Trochę faktów o faktach
czyli typowa polemika nt. marihuany

Kolejny chory tekst (c) by Pewien GośćReklamacji nie uwzględniamy

W pięćdziesiątym dziewiątym numerze AM niejaki Seth przedstawił nam "Trochę faktów o marihuanie". Tytuł i forma dzieła tego wiekopomnego utrzymana została w konwencji "Ja broń Boże nie chcę wywołać żadnej kłótni, tylko przedstawiam suche fakty", co jak się domyślamy - miało nas, głupich czytelników, wyprowadzić w pole. Na szczęście Seth nie wytrzymał i pod koniec tekstu zdradził jednak swe prawdziwe (a także niecne) plany, dzięki czemu zostaniecie za chwilę zanudzeni na śmierć moją nań odpowiedzią. Temat należy do najbardziej oklepanych w całej historii AeMa, sam popełniłem niejeden tekst pod sztandarem walki z ćpuństwem maści wszelakiej, zatem w ramach odświeżania wspomnień... ;-).

Argumenty pro-marihuanowe Setha są w większości błyskotliwe, a zwłaszcza świeże i oryginalne, w to nie watpię. Niestety, w swoim arcie autor zechciał zawrzeć jedynie tę nieszczęsną mniejszość. W rezultacie otrzymujemy znany aż za dobrze łańcuszek (nie)szczęścia:
1) trawka jest stosowana w lecznictwie;
2) jest mniej szkodliwa, niż papierosy i alkohol (tę mantrę powtarza Seth, nomen omen jak naćpany, przez cały swój tekst);
3) palenie nie powoduje skutków ubocznych;
4) legalizacja marihuany przyniesie same korzyści.

Zanim zaczniemy omawiać argument nr 4 (bo kto mi każe omawiać je po kolei? ;-P), przyjrzyjmy się bliżej oprawie, jaką imć Seth nadał swemu cennemu zbiorowi faktów. Na samym początku autor mydli nam oczy tekstem piosenki zespołu "Róże Europy", o którym to zespole wzmiankę, oprócz tekstu Setha, widziałem również w "Polityce" nr 46 z listopada 2003r. (artykuł o marihuanie), a poza tym nigdzie. Nie zdarzyło mi się również słyszeć ani jednej piosenki tegoż zespołu, widocznie palenie trawki zabiera im tyle czasu, że nie mają czasu nic nagrywać.

Następnie Seth mydli nam oczy historią marihuany. Obrazki palących trawkę starożytnych Chińczyków, palących trawkę starożytnych Rzymian i palących trawkę średniowiecznych krzyżowców mają w nas wytworzyć wrażenie, że skoro trawka to taki stary wynalazek, że po prostu nie może być on zły. Najwyraźniej autor zapomniał, że tak przezeń piętnowany alkohol również liczy sobie całkiem sporo lat. Seth mydli nam jeszcze oczy kuszącymi efektami wypalenia skręta (najwyraźniej zapomniał, że po alkoholu również bywa wesoło) oraz imponującą liczbą osób na świecie palących marihuanę (tu też o czymś chyba zapomniał, ale nie pamiętam o czym). Wreszcie uznaje Seth, że gały nasze dość już są namydlone i teraz przyjmiemy bez protestów każdą głupotę, jaką on napisze. I tu się właściwy art zaczyna.

Co to ja wam obiecałem, rozprawienie się z argumentem numer 4? A właśnie że nie, bo najpierw będzie argument drugi, czyli ten o mniejszej szkodliwości. Co waszym zdaniem oznacza stwierdzenie, że marihuana jest mniej szkodliwa, aniżeli papierosy i wódka? Bo moim zdaniem znaczy to, że marihuana jest mniej szkodliwa, niż papierosy i wódka. Nic więcej. A na pewno nie oznacza, że (jak wydaje się Sethowi) marihuana nie szkodzi w ogóle. Wspomniany przeze mnie numer "Polityki" wymienia m.in. utratę kontroli nad napięciem mięśniowym, zanik koncentracji, apatię i znużenie. Czyli nie chwalmy dnia przed zachodem słońca - marihuana nie gęś i swojego kaca ma.

Ciekawe, czy nasz samozwańsczy egipski bożek zastanawiał się choć raz nad sensem refrenu swojego tekstu? Tego o alkoholu i papierosach? Pewnie się zastanawiał, ale doszedł do fantastycznego wniosku, że gdyby tak zabrać ludziom wódkę i fajki, a dać skręty z marihuaną, to ludzie ci przestaliby nie tylko umierać na raka, ale również: bić swoje żony, demolować przystanki autobusowe, obrzygiwać klatki schodowe, okupować ławki w parkach, spać na dworcach, zaczepiać przechodniów, wszczynać burdy w tanich knajpach i kraść. Jednym zdaniem, Arkadia by nam się stała.

Absurdalność powyższej wizji powinna być jasna dla wszystkich. Nawet gdyby jakieś ugrupowanie polityczne z braku lepszego zajęcia przeforsowało ustawę o legalizacji zielska, to niektórzy ludzie nadal biliby żony, rzygali na klatkach i wszczynali burdy, bo mają to we krwi i zaręczam wam, że wszystko im jedno, czy robią to po "ćwiartce" czy po skręcie. Czas wreszcie skończyć z idiotyczną tezą, że całemu złu świata winny jest alkohol! Niewątpliwie pijak jest stworzeniem nikczemnym i godnym pogardy, ale warto zauważyć alkohol nie jest przyczyną tej nikczemności, a jej przejawem.

Wspomina jeszcze Seth, że marihuana nie powoduje uzależnienia. Wierzę na słowo, bo próbować wpaść w nałóg nie miałem okazji. Zresztą nie potrzebujemy wcale dowodów empirycznych. Chyba sami zdajecie sobie sprawę z pewnej rzeczy - większość nastolatków nawet chwili się nie zastanowi, gdy druh klepiąc po grzbiecie zaproponuje zapalenie skręta, zwłaszcza wobec licznej publiki płci przeciwnej. I to samo powtórzy przy następnej takiej okazji, i następnej, i następnej. To jeszcze nie uzależnienie od środka chemicznego, ale za to - uzależnienie od opinii otoczenia. I niech mi ktoś powie, że takie uzależnienie jest mniej groźne od "tego prawdziwego"!

Wiemy już, że marihuanę wychwala kultowy zespół Róże Europy, jednak na tym Seth nie poprzestaje i po efektownej pauzie, nabożnym głosem wyszepcze nazwisko kolejnego idola zbuntowanej młodzieży - Krzysztofa Krawczyka mianowicie, który ponoć też lubi sobie przypalić. Nie bardzo rozumiem, jak należy odczytać wynikające stąd przesłanie - że skoro nawet taka fujara pali marihuanę, to my też powinniśmy?

Rozgromiliśmy więc połączone siły argumentów 2 i 3, teraz kolej na argument 1, czyli zastosowanie zielska w medycynie. Tu nie można odmówić Sethowi pewnej racji (a niech się chłopak cieszy) - ten i wiele innych narkotyków z powodzeniem służy panom w białych fartuchach do unieruchamiania pacjentów, gdy się ich kroi, zszywa lub wykonuje na nich insze eksperymenta. Fani fajczenia marihuany są głęboko przekonani, że fakt ten świadczy o całkowitym bezpieczeństwie i ogólnej sielankowości korzystania z takich używek. Przypomnę tylko nieśmiało, jak doszło do wynalezienia substancji zwanej "heroina". Otóż zrodziła się ona w laboratoriach Bayera jako środek kojący ból właśnie. Dokładnie tak samo spopularyzowano kokainę. A nawet gdyby wymienione paskudztwa nigdy nie powstały, to zastanówmy się, co takiego się dzieje, gdy przedawkuje się chociażby "niewinne" proszki od bólu głowy... Tyle na temat chemikaliów, które rzekomo sam fakt wykorzystania w służbie medycyny czyni przyjaznymi dla środowiska i w ogóle cacy.

Czy imć Sethowi pozostały jeszcze jakoweś oddziały na polu bitwy? Ano, jest jeszcze argumencik nr 4. Pewnie nie na wiele mu się przyda, ale stwórzmy chłopakowi pozory, że ma jakieś szanse w tej dyskusji :-P. Już Pasibrzuch w dawniejszych AeMach bardzo się podniecał, że legalizacja "lekkich" narkotyków położy na łopatki gangi narkotykowe i w dodatku spowoduje zastrzyk gotówki dla budżetu państwa. Dotkliwą klęskę handlarzy "białą śmiercią" widzimy na przykładzie Holandii. Poziom skażenia społeczeństwa "twardymi" narkotykami utrzymuje się na podobnym poziomie od lat i doprawdy nie wiem, skąd Seth wytrzasnął rewelacje o pięciokrotnym zmniejszeniu się liczby narkomanów w tym kraju. Jakby tego było mało, że plaga narkomanii bynajmniej nie ustąpiła, do Holandii z oczywistych powodów zaczęli napływać coraz liczniejsi dilerzy (no bo i dlaczego mieliby w swoich własnych krajach być ścigani za coś, co w jakimś Amsterdamie mogą robić całkiem legalnie?).

Poza Holandią marihuana jest legalna także w Belgii i... na tym koniec! Żadne inne państwo europejskie nie zdecydowało się na "zwalczanie gangów narkotykowych" i "dodatkowe pieniądze do budżetu". Nawet tak liberalna przecież Szwecja ma niemal "najtwardszy" kodeks karny w tej kwestii w całej Europie. Czyż nie jest zastanawiające, że tak wiele państw typu Wielka Brytania, Francja, Niemcy (a więc kapkę jakby lepiej rozwiniętych, niż Polska) nie zamierza legalizować narkotyków? Takiemu Sethowi może się wydawać, że trawkę można sprzedawać ot tak sobie, jak gumę do żucia tudzież cukierki miętowe, ale smutna rzeczywistość prezentuje się zgoła odmiennie. Trzeba powołać specjalne instytucje, które będą czuwały nad handlem takim towarem i pilnujące, by do interesu nie dorwały się przypadkiem organizacje obywateli uczciwych inaczej. Jeśli nie udało się to bogatej Holandii, to tym bardziej nie powiedzie się w Polsce, która ledwo wiąże koniec z końcem, której politycy nie mogą się dogadać nawet w sprawach najprostszych, a co dopiero takich jak ta, i wreszcie - która ma tymczasowo znacznie poważniejsze problemy, niż umożliwienie młodzieży legalnego szpanowania ze skrętem w buzi.

Argumenty Sethowi już się kończą, następuje za to zapowiedziane w tytule Kilka Faktów. Przytaczam je w całości, gdyż szanowny czytelnik z pewnością nie raczyłby w przeciwnym wypadku uwierzyć, że takie wypowiedzi rzeczywiście miały miejsce:

Fakt - utrudnia koncentracje. Ale wieczna koncentracja prowadzi do myślenia, a to w linii prostej prowadzi do zadawania sobie wielu niemiłych pytań... na jakie najczęściej nie znamy odpowiedzi.

Fakt - zamyka oczy, ale my przecież i tak odwracamy głowę od tych, którzy nas potrzebują.

Fakt - uniemożliwia dokładne określenie czasu i odległości, ale my przecież i tak nigdzie się nie wybieramy i nie szanujemy czasu, jaki nieprzerwanie płynie. Zamiast tego marnujemy go na najróżniejsze głupoty (choćby pisanie).

Fakt - wprowadza w stan wesołkowatości. Ale imitacja szczęścia zawsze będzie lepsza od bardzo realnego, wszechobecnego i namacalnego bólu.

Zastanawiasz się, co to było? Ja też poczatkowo nie wiedziałem. Myślałem, że to cytaty ze znanej i lubianej gazety populistycznej. Ale przecież znam treść wszystkich numerów na pamięć i nic takiego tam nie było. Zatem powyższe fragmenty muszą być autorskim dziełem samego Setha! Oto najlepszy dowód, że nie powinno się pisać artów po wypaleniu skręta. Przesłanie tychże fragmentów można sobie streścić w czterech krótkich zdaniach: nie myśl, bo to boli, lepiej zapal. Miej w dupie innych, lepiej zapal. Nie szanuj swojego życia, lepiej zapal. Nie szukaj szczęścia, po co się fatygować, skoro można zapalić i osiągnąć to samo w prostszy sposób? Czy autor piszący takie rzeczy naprawdę chce nas przekonać do marihuany, czy tylko robi sobie z nas jaja?

Wielki tekst o marihuanie kończy się tak, jak i się zaczyna - mydleniem mianowicie. Tym razem Seth sięga po Mickiewicza. Dobór repertuaru prawdopodobnie umotywowany jest jedynie tym, że Wieszczu użył w nim sobie słowa "konopie". Pogratulować przebiegłości, gdyż głupi czytelnik z pewnością pomyśli sobie, że wierszoklecący Adaś też palił. A może po prostu chytrus chciał nam oczy zamydlić po to, byśmy przypadkiem nie ujrzeli jego ksywki pod spodem, bo się wstydził napisanych przed chwilą bzdur? Ale zważ, kolego Seth, na fakt, że niektórzy mają oczy odporniejsze od innych, tak na promieniowanie z monitora, jak i na mydlenie - uważaj na informatyków!

Pewien Gość
zlosliwiec@epf.pl

6.01.2005


Odwiedź moją stronkę o programowaniu - www.darkcult.republika.pl