.::Stwórz sobie... Religię? - polemika::.

Radzę zapoznać się z artem Ghaela z AM64 - Stwórz sobie... Religię?


 Religia w ActionMagu jest tematem zawsze świeżym i dobrze schodzącym. Wystarczy swoje wypociny zatytułować "Bóg - czy on istnieje?", "Spowiedź ateisty" i już możemy cieszyć się zainteresowaniem czytelników. Dobrze jest kontrowersyjnie zacząć, aby czytelnik nie uciekł po przeczytaniu kilku pierwszych zdań. Imć Ghael w ostatnim numerze podjął się próby napisania takiego tekstu, który oddawał by jego poglądy na sprawy Boga i religii. Chęci ani talentu autorowi nie brakuje, brakuje mu natomiast czegoś co jest niezbędne przy pisaniu artów na tego rodzaju tematy - rzetelnej wiedzy.

"Tak więc był sobie Jezusek, Mahomet, Budda, ktokolwiek (…)(…)(…) i w ten sposób zbawił świat."  Jezusek? Może odrobina szacunku dla wyznawców tej religii? Ach nie, przepraszam to była modna ostatnio prowokacja, żadna tam obraza uczuć religijnych. Budda nie zbawiał  świata. Ale to nie błąd merytoryczny to tylko takie małe uogólnienie żeby tekst zaczął się mocnym wejściem. Budda podał tylko zbiór praw moralnych jakimi powinien kierować się człowiek. W swej pierwotnej formie buddyzm nie uznawał żadnych bóstw. Przykładne życie miało przerwać łańcuch wcieleń i pomóc w osiągnięciu nirwany. Mahomet był twórcą islamu i nie zbawił świata co najwyżej objawił mu prawdę. Zbawcą świata dla muzułmanów ma być natomiast Mahdi -  wysłannik Allacha. Te oto mocno spłycone informacje znajdują się w byle jakiej encyklopedii, więc dziwi mnie jeszcze mocniejsze spłycenie doktryn religijnych tych największych nurtów. A Jezus rzeczywiście zbawił świat.

"Skąd mamy wiedzieć czy to wszystko nie jest fikcją – ktoś mi odpowie – prywatna sprawa, wierzyć czy też nie, ale mnie od długiego czasu gnębi to, czy ludzie potrzebują Boga i czemu mamy wierzyć w tę czy inną religię." Na te pytanie Ci nie odpowiem, ponieważ nie znajdziemy na to stuprocentowych dowodów. Kwestia wiary, że tak stwierdzę banalnie. Ty decyzję już podjąłeś - zastanawia mnie tylko czy do niej dojrzałeś. Bowiem twoja wiedza na temat religii chrześcijańskiej jest śmiesznie mała. Czy nie odrzuciłeś jej przypadkiem nie zdając sobie sprawy co przekazuje. Czemu wierzyć w tę religię? Nie mam pojęcia. Jan Paweł II napisał w jednej ze swoich encyklik (zaczynam Go cytować dopiero po śmierci - moda, hipokryzja?), że wszyscy zmierzamy do Boga, tylko różnymi drogami. Myślę, że jest to zdrowe podejście do tematu wyboru religii. Przede wszystkim nie powinna się ona kłócić z moralnością człowieka.

W dalszej części zaczynasz od historii o Mojżeszu, który z pomocą boską zniszczył egipskie wojska. Tu racjonalne wytłumaczenia nie zdają egzaminu. W religii zresztą nie można na siłę szukać racjonalizmu nie podkopując jej podpór. Piszesz "...dzieci są uczone o rozstąpieniu się wód, tak więc nierozsądne i dziecinne było by zmienianie zdania w zależności od sytuacji – albo symbolika, albo fakt." Spróbuj temu ośmioletniemu dziecku wytłumaczyć symbolikę  wydarzenia. Wytłumacz mu, że woda symbolizowała obmycie z grzechu, a zatopienie Egipcjan odcięcie się Izraelitów od niego. Dla dziecka dalej będzie to jedynie historia o morzu, które się rozstąpiło. Dziecko zaraz potem i tak pójdzie delikatnie zakomunikować wujkowi, że nie chce roweru na I Komunię, tylko nowe DVD z masą fajnych opcji. A Mojżesz może sobie dalej wywoływać cuda. "Stare kroniki, jak możemy się przekonać z kronik Galla Anonima, miały równie wiele przekłamań co prawd historycznych" Taka mała dygresja. Kronika Galla Anonima była pisana na książęcym garnuszku, więc głupio powoływać się na nią jako na wiarygodne źródło historyczne. Owszem Gall pisał w miarę wiarygodnie, lecz nie mógł napisać wielu niewygodnych rzeczy. Na historii można też uważać, nie tylko na religii.

Dalej mamy podważanie historii o gorejącym krzewie (symbolika!). I oczom ukazuje się konkluzja "liczy się dla was mistycyzm wiary – ja natomiast niczym niewierny Tomasz jestem realistą – nie uwierzę, póki nie zobaczę" . Wiara łączy się z mistycyzmem to prawda. Wierzę w wiele rzeczy, które nie posiadają rzeczywistych podstaw. I ta więź mnie zadowala. Nie pobiegnę natomiast palić czarownic i śpiewać hymny na cześć pewnego Radyja. Nie zagłosuję na partię, która chce na szczycie władzy państwowej postawić Jezusa Chrystusa. Nie wiedzieć czemu religię kojarzysz z zacofaniem i zabobonem. To nie kot przebiegający drogę czy przejście pod drabiną. Kościół idzie z duchem czasu. Popełniał błędy, wypaczał prawdy wiary, hamował postęp, z tym już koniec. Dalej sprzeciwia się eutanazji czy aborcji, ale nie on wymyślił "Nie zabijaj" pod każdą postacią. Nie uwierzysz, póki nie zobaczysz? A co z teorią względności Einsteina, jak na razie jest średnio przydatna i jej praktycznych zastosowań nie zobaczymy przez najbliższe kilkaset lat. W nią jednak wierzysz, bo opiera się na "potędze" ludzkiego rozumu i wzorach matematycznych. Niby złe porównanie? Może, w każdym razie obrazowe.

Dalej "cytujesz" ewangelię „błogosławieni niech będą ci, którzy nie ujrzeli a uwierzyli” . Twierdzisz, że musimy wierzyć temu "na słowo"? Celowo przedstawiasz tylko jedną stronę medalu (być może drugiej nie znasz?), aby ustawić treść artu w odpowiednim świetle. Przytaczasz argument: "A ciało Jezusa mogło zostać wykradzione z grobu przez jego uczniów, którzy chcieli uwiarygodnić słowa swego mistrza." . Ta plotka została opowiedziana przez żołnierzy rzymskich przekupionych przez żydowskich dostojników kościelnych. I nie przemawia tu przeze mnie antysemityzm czy ślepa wiara, a fakty historyczne. Żołnierze zostali wyznaczeni do pilnowania grobu Chrystusa aby zapobiec ewentualnej kradzieży ciała. Rozpuszczają jednak plotkę o wykradnięciu ciała przez uczniów kiedy zmorzył ich sen. Co przemawia za tym, że wręczono im łapówkę? W armii rzymskiej zaśnięcie na posterunku karane było śmiercią jak niewypełnienie każdego rozkazu. Wielkość sumy również musiała być znaczna skoro ryzykowali własnym życiem gdyby plotka dostała się ona do namiestnika. Gdyby nie pieniądze, prędzej opowiedzieliby historię o niebiańskich hufcach schodzących z niebios wyswobodzić króla żydowskiego, aby uniknąć kary. Plotka o wykradnięciu ciała jest niewiarygodna również z powodu dostania się do grobu. Resztki grobu, które zachowały się do dziś wskazują na to, że kamień zamykający wejście był znacznych rozmiarów. Kilku dorosłych mężczyzn trudziłoby się z nim około 20-30 minut. Dokonać tego nie budząc strażników?

"Taki sam przypadek mamy w religii buddyjskiej – Dalai Lama..."  - może się czepiam ale Dalai Lama jest zwierzchnikiem buddyzmu tybetańskiego, który nie jest tym samym. Przytaczasz teraz opis wyboru przywódcy duchowego tej religii. Przytoczona przez Ciebie jest tylko piękna legenda. Bowiem te dzieci są starannie selekcjonowane i wybór nigdy nie jest przypadkowy. Mnisi szukający tego dziecka spełniają rolę kardynałów katolickich wybierających papieża podczas konklawe.

I na koniec:  "Po prostu odbębnić i dać sobie spokój. I teraz zwracam się do tych właśnie osób – czy warto żyć w takiej bezuczuciowej machinie? Należałoby wybrać – odrzucenie wiary bądź wzmocnienie więzi z nią, bo takie pasywne, neutralne trwanie do niczego nie prowadzi." . Zgadzam się w pełnej rozciągłości z tym zdaniem. Nie ma nic gorszego niż obojętność. Wolę wybrać źle i mieć mniej lub bardziej świadomy udział w swojej klęsce, niż stać bez ruchu i zginąć na koniec, nie deklarując żadnej przynależności. Być niesionym ku wodospadowi prądem własnego wyboru, niż zaniesionym do niego wiatrem obojętności.

Nie mnie kwestionować wybór Ghael'a i nie mnie nawracać na "jedyną i słuszną drogę". To jednak zbyt ważna kwestia aby wybór był pochopny. Radzę też zapoznać się z nauką kościoła (niekoniecznie katolickiego) na trochę głębszym poziomie niż "bądź dobry". Wszyscy zmierzamy do Boga różnymi drogami.

Mam nadzieję...


citizen paul 

PS. Nie jestem żadnym ortodoksem czy krzyżowcem. Nie zgadzasz się z treścią arta? - email bądź polemika na łamach AM.