Ten kamień, który w sercu noszę pozostaw mi Panie...

Wysłuchaj mnie, być może już nigdy nie otworzę się tak bardzo...
Witaj, Przyjacielu. Jak wiele czasu minęło od naszego ostatniego spotkania? Gdy rozmawialiśmy po raz ostatni nie wiedziałem, że tak długo przyjdzie nam czekać. Zacząłem tracić nadzieję, wiesz? Przez ten czas wiele się działo, wiele rzeczy uległo zmianie. Niestety nie wszystkie zmiany okazały się przebiegać tak, jakbym chciał by przebiegały. Na niektóre wciąż czekam, wciąż jeszcze liczę na to, że będzie... nie mogę powiedzieć, że lepiej, ale... inaczej. Tak, chciałbym i bardzo na to czekam, żeby było inaczej. Tylko trochę, niewiele.
Czułem, że coś jest źle, że wstępuję do świata, w którym będzie mi ciężko trwać. Nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego, że zupełnie nie potrafię w tym świecie się odnaleźć. Brnąłem przed siebie jak ślepiec. Próbowałem sięgać po rzeczy, których zdobycie nigdy nie było dla mnie przewidziane. Sądziłem, że tak trzeba. Bywało, że pozwoliłem się oszukać i dawałem sobie wmówić, że to jest świat idealny dla mnie. Postępowałem w sposób dla mnie nienaturalny i myślałem, że robię dobrze. Godziłem się na rzeczy, na które nigdy godzić się bym nie chciał. Godziłem się, bo myślałem, że tak trzeba.
Nie, trzeba było zupełnie inaczej, pomyliłem się. Dlatego dzisiaj tu jestem i Ty o tym wiesz.
Brakowało mi Cię, mój Przyjacielu. Wiesz, ja chyba nawet zapomniałem jak to jest mieć Cię przy sobie. Zapomniałem o Tobie, zapomniałem kim jesteś i jaki jesteś. Zapomniałem Ciebie. Bywały dni, kiedy odzywała się we mnie tęsknota za Tobą. Rozglądałem się wtedy dookoła, ale Ciebie nie było. Nie mogło Cię być, zostawiłem Cię. Odszedłem zapominając o Tobie coraz bardziej.
Ty pierwszy wyciągnąłeś rękę. Robiłeś to przez cały czas - przez cały czas chciałeś mi pomóc, ale ja odrzucałem Twoją dłoń, starałem się jej nie dostrzegać. Myślałem, że tak jest dobrze, że tak trzeba. Znalazłem swoją drogę i myślałem, że jest to wszystko o czym mogłem tylko marzyć. Chciałem i zacząłem wierzyć, że to jest droga właściwa. Jej kres wciąż daleki, ale już teraz widzę jak ciężko jest poruszać się po niej. Dostrzegałem to już wcześniej. Mimo wszystko jednak ignorowałem każdą przeszkodę, na którą trafiałem i próbowałem sobie wmawiać, że jej nie ma. Wmawiałem sobie, że to nie jest przeszkoda, że tak jest dobrze i tak musi być. Jak ślepiec, mój Przyjacielu. Brnąłem przed siebie jak głupiec.
Szukałem. Starałem się być kimś więcej niż jestem w rzeczywistości. Nie dostrzegałem jednak, a nie było nikogo, kto mógłby mi o tym powiedzieć, że staję się czymś mniej. Zatraciłem się w swoim poszukiwaniu tak bardzo, że nie dostrzegłem nawet jak bardzo się oddalam; od wszystkiego, od całego świata, który znałem do tej pory, od wszystkich ludzi. Odsunąłem się również od Ciebie. Oddaliłem się tak bardzo, że myślałem, iż straciłem Cię na zawsze. Chwilami tylko dostrzegałem gdzieś Twoją twarz, bywało, że dochodził mnie Twój głos. Nie chciałem widzieć, nie chciałem słyszeć. Myślałem, że robię dobrze... Nie mogłem inaczej. Mam nadzieję, że rozumiesz. Nie potrafiłem inaczej. Myślałem, że to jest konieczne. Miałem nadzieję, że będzie inaczej, lepiej. Liczyłem na to, że będzie dobrze. Dziś wiem, że zraniłem bliskich mi ludzi, Ciebie też - być może najbardziej ze wszystkich. Mimo to wyciągnąłeś do mnie swoją dłoń, zechciałeś odszukać mnie i pomóc. Wiedziałeś gdzie jestem. Widziałeś, że stoję w miejscu - na krze, z której nie mogę się ruszyć dryfuję z czasem. Tego nikt mi nie zwróci - godzin, dni, tygodni i miesięcy... całych lat. Straciłem tak wiele czasu, mój przyjacielu, to boli. A przecież mogłem żyć inaczej, być innym człowiekiem. Tylko nie wiem jakim... nie mam pewności, że kiedykolwiek wiedziałem jaki chcę być. Dopiero teraz żałuję, że nie byłem inny niż Ja, jakiego siebie pamiętam. Wiem tylko, że miałem szansę na lepszego siebie i myślę, że ją straciłem... To boli również. Oddaliłem się lecz Ty wróciłeś po mnie. Dopiero teraz, gdy stoimy twarzą w twarz, zdaję sobie sprawę z tego jak bardzo czułem się pusty przez cały ten czas Twojej nieobecności.
Pusty i samotny.

Wrócę tu jeszcze, obiecuję. To nie jest ostatni raz, gdy rozmawiamy. Teraz, gdy Cię odnalazłem wiem, że już nigdy nie będę mógł żyć bez Ciebie. Odnalazłem Cię, mój Przyjacielu. Czy zrozumiesz, gdy wyjdę teraz i zostawię Cię w tej ciemności? Muszę, tak trzeba. Jest mi strasznie ciężko, jednak nie mogę inaczej. Muszę iść dalej, ale teraz już wiem jak wiele przeszkód stoi przede mną, widzę je wszystkie. Ciężar, który dźwigam męczy mnie coraz bardziej, coraz mocniej przygniata do ziemi. Doniosę go do końca, tak trzeba... ktoś mnie potrzebuje, ktoś na mnie czeka.

Zapomniałem jak to jest być Sobą, zapomniałem Siebie.
Odnalazłem Cię, mój Przyjacielu. Odnalazłem Siebie...

Każdy z nas potrzebuje przyjaciela...