BAL
Trzeciego czerwca miał odbyć się bal z okazji ukończenia nauki w gimnazjum dla klas trzecich. Sam jestem w jednej z klas, dlatego gorączka przygotowań udzieliła się i mnie. Na tydzień przed balem zacząłem się zastanawiać, co ciekawego może się na nim zdarzyć. Wiedziałem, że będą tam wszyscy. Wiedziałem, kto z kim ma tańczyć poloneza. Ale nie wiedziałem, jak tam będzie.
W dzień balu wszyscy mieli dobry humor. Słyszałem, jak dziewczyny rozprawiają o tym, co na siebie włożą, jak chłopacy chwalili się, co i ile wniosą. Nie mogłem się doczekać osiemnastej. Po szkole zacząłem się szykować, a kiedy skończyłem, wsiadłem do autobusu, by o pół do szóstej być na miejscu. Kiedy wszedłem do szkoły, zobaczyłem kilka osób, w tym dwóch kumpli. Podszedłem do nich i zaczęliśmy rozmawiać. Za pięć szósta zaczęli przychodzić inni.
Nie spodziewałem się takiego widoku. Zawsze uważałem, że w naszej szkole nie brak ładnych dziewczyn, ale to co wtedy zobaczyłem, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Każda dziewczyna, nawet ta zwykle niezauważana, wyglądała wspaniale. Czarne suknie, rozmaitych krojów, spódniczki, koszulki, spodnie, słowem - piękny widok. Nie to, co chłopacy w monotonnych garniturach, różniących się tylko odcieniem czerni czy szarości.
Monika zawsze dla mnie była ładną dziewczyną. Jest niewysoka, o ciemnej karnacji, piwnych, trochę "azjatyckich" oczach i ładnych, naturalnych ustach. Kiedyś chciałem z nią zakręcić (ale to kulawe słowo, nie mogłem niestety znaleźć lepszego:() ale nie miałem wystarczająco dużo odwagi. Tego dnia wyglądała fantastycznie: czarna suknia, ciut obcisła, opadająca do kolan, odsłaniająca ramiona, ale podwiązana na szyi, bez dekoltu, z różą na piersi. Nigdy nie widziałem ładniejszej dziewczyny. Nie mogłem od niej oderwać wzroku. Nie miałem dość Jej widoku.
Bal rozpoczął się polonezem. Było kilka błędów, mniejszych i większych, ale nie było ważne, jak się udało. Ważna była dobra zabawa. Potem kolacja, a po niej szliśmy na parkiet. Początki jak zwykle są nieco drętwe, ale jakoś przeminęły pierwsze minuty. Po może piętnastu minutach zauważyłem Monikę tańczącą w kółku razem z koleżankami, bez żadnego chłopaka. Dołączyłem się do kółka i tańczyliśmy wszyscy razem. Moje oczy co chwilę wędrowały w stronę Moniki, by podziwiać jej urodę i zmysłowe ruchy.
W ciągu następnej godziny zatańczyłem kilka szybszych piosenek w parze z innymi koleżankami. Jednak niezależnie gdzie tańczyłem, zawsze zauważałem Ją, a po tańcu wracałem do Jej kółka. Zdziwiło mnie, że żaden chłopak nie dołącza do nich, ale nie przeszkadzało mi to. Wreszcie, około godziny dwudziestej dwadzieścia popłynęły pierwsze dźwięki wolniejszej muzyki. Po krótkiej chwili wahania podszedłem do Moniki i poprosiłem ją do tańca. Przytuliliśmy się do siebie i zaczęliśmy się kołysać w rytm melodii.
Moje ręce na Jej ciele, Jej ręce na moim ciele. Czułem każdy jej dotyk, każdy oddech. Z rozkoszy przymknąłem oczy. Ona położyła głowę na moim ramieniu. Czułem jej zapach, będący dla mnie największą rozkoszą, czułem Ją przy sobie i to było wspaniałe. Tego, co wtedy czułem, nie da się opisać słowami, nie w naszym języku. Nasze ziemskie określenia wydają się być zbyt płytkie, za mało znaczące, by to wyrazić. Jeszcze nigdy nie czułem czegoś takiego w tańcu z dziewczyną. Odpływałem, zapomniałem, że jesteśmy na balu, że piosenka zaraz się skończy. Chciałem, aby trwało to w nieskończoność.
Piosenka jednak kiedyś musiała się skończyć. Odsunęliśmy się powoli od siebie, trzymając się za ręce. Powiedziałem: "Dziękuję", a Ona oddaliła się. Stałem przez chwilę w miejscu, brutalnie przywrócony do rzeczywistości. Znowu zabrzmiała szybka, elektroniczna muzyka. Poszedłem się napić i ochłonąć.
Wróciłem na parkiet i od razu znalazłem Ją w tym samym kółku. Dołączyłem się do nich. Monika jakby częściej na mnie spoglądała, częściej się uśmiechała. Poruszaliśmy się jednym rytmem, mimo, że oddaleni od siebie o kilka metrów. Nie wiem, jak to możliwe, ale wydała mi się jeszcze piękniejsza. Uśmiechała się, a kiedy to robiła, na twarzy pojawiały Jej się rozkoszne dołeczki przy ustach. Chciałem tańczyć jak najbliżej niej. Wszedłem do środka koła i przyciągnąłem ją do siebie. Tańczyliśmy razem, uśmiechnięci, cieszący się chwilą.
Minuty mijały, a ja wciąż na nią patrzyłem. Inne koleżanki też domagały się tańca, więc tańczyłem i z nimi, kątem oka obserwując Ją. W pewnej chwili podszedł do Niej pewien chłopak i zaczął z nią tańczyć. Nie podobał mi się ten widok. Wiedziałem, że Ona nie jest moja, ale nie chciałem się nią dzielić. Zazdrość. Teraz poznałem, co to znaczy. Uczucie stare, ale zarazem nowe, znane, ale poznawane na nowo.
O pól do jedenastej usłyszałem znajome dźwięki pięknej, powolnej melodii. Chciałem powtórzyć przeżycie sprzed dwóch godzin. Podszedłem do niej, ona uśmiechnęła się, wiedząc o co spytam. Wstała i znowu się przytuliliśmy. Te same doznania powróciły z podwójną siłą. Kolejne wspaniałe chwile. Wrażenie, że jest ze mną do końca świata, że jest moja. Nie, ona nie jest moja i nigdy nie będzie. Może być ze mną, ale każdy człowiek jest wolny. Wspaniałe cztery minuty. Pozostaną w moich wspomnieniach do końca życia. Przy rozstaniu miałem ochotę Ją pocałować, ale nie byłem pewien, jak to przyjmie. Zrezygnowałem. Bałem się ryzyka. Właściwie, bałem się braku akceptacji.
Bal dobiegał końca, a my nie oddalaliśmy się od siebie na krok. Wciąż blisko, wciąż razem, wciąż szczęśliwi. Wybiła północ. Tańczymy razem. Zmęczeni, spoceni, a mimo to uśmiechnięci. Bal skończył się pół do pierwszej. Rozstaliśmy się, ale mimo oddzielających nas ludzi patrzeliśmy sobie w oczy. Musiała odejść, ojciec ją odprowadzał do domu. Czuję się dziwnie. Jakby zarazem szczęśliwy i smutny.
Dzień po balu. Nie mogę się doczekać spotkania w szkole. Tęsknię. Za wspólnym tańcem. Za wspólnie spędzonymi chwilami. Za nią.
Autor: KaMpO vel. kampo_89
e-mail: kampo_89@wp.pl