HoW CaN I LiVe WitHouT YoU?

 

   On nie da rady. Odczuwałem to każdym zmysłem, to było sensualnie widoczne. Znów ten sam wyuczony, atawistyczny, utrwalony chemicznie odruch opróżniania strzykawki przejął nad nim kontrolę i sterował nim. Spóźniłem się. A jemu cały świat skurczył się do tej jednej iniekcji, do tego mimetycznego momentu ulgi. Cały drżał. Teraz był gdzie indziej - w bezbrzeżnej utopii jaźni, w egzystencjalnej arkadii, w prywatnym raju.



   Patrzę na niego - jest dziwnie spokojny - ale dopilnuję żeby nie zadławił się własnymi wymiotami. Heh, pamiętam go silnego, zdrowego i żałuję że to było tak dawno. Na drugim roku. Bardzo skryty, indywidualista, introwertyk ale przecież tak potrzebny światu. Najlepszy na wydziale. Godzinami czytywał Kafkę, Kesey'a, Freuda. Wpatrywał się we fraktalny twór Mandelbrote'a. Czuł za nas wszystkich. Głęboko wierzący. Hmm. Wielu młodych próbuje dla szpanu, bo tak jest modnie, bo tak - wydaje im się - urosną w oczach innych. On brał, bo chciał zjednoczenia z Absolutem. Nazywał to bólem egzystencjalnym. Twierdził, że nałóg jest skutkiem ubocznym, że to obol płacony za zdolność myślenia. Czasami mnie przerażał, choć przecież znałem go lepiej niż inni. Pomagał nam lepiej żyć. W rozmowie z nim doznawałeś katharsis. Odczuwałeś rezonans jego słów w sobie. Czekam.



   Po około kwadransie i przetrawionych 200 mg był innym człowiekiem. Nie doznawał wizji, on doznawał ulgi. Spłycony. Tabula rasa. Ocean jego osobowości można już odmierzyć łyżeczką. Gdybym wiedział, nie pojechałbym na te warsztaty. Spóźniłem się. Tracę go. Gdzie Ci cholerni lekarze?! I tylko nie przestawaj oddychać, słyszysz?!



   To był mały pogrzeb wielkiego człowieka. Czułem jego obecność. Urodzony nie po to, by żyć. Wspomnienie o Nim powraca jak Nemezis. Był mi światełkiem i zgasł w biały dzień. A ja tu jestem. Niemy świadek tego gasnącego życia. Chcę Ci coś powiedzieć - Tobie który to czytasz. Marzy mi się utkwić w Twojej świadomości. Uczepić się jak tasiemiec Twojej jaźni. Być rakiem trawiącym Twoją chęć sięgnięcia po narkotyk. Powiem któtko: NIE rób tego. Bo skarłowaciejesz szybciej niż myślisz. Z wartościowego człowieka którym byłeś metamorficznie przeobrazisz się w rzężącego flegmą psa. Z kopalni uczuć zmienisz się w biedaszyb dekonceptualizacji. Zażywasz - przegrywasz. Śmieszy Cię to, prawda? Mnie nie.

   aNomaLy

PS. Cave ne cadas - niech te słowa zawsze brzmią w twych uszach.
PS2. Śpieszmy się kochać ludzi. Tak szybko odchodzą.

Czy zdecydujesz się na zaznaczenie tego pola? Podejmij decyzję:


Nie, dziękuję. Ja nie biorę.