Hey ho, Donaldzie!

Dla mało spostrzegawczych - zmiana layouta :). Ksywski zresztą też (właściwie jej brak), ale to ciągle jedna i ta sama osoba - Michał Chmielewski (czyli wcześniejszy Eric Wu, Pan Makaronik)

Czekałem na coś podobnego od początku mojej literackiej kariery - mój tekst został publicznie skrytykowany. I to nie przez byle kogo, a samego Donalda. A że do swoich racji Donald mnie nie przekonał, postanowiłem pokomentować jego komentarze. Od niechcenia. A robię to dlatego, że takich właśnie odzewów (w ogólnych zarysach) się spodziewałem. Tych, którzy nie znają przyczyny tego "spięcia", odsyłam do Amaga 65. Wspomnę tylko, że chodzi o mój stosunek do odejścia JPII.
Jedziemy.


ja: ...w wieczór jego odejścia miałem lekkiego doła, ale po przebudzeniu się w dniu następnym sprawa była dla mnie tak przygnębiająca, jak przykre wspomnienia w piaskownicy, dziesięć lat temu....
komentarz Donalda: Przykre to...

Przykre? Że "nostalgia" przeszła po nocce? Taaa, godne pożałowania. Co ja sobie w ogóle wyobrażałem? Powinienem płakać, popaść w depresję, poszukać grubszej gałęzi i powieśić się na niej. Takie szybkie ocknięcie się z żałoby jest karygodne, godne pożałowania.

ja: No cóż, nie mogę dołować się z powodu śmierci człowieka, który nawet nie wie o moim istnieniu, no nie?
D: A czemu nie? A gdyby umarł jakiś Twój ulubiony aktor albo piosenkarz? Za życia zbierałeś plakaty, kupowałeś płyty, szukałeś bootlegów po necie, uważałeś że pisze genialne teksty albo świetnie gra, a teraz umarł i kij z nim, tak?

Raz: przede wszystkim nie bluzgał i nie jeździłbym po tych, którzy by tej "żałoby" nie obchodzili razem ze mną (ach, ta ironia). Dwa: nie próbowałbym wmówić wszystkim, że był on dla nich kimś Ważnym, jeżeli oni sami by tego nie czuli. Trzy: Czy płakałbym np. po odejściu Briana Warnera (jeden z moich faworytów)? Na pewno nie, a nawet jeżeli tak (chociaż na pewno nie, tego jestem pewien, po prostu nie czuję do niego nic, poza sympatią do jego twórczości), to już widzę reakcje ludzi na moją żałobę. Patrzyliby na mnie jak na kandydata do domu bez klamek i ścianami z gąbek. Ale na pewno nie płakałbym po nim. Byłoby mi brak jego nowych kawałków - owszem. Ale nic poza tym.

ja: Rozglądam się i widzę "prawdziwych" katolików, idących do kościoła. Wszyscy, jak jeden mąż, mówią, jaki to Ojciec Święty był dla nas ważny, że był Największym Polakiem, nie podając żadnego konkretnego uzasadnienia.
D: Nie generalizuj. Skąd wiesz że wszyscy co do jednego przyjmują właśnie taką postawę? Może ktoś tak mówi ze szczerego serca? Albo z szacunku?

Opisuję moje otoczenie. Dzień przed odejściem JPII większość interesowała się wynikiem meczu, na który postawili 5zł. Skąd wiem? Może to zabrzmi trochę nieprzekonywująco, ale znam ich nieco lepiej od Ciebie.

ja: Media sparaliżowane zostały przez relacje z Watykanu, nie mogę dowiedzieć się, jaka będzie na jutro pogoda.
D: Ze strony Onetu czy Interii linka do wiadomości o pogodzie w tym czasie chyba nie usunęli...

Tak, ale tak jakoś TPSA w przypływie duchowego uniesienia nie zafundowało mi standardowego pakietu Neostrady. Pozostała mi więc telewizja i radio, gdzie słowa Ojciec, Papież, JPII i Karol Wojtyła sypały się jak łupież z głowy, która od dawien dawna nie miała kontaktu z wodą. A film oglądnąć? Listy z przebojami posłuchać? Dyzio marzyciel.

ja: ... ja, człowiek, którego śmierć Jana Pawła II poruszyła nie bardziej, niż fakt, że jutro mam sprawdzian z Wiedzy o kulturze.
D: Mam nadzieje że dokładnie przewertowałeś książki do tego przedmiotu przed sprawdzianem...

Tak, i dowiedziałem się m.in., że nieładnie jest się wcinać w czyjeś wypowiedzi, bez uprzedniego kontaktu z autorem danego tekstu (hmm). Ale spoko, mnie to nie razi. No i dlatego, że za bardzo nie ruszyła mnie śmierć papieża, jestem ubogi w kulturę osobistą? Taa, logiczne to.

ja: I pomyślcie, co by było, gdybym powiedział to publicznie.
D: Niniejszym to zrobiłeś, nie?

Miałem na myśli wypowiedzenie tych rzeczy w moim otoczeniu, w szerszym gronie, niż kupka kilku znajomych (chociaż nawet tych kilku znajomych ludzi dało mi do zrozumienia, że najlepszym wyjściem dla mnie była emigracja do Afryki).

ja: ...chociaż ma wielki szacunek do śp. Wojtyły.
D: Pewien rabin w 1999 zwrócił się do śp. papieża Jana Pawła II per "panie papież"... "śp. Wojtyła" to według mnie podobny poziom...---

Yhy, nie mówię na niego Totus Santo Grande Jan Paweł Drugi, tylko po prostu śp. Wojtyła - kompletny brak kultury osobistej i szacunku do drugiej osoby.

ja: NIC do niego nie mam, nie krytykuję go.
D: Nic do Niego nie masz. Szacunku też...

Nie mam szacunku do niego... hmm... poczekaj na koniec tekstu.

ja: Z szacunkiem do Karola Wojtyły - nie jest on moim Przyjacielem, Wujkiem, a już na pewno nie Ojcem. Rodakiem - tak, nie Ojcem.
D: Papież dużo mówił o młodzieży, odpowiedzialności, poszanowaniu drugiego człowieka. Czy gdybyś, porzucając na chwilę sprzeciwy typu na przykład "Nie godzi się na prezerwatywy" jeśli takowe masz, posłuchał trochę jego homilii, przeczytał jedną - dwie książki o nim albo coś z jego nauk, nie byłby w stanie nazwać go przyjacielem?

Bardzo się zdziwisz, jeżeli odpowiedź będzie negatywna? Na pewno nie. Zatem odpowiadam - NIE. Lubie Avril Lavigne, ale za cholerę nie mogę o niej powiedzieć "znajoma z widzenia"(chociaż chciałbym). Przeczytałem prawie wszystkie książki Stephena Kinga i kilka Terrego Pratchetta - wszystkie z nabożeństwem - ale nie powiem o nich "dobrzy przyjaciele", bo najnormalniej w świecie przyjaciel znaczy dla mnie coś więcej.

D: Był przecież czasami fajny, zaprosił do siebie Bono, hip-hopowców, jeździł po świecie, miał ciekawe życie, gadał w paru językach, nie olewał młodych ludzi... ani trochę dla Ciebie nie atrakcyjny? Szkoda, wielka...

Dla Ciebie. Dla mnie - nie. Ani trochę. Twój problem polega na tym, Donaldzie, że moja apatia do całej tej sprawy bardziej boli Ciebie niż mnie. Mnie właściwie wcale nie boli, a jeszcze czerpię poniekąd satysfakcję z tego, że kontrujesz mnie takimi argumentami, które słyszałem (i czytałem) tysiące razy, a i tak nie znalazłem w nich niczego przekonywującego. Są na Ziemi ludzie, którzy są dla mnie o wiele więcej atrakcyjni.

ja: Do samego śp. Karola Wojtyły mam szacunek - i tyle.
D: Gdybyś go rzeczywiście miał, ten tekst wyglądałby inaczej, jeśli w ogóle by powstał.

Ponownie zachęcam do dotarcia na koniec tekstu.

ja: Ja tylko wyrażam swoje zdanie, nie obrażając nikogo. Jak przystało na katolika.
D: Skąd wiesz że nikogo nie obrażasz? Wiesz co myśli każdy czytający Twojego arta? Wyrażanie poglądów bez obrażania nikogo to bardzo przydatna umiejętność, radziłbym się chociaż trochę nauczyć A jak dojdziesz do wniosku że nie potrafisz, to bądź szczery, nawet jak to kogoś obrazi.

Tak, mam pretensje do ludzi, którzy z tolerancją dawno powiedzieli sobie "do widzenia", wiec bezczelnie ich obrażam. Taa. Teraz trochę obiektywniej - z politykami i Olkiem Kwaśniewskim być może przesadziłem. W akcie obrony pytam Cię, co mam zrobić ja - odprysk społeczeństwa, który kompromitowany jest, bo nie rusza go śmierć kogoś, kto - jego zdaniem - wierzył w coś, czego nie było, nie ma i nie zapowiada się na jego przybycie - Boga? Tak, tylko my jesteśmy tacy niewychowani, chamscy, wyprani z kultury i poszanowania zdania innego człowieka.

D: Ale poglądów rozkosznego bobo nie prezentuj, bo budzą tylko śmiech.

Śmiech - jak wiele rzeczy - jest pojęciem względnym. U mnie występuje np., kiedy widzę grono ludzi, którzy modlą się do kawałka skrzyżowanego drewna, nazywanego krucyfiksem, wmawianie sobie, że kobita powstała z żebra samczyka i takie tam. Ponadto grymas szczerego uśmiechu na moich ustach wywołuje reakcja taka, jak Twoja - wręcz schematyczna, typowa, pospolita. Na takie właśnie odezwy czekałem (tyle że w formie emaila). Wiedziałem, że ktoś nie wytrzyma i da upust swojej bulwersacji... co doprowadzi do poprawienia mi humoru.

ja :Inni za to uznają mnie za obleśnego antychrysta. Jak przystało na katolików.
D: Ja Ciebie uznaję za kiepskiego wszystkowiedzącego. I nie tylko.

No śmiało, nie żałuj sobie. Debil, szczeniak, debil, ćwierćdebil, idiota, produkt biegunki hipopotama - do wyboru do koloru. Możesz sobie śmiało poużywać. Uważasz mnie za gorszego, bo nie rusza mnie śmierć osoby, która dla Ciebie była kimś wielkim. Żałosne. Naprawdę. Jestem przekonany, że Karol Wojtyła byłby baardzo zadowolony ze sposobu, w jaki go bronisz... jak przystało na katolika


No, chyba odpowiedziałem tak, jakbym tego chciał. Wiem, wiem, że dla niektórych to żałosne.
Miałem jeszcze o czymś wspomnieć. Twierdzisz, Donaldzie, że jestem pozbawiony szacunku dla Karola Wojtyły? Zanim jeszcze raz to napiszesz, to wiedz, że parę chwil po "ogłoszeniu" jego śmierci poszedłem do kościoła, postałem przy ołtarzu ozdobionym w jego portret i złożyłem mu hołd. Nie jakieśtam wykute na blachę wierszyki, tylko hołd. Uprzedzając Twoje przekonania, że namówili mnie na to koledzy czy coś takiego, oznajmiam, że poszedłem tam z jednym przyjacielem, który ani myślał mnie namawiać - za bardzo go poruszyło odejście JPII. Poszedłem tam sam, z własnej inicjatywy. I wiedz, że jestem z tego dumny.

Dla niektórych - wieelu niektórych - osoba, która nie płakała po papieżu to płaczący bobo i nie tylko... Osoby zachowujące neutralność do JPII są gorsze, wyśmiewane. Mnie to nawet bawi, bo Wielcy Katolicy sami przeczą swojej religii - zamiast próbować nawracać itp., skaczą do gardeł i próbują wgnieść w ziemię każdego, kto myśli nieco inaczej od nich. Nie próbują nawet ich zrozumieć czy choćby zignorować, tylko automatycznie atakują, szufladkują jako degeneratów... jak przystało na katolików.

W sumie pisanie tego jest poniekąd bezcelowe, bo Donald i tak wrzuci tutaj swoje komentarze, przez co moje stracą na wartości. I będzie to kolejna kontra zbulwersowanego katolika, dla którego podstawy tolerancji są zbyt trudne do opanowania.

PS. Donaldzie - jeżeli zamierzasz mnie ponownie skontrować, proponuję, abyś uczynił to w osobnym arcie.
PPS. Taka ciekawostka - kiedy piszę tego PSa, w winampie gra Marylin Manson - Antichrist Superstar. Serio :).
PPPS. Jak zawsze - piszcie do mnie, chłopcy i dziewczęta. I to nie tylko na maila

Michał Chmielewski
eric_wu@wp.pl
511969234