powiedziałem: - "Yyyy.. Tak, jasne że tak." Ona, troszkę onieśmielona wrażeniem jakie na mnie wywarła (kobiety wyczuwają takie rzeczy) odparła po chwili: -"Chodzi o tą klatkę schodową... Jestem tu pierwszy raz..." O jaką klatkę? - pomyślałem. Mówię do tego Anioła: -"Śmiało - mów o co Ci chodzi!" A ona nadal taka niewinna, taka onieśmielona mówi:

___ _________________________.__________
_____/__________)__________ _(__________\ ____/__/\/\/\/\/_|KTÓRĘDY|__(/\/\/\/\_|_| __ ___(_/|__^__^_|__|NA GÓRĘ? |._ |_^_ _^.__ \/ __<><|__o__o_.|___//_________|__O__O__ |> _/_/._|____>___| ___________.__ \___/\___|
(_)___|_______._|____________.__\________)
______\___V___/________________\__@___/
_______\_____/__________________\_____/
________\___/____////------------.__/_____\
______/_______\___________.__.__/__<>__\
_____/__/_69_\_\______________/_/_.___\_\
____/__/______\_\____________/_/___.___\_\
 

  Jak bańka mydlana, jak mit o szklanych domach pękł wrzód mego dla niej uwielbienia. Coś takiego zdawało się mieć miejsce jedynie w groteskowych dowcipach o blondynkach. Jednak co tam - pokazałem jej schody nieco tylko schowane za nośną ścianą i poprosiłem o numer telefonu. Zapisała go na mojej dłoni. Okazało się, że ma na imię Samanta. Moją głowę nawiedziła refleksja o kryzysie nazewnictwa w tym kraju.

   Czasami coś w nas umiera i nie chce zmartwychwstać. Tak było z moim zapałem do przebywania w budynku szkolnym. Nic się nie działo! Stagnacja, abulia i trawiący polski system szkolnictwa rak. Przetrwałem te osiem godzin jedynie dzięki książce ukrywanej skrzętnie pod ławką. I chyba tylko niezobowiązujące rozmowy ze współtowarzyszami męki trzymały mnie w ryzach resztek samoświadomości. Gdyby wtedy ktoś zapytał mnie, jak mam na imię, to słowo daję - miałbym poważne problemy z udzieleniem odpowiedzi. I tylko epizod z długiej przerwy dał mi minimalną dawkę humoru. Młodszy o jakieś cztery lata kumpel z osiedla opowiadał coś o swojej siostrze, która także chodziła do naszej szkoły. Zaczął: -"O! Siemasz stary. Słuchaj, Anka chyba uważa, że jestem wścibskim chamidłem i że ciągle wtrącam się w jej sprawy..." Pytam go: -"Tak ci powiedziała?" A on na to:


________________________________________
______________________________(__________\
_____\_|_|_|_|_/_|NIE,|_________(/\/\/\/\_|_|
_____|__^__^__|_|NAPISAŁA W|___|__^__^_\/
____<|__P__P__|_|SWOIM |_______|__$__$__|>
_____|____|___|_|PAMIĘTNIKU!|__ _\___/\___|
_____|_______/____//____________\_______)
_____ \__\_/_/___________________\__\_/._|
______\_____/____________________\_____/
_______\___/_____________________/_____\
_____/_______\__________________/__<>_._\
____/__/_X__\_\________________/_/_____\_\
___/__/______\_\______________/_/_______\_\

  Ale oto największa dziś dawka endorfin - koniec zajęć. Te pieprzone trzydzieści metrów sprawia, że autobus jest tylko czarną chmurą dymu powoli rozpływającą się na zakręcie. Na przystanku dostrzegam znajomą z osiedla. To Marta. Niegdyś wesoła nastolatka, lubiła czytać filipinki, zaś sen z powiek spędzały jej nowe tipsy i farba do włosów. Wiele zmieniło się w jej życiu od momentu gdy po raz pierwszy zaszła w ciążę i została mamą. Dziś dwudziestoparolatka. Mimo kiepskiego nastroju postanawiam trochę pogadać - tym bardziej, że słyszałem o jej kłopotach. Okazało się jednak, że to Marta pierwsza się odezwała: -"Cześć!" - powiedziała jakby nadal była tą nastką sprzed lat. -"No cześć. Słuchaj, słyszałem że się rozwodzisz z Markiem. To prawda?" Szybko i krótko (jakby rozmowa o tym sprawiała jej ból) powiedziała: -"Tak". Ale ja chciałem wiedzieć więcej - z czystej sympatii do nich. Nie wiem, może liczyłem na to, że tylko chcą odpocząć od siebie? Zapytałem: -"Ale co się stało?" Jej bariera milczenia została nadłamana: -"Nic się nie STAŁO. Z resztą to ON chce się rozwieść, a nie JA. Twierdzi, że nadal jestem dzieckiem, niczym się w domu nie zajmuję i mam wszystko gdzieś..." Jej odpowiedź uwypukliła od dawna ewoluujący konflikt, który zajmował całą przestrzeń życiową ich małżeństwa. Ratowałem sytuację: -"Ale przecież macie dzieci, prawda?" A ona na to:


___________________________________________
__/___________\_________________(__________\
_/__/\/\/\/\/\_\________________(/\/\/\/\_|_|
_|__|__~__~__|__|_|TAK, TROJE.|____|__^__^__\/
_|__|__o__o__|__|_|ALBO CZWORO?!|_|__O__O__|>
_|__|____^___|__|____//___________\___/\___|
_|__|________|__|__________________\_____.__)
_\__)____@__(__/__________________.\______/
__\__\______/_/____________________\_____/
___\__\____/_/_____________________/_____\
____/________\____________________/__<>___\
___/__/_USA_\_\__________________/_/_____\_\
__/__/_______\_\________________/_/_______\_\

  Zaczynałem rozumieć genezę kryzysu. Milczeliśmy do przyjazdu autobusu. Podróż tym środkiem lokomocji z przerażającą frekwentywnością okazywała się być traumatycznym przeżyciem dającym się porównać jedynie z procesem Józefa K. u Kafki. Ale pocieszałem się myślą, że zaraz zadzwonię do pewnej blondynki o obco brzmiącym imieniu. W drodze do domu spotkałem moją sąsiadkę - panią Nowak. Starsza już kobieta, zgwałcona psychicznie nieudanym małżeństwem, bywała mocno nieprzewidywalna (na ten patologiczny sposób). Jej postrzeganie świata najlepiej obrazuje sinusoida. Raz pogodna, miła, uczynna (pożyczająca cukier i tabletki etopiryny) czasami zmieniała się w wampiryczną zołzę przypominającą tą literacką lichwiarkę Dostojewskiego (ofiarę Raskolnikowa). Na odległość nie sposób było rozgryźć aktualnego stanu współczynnika "fuck off" w jej morfologii. Zaryzykowłem mówiąc: "Dzień dobry, pani Nowakowa!" I chyba trafiłem na Jeckylle'a a nie Mr. Hyde'a, bo usłyszałem:


_________________________________________
_______(_)_____________________(__________\
____/__________)_______________(/\/\/\/\_|_|
____(__)^__^__|___|CHCESZ|______|__^__^__\/
____
(_/_O--O__|___|ORZESZKÓW?|_|__O__O__|
_____|____(___|____//___________.\___/\___|
_____
|________)__________________\_______)
_____\__\~~/_/_______________.___\__\O/_|
______\_____/_____________________\_____/
______
_\___/______________________/_____\
_____/_______\___________________/__<>_._\
____
/__/____\_\_________________/_/_____\_\
___//______\_\_______________/_/_______\_\

  To była tak zwana propozycja nie do odrzucenia. Bałem się spazmu gniewu mogącego wyniknąć z jej odrzucenia. Poza tym - na szczerbate głuptaki - uwielbiam orzeszki! Nastąpił okres około pięciominutowej rozmowy o lewniwym mężu, o dokuczliwych żylakach - słowem o całym klaustrofobicznym świecie tej kobiety. Zwykła rozmowa była tym, co zawsze mogłem jej od siebie ofiarować. Wtem spostrzegam, że w toku tej kwasi-celowej konwersacji (która bardziej przypominała monolog) dosłownie wyjadłem tej kobiecie wszystkie orzeszki! Mówię więc: -"Pani Nowakowa - przepraszam że przerywam - ale zdaje się, że wyjadłem pani wszystkie orzeszki - może skoczę do sklepu i je pani odkupię? Ona zaś fakt wyjedzenia przyjęła ze stoickim spokojem i (pamiętam do dziś każde słowo) powiedziała:

_________________________________________
_______(_)_____________________(__________\
____/__________) |NIE PRZEJMUJ|_(/\/\/\/\_|_|
____(__)^__^__|_ |SIĘ. JA I TAK|__|__^__^__\/
____
(_/_O--O__|_ |NIE MAM |______|__X__X__|
_____|____(___|_ |ZEBÓW |_______.\___/\___|
_____
|________)_ |I TYLKO|_____.__\_______)
_____\__\~~/_/_ |OBLIZUJĘ|.______\__\O/_|
______\_____/___|Z NICH|__________\_____/
______
_\___/____|CZEKOLADĘ..|_____/_____\
_____/_______\____///____________/__<>_._\
____
/__/____\_\_________________/_/_____\_\
___//______\_\_______________/_/_______\_\

  Kiedy dwadzieścia sekund później myłem zęby, przypomniało mi się o telefonie który miałem wykonać. Mówienie będzie raczej trudne z taką ilością pasty w ustach... Tfu! OK. Dzwonię. Pick it up, pick it up... Nic z tego - zgłasza się poczta (albo jest fucktycznie zajęta, albo to ten damski trik z BraVo GiRl - "jak mu zależy to zadzwoni znowu"). Nic z tych rzeczy - wolę się nagrać. Mówię więc tym radosnym odcieniem głosu, że chętnie spotkałbym się z nią w kinie, albo na kręgielni. Teoria wpływu głupich gazet na nastolatki zdaje się mieć odzwierciedlenie w rzeczywistości - już po czterdziestu sekundach (sic!) dostaję sygnał, a po trzech minutach smsa: "Spotkajmy się o 16.00 przed centrum handlowym".

  Podziwiam kobiety. Zwłaszcza ten ich wrodzony, atawistyczny talent do opróżniania męskich kieszeni. Zjawiła się punktualnie, na wstępie wyjaśniając swe zamiary: "Chodźmy zrobić zakupy!". Powiedziała to tworząc dołeczki w policzkach i z tym swoim jakże charakterystycznym ruchem rzęs. Wewnątrz była piekielnie szybka. Widać było, że sklepowa dźungla jest jej środowiskiem naturalnym. Zostawałem trochę z tyłu z miną mniej więcej taką, jaką ma młody szympans, który dopiero uczy się korzystać z lian. Nagle tracę kontakt wzrokowy, ale słyszę jak mnie woła: -"Chodź tutaj! Zobacz jakie kapelusze!" Chciał nie chciał podbiegłem i moim oczom ukazuje się Samanta z tym czymś na głowie. Jeszcze roztrzęsiona, jeszcze podniecona pyta mnie: -"I jak w nim wyglądam? No, Dziubuś - powiedz coś?!" Tego "Dziubusia" wyjaśniłem sobie jej podekscytowaniem. W jakimś intuicyjnym przeczuciu przelotnie spojrzałem na stoiskowy szyld - rozwiał wszelkie moje wątpliwości. Spokojnie wyjaśniłem:


___ ___________________________.__________
_____/__________|____________ _(__________\ ____/___________|_ |SAMANTO,|__(/\/\/\/\_|_| __ ___/____________|_||CHYBA CIĘ| ._ |_^_ _^.__ \/ __/_____________|_|ZMARTWIĘ.|___|__O__O__|> ___/_/|____>___| _|TO JEST|.______ \___/\___|
__(_)..|_______._|_|STOISKO|_____._\________)
______\___V___/ |Z ABAŻURAMI|____\__@___/
_______\_____/__________\\________\_____/
________\___/____////------------.____/_____\
______/_______\___________.____.__/__<>__\
_____/__/_69_\_\________________/_/_.___\_\
____/__/______\_\______________/_/___.___\_\
 

  Po zakupach zjedliśmy kolację i deser w restauracji, w której nawet mleczny shake kosztuje dychę... Nie zrozumcie mnie źle - było fajnie a mój sarkazm nie wynika ze skąpstwa - ja mam po prostu taką naturę. W końcu powiedziała: "Chodźmy do mnie. Chcę Ci pokazać jak mieszkam". Był piękny wieczór. Dotarliśmy na miejsce doscyć szybko. Okazało się, że mieszka całkiem blisko mnie w jednym z tych nowo wybudowanych, pstrokatych wieżowców (gdzie oprócz klaustrofobii i lęku wysokości łatwo o schizofrenię). Wspominała już wcześniej, że mieszka na drugim piętrze, więc gdy weszliśmy do windy pytam ją: -"Na drugie?" -"Krystyna" - odpowiedziała. Gdy tylko zrozumiała właściwy sens mego pytania (co zajęło chwilkę i wymagało mojego spojrzenia w stylu: "Dziubusiowi nie o to chodziło") sama wcisnęła przycisk z naklejoną kalkomanią w kształcie dwójki. Nagle coś (jeszcze nie wiedziałem, co) zwróciło moją uwagę. Przejrzałem rejestr moich zmysłów i doszedłem do wniosku, nie! byłem pewien - słyszałem muzykę. A to za sprawą głośnika w windzie! Takie mechanizacyje wymyślili! Co prawda były to raczej sztampowe rytmy i loopy jak z taniej tajskiej knajpy, ale zawsze. Po chwili (akurat gdy przestałem przygłądać się głośnikowi) winda stanęła. To były dwie sekundy. Start-2 sek-stop! Czy to jedno z tych osobliwych zrządzeń losu, po których już wiesz - tak - to z nią chcę spędzić resztę życia (lub wręcz odwrotnie)? Nie, to tylko na pierwszym piętrze dosiadł się jakiś podstarzały jegomość o aparycji rosyjskiego oficera KGB. Miał przy sobie papierową torbę (taką dużą, jak na zakupy). O dziwo facet (autentycznie) nadmuchuje ją i z nieco szaleńczą facjatą mówi do mnie:


________________________________________
______________________________(__________\
____/__________) |JAK MYŚLISZ?|_(/\/\/\/\_|_|
____(__)\__/__|_ |WYSTARCZY|__._|__^__^__\/
____
(_/_X--O__|____|CI|_________.|__O__O__|
_____|____(___|_ |POWIETRZA? |__.\___/\___|
_____
|_.____.__)____ //_________.._\_______)
_____\__\~~/_/_ .________________\__\O/_|
______\__.__/_____________________\_____/
______
_\___/______________________/_____\
_____/_______\____/______________/__<>_._\
____
/__/____\_\_________________/_/_____\_\
___//______\_\_______________/_/_______\_\

  I już miałem zareagować zgodnie z kanonami krav-magi (choć byłyoby to trudne na tak małej przestrzeni windy), ale oto Samanta powstrzymuje mnie i na drugim piętrze (2 sek) oboje spokojnie i na lajcie wysiadamy. Dopiero potem Samanta wyjaśniła mi, że ten gość to jej sąsiad i że on zawsze czatuje pod windą (niezależnie od pory dnia) mało tego - zawsze robi ten sam numer. Gee - Freud miałby pacjenta - przeszło mi przez myśl. Samanta chyba odczytała (zresztą czytała we mnie jak w książce) że się temu dziwię i powiedziała: -"Do wszystkiego można się przyzwyczaić". "Lecz przyzwyczajenie jest glebą dla patologii" - odpowiedziałem, ale w myślach, nie na głos.

  Jesteśmy. "We're in" - chciałoby się zameldować. Mieszkała zwyczajnie, razem ze swoją ciotką, która teraz akurat była u rodziny. Usiedliśmy przy stole, ona (ale nie ciotka;)) poszła po coś do picia. Ja zająłem się muzyką - o dziwo znalazłem (obok płytoteki Britney) zakurzoną płytkę, na której był jeden utwór Linkin Parku. To jedna z tych bonusowych płytek dodawanych do gazet. Trudno było podejrzewać Samantę o taki gust muzyczny. Ta twórczość Chestera i reszty chyba fucktycznie pobudza szare komórki, bo gdy tylko dziewczyna pojawiła się w drzwiach olśniło ją. Upuściła szklanki, które niosła (akurat przy słowach: "I've put my trust in you, push it far as I can go" i pod działaniem bullet time'u ofkoz) - błogosławiony nietłukący arcoroc... -"O jejku!" - wykrzyknęła niewiasta podczas wychodzenia z bullet time'u. To "O jejku" było w jej ustach odpowiednikiem soczystego "Bliat!", jakie wypowiada nieogolony Rosjanin kiedy dowiaduje się w sklepie, że nie ma już wódki. -"Przecież ja mam jutro sprawdzian z granic!" - wykrzyknęła. (dla niewtajemniczonych wyjaśniam - chodzi o matematykę). Ja, widząc jej przerażenie i zarazem czując się współwinny (w końcu to przez nasze randez-vous zapomniała) zaoferowałem swoją pomoc. Po dość długich tłumaczeniach, Samancie udało się pojąć, że:

lim_____1________=oo (nieskończoność).
x->8__x - 8

Żeby się upewnić, czy dobrze zrozumiała granice niewłaściwe, zadałem jej tylko nieco zmienione, ale w gruncie rzeczy to samo zadanie:

lim_____1___
x->3__x - 3

Jej odpowiedź:" = |_|_| " (czyli jakby "leżąca" trójka). Skojarzyło jej się z "leżącą" ósemką, czyli symbolem nieskończoności. Gdy to zobaczyłem, przed moimi oczami ukazał się widok wybitnego matematyka - Maxa Cohena, który w przypływie frustracji przyłożył wiertarkę do skroni i nacisnął przycisk (kto oglądał film "Pi - 3.14" ten wie o czym mówię). W końcu jednak (1.15 am) Samanta zdołała wyzwolić matematyczne moce swego chi i pożegnaliśmy się. Musiałem wracać do domu, bo oto czekała zaplanowana przez Matkę Naturę noc. Ta periodyzacja życia to dla mnie po prostu wymyślna tortura. Zwłaszcza w tym kraju, gdzie rzeczywistość tak bardzo przypomina twórczość Gombrowicza, a zwykły poranny dźwięk budzika uderza jak kula wystrzelona z bliska w twarz.

   aNomaLy

PS. Gdzieś w Afryce żyje Emu, a ja żyję w Polsce - czemu?

PS2. A tak naprawdę kocham ten kraj. Polsko, pozostań Polską. I tylko zbędnego balastu korupcji postaraj się pozbyć.

PS3. Oczywiście nie wszystkie przedstawione tu wydarzenia były realne, znaczna część jest literacką fikcją. Czytajcie, śmiejcie się, zmuszajcie się do refleksji. Jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistych osób i zdarzeń jest przypadkowe i niezamierzone.

PS4. Niech żyje Guuus-Fraba! (kto widział "Dwóch Gniewnych Ludzi" niech gusfrabuje wraz ze mną!)