"Żegnam was, już wiem, nie załatwię wszystkich pilnych spraw"*

Jeżeli miałbym powiedzieć, co przez ostatnie 14 miesięcy sprawiało mi najwięcej radości, jako odpowiedź wskazałbym adres emailowy eric_wu@wp.pl, a konkretniej, jego zawartość.

Przez te czternaście miesięcy jako tako regularnie wysyłałem do ActionMaga coś, co nieśmiało nazywam swoimi tekstami, felietonami, w których zawieram moje odczucia dotyczące wszystkiego i niczego. Nie powiem - z kilku jestem dumny, cieszę się, że wyszły spod mojej klawiatury. Ale jest to niewielka część. Większość moich teścideł uważam za wybitnie nudne, suche, nader filozoficzne i przesycone użalaniem się nad sobą. Dwa ostatnie określenia są dominujące w tym przypadku. Nie pamiętam dokładnie, ale zacząłem pisać, kiedy przechodziłem epizod w swoim króciutkim życiu, który można określić jako hybrydę depresji, nostalgii i melancholii. Wmawiałem sobie wtedy różne śmieszne - teraz - rzeczy, wybrałem drogę, która jest o wiele łatwiejsza od innych - zwalanie winy na wszystkich w koło, wytykanie błędów komuś innemu, a siebie pozostawienie niewinnym, biednym nieboraczkiem. Aż dziw bierze, że nie obudziła się we mnie chęć znalezienia winowajcy, który bezceremonialnie napuścił srające na parapet mojego okna wróbelki. Nieważne. Chcę tylko naświetlić wam obraz mojego portretu psychologicznego te kilka miesięcy temu. Znajdowałem się w dołku, który - sądząc po tekstach - przechodzi teraz większość ludzi piszących do AM. Wyszedłem z tego padła kilka miesięcy temu, stopniowo, powoli. Ale wyszedłem. Wtedy również doznałem szoku i zgorszenia, a to za sprawą podsumowania mojej pisarskiej kariery. Maglowałem "siebie" po kolei, nie pomijając żadnego tekstu. Nie chciało mi się wierzyć, że to ja pisałem. "Przecież, wnioskując z tego, co przeczytałem, wiodę życie gorsze niż Jaś Smutnik, mieszkający w Krainie Rozpaczy i Nędzy", mówiłem sobie.
Zamierzałem skończyć z tym, przestać pisać, ale od czasu do czasu nękały mnie sprawy typu "Atlantyda" itp... Nie zrozumcie mnie źle - nie żałuję tych chwil, jakie poświęciłem na pisanie, odczytywanie maili, odpisywanie, wykłócanie się o swoje racje. Cieszę się z tego, co zrobiłem, jakich ludzi poniekąd poznałem. Huknęła mnie po prostu myśl, że przecież moje życie nie jest takie - filozofią nie zajmuję się nawet w mikroskopijnym stopniu. A właśnie ów filozofowanie ciągnąłem przez większość tych czternaście miesięcy. Ponad rok. Cholera, trochę tego było. Moje istnienie nie składa się tylko ze smutku, samotności, filozofowania, płakania nad samym sobą.
Doszedłem więc do pewnego, konstruktywnego i konkretnego wniosku, by skończyć ze sobą... Nie, nie to, co myślicie. To metafora taka (temu, kto zdejmie z anteny reklamę Bambuczy, zafunduję Tour de Karaiby). Kończę pisanie pod przydomkiem, nickiem, ksywką, przezwiskiem, pseudonimem Eric Wu. Wypadałoby pewnie podać powód, nie? Otóż nie będę ściemniał - chcę dalej pisać, ale nie bardzo idzie mi po myśli, by ludzie kojarzyli mnie z kimś, kto kiedyś wiecznie płakał nad swoim losem i zastanawiał się, co takiego "głębszego" jest w ćwierkaniu wróbli, które budzą mnie nad ranem. Chcę pisać dalej, ale tematy typu "Atlantyda" odstawiam do słoika, zakręcam go i kładę na zakurzonej półce w piwnicy. Pisanie to aktualnie moja pasja, mam nadzieję powiązać moją przyszłą pracę ze stukaniem w klawiaturę, więc kontynuowanie tegoż zajęcia jest dla mnie wskazane. Proste, nie wydam więcej żadnego felietonu podpisanego eric_wu.

Ale zanim skończę, chcę zagrać mały koncert życzeń.
Jeżeli komukolwiek miałbym podziękować, to na pewno będzie to Qn'ik i Eddie, którzy wykrzesali z siebie tyle dobrej woli, że pozwolili moim tekstom ujrzeć światło dzienne. (tu, chłopaki, właśnie tu możecie teraz wypowiedzieć się, że robiliście to z czystej litości i współczucia). Dziękuwa należy się też innym gatekepperom, którzy robili to samo.
Następnie ślę wszystkim tym, którzy postanowili cokolwiek do mnie napisać, a później z niewiadomych powodów postanowili przez jakiś czas - nieraz dłuższy - ów korespondencję postanowili podtrzymać. Wszystkim wam, dziewczynkom i panom, Wielkie Dzięki.

Kończąc, sprostuję pewną kwestię. Powtarzam, nie żałuję tego, co napisałem (wbrew pozorom). Prawdę mówiąc, to rozpierdala mnie duma, gdy patrzę na tytuły moich tekstów wśród innych, lepszych i gorszych. Postanowiłem tylko, że wystarczy tego romantyzmu, szukaniu dziury w całym, płakaniu sobie w dłonie, a później wycieranie twarzy zgromadzonymi łzami. Tematy zahaczające o inne, o wiele ciekawsze tematy tylko czekają na ich omówienie.

Po raz ostatni zachęcam was do napisania czegoś, czegokolwiek -
eric_wu@wp.pl

Pozdrowienia i żegnam
Eric Wu

* Kocham ten kawałek Perfectu