Pozory
/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\
Wyciągnąłem przed siebie rękę, w której trzymałem nóż
ociekający brudnoczerwoną, gęstą, lepką cieczą. Na drugiej ręce miałem długą
świeżą ranę. Nie wiedziałem, co się dzieje. Rzuciłem ostrze w kąt pokoju i
zacząłem płakać. Do mojej głowy docierały straszne myśli. O śmierci, życiu,
przyjaciołach. Potem nastała pustka. Tak wspaniała. Orzeźwiająca wręcz.
Spojrzałem na rękę, na której krew już zdążyła zaschnąć. Ubrałem
ciemnogranatową bluzę z kapturem i szarą, lekką, jesienno-wiosenną kurtkę.
Wyszedłem z domu, zamknąłem drzwi i ruszyłem. Mijali mnie różni ludzie. Żadnego
osobnika nie znałem, a jednak wszyscy się na mnie patrzyli, jakby wiedzieli, co
chciałem zrobić. Nie mogłem znieść ich wzroku. Nałożyłem kaptur na głowę i
przyspieszyłem kroku. Nie obchodziło mnie już, czy na mnie patrzą. Idąc wciąż
naprzód, ze spuszczoną głową wpatrywałem się w szybko przemijające płytki
chodnikowe. Kiedy doszedłem do parku zobaczyłem, psa. Takiego
małego, białego psa. Pierwsze skojarzenia, jakie mi się nasunęło do głowy to
„owłosiona piłka”. Jego właściciel stał ze spuszczoną głową, jakby kierował się
zasadą „ja ich nie widzę, to oni nie widzą mnie”. Kiedy na chwilę podniósł
głowę zobaczyłem swoją twarz. Przestraszyłem się.
Wmurowało mnie w ziemię. Co to ma znaczyć, o co chodzi? Wyciągnąłem przed
siebie rękę, po której rano pociągnąłem nożem i uszczypnąłem się w nią.
Zapiekło strasznie. To jednak nie jest sen. Przestraszyłem się jeszcze
bardziej. Wtedy właściciel białego pieska spuścił
głowę i ciągnąc smycz przebiegł obok mnie lekko zahaczając mnie ramieniem.
Odwróciłem się, lecz zamiast tamtego chłopaka zobaczyłem niskiego, starszego
mężczyznę przy kości. Zdumiałem się jeszcze bardziej. Lecz ruszyłem przed
siebie znowu. Stawiałem coraz szybciej kroki, aż w końcu zacząłem biec. Biegłem
przed siebie, jakby bojąc się, że staruszek się obróci a w miejscu swojej
twarzy będzie mieć moją. W końcu, kiedy dobiegłem do przystanku, zatrzymałem
się. Głośno sapiąc ze zmęczenia usiadłem na ławce, na której siedziała także
starsza pani w futrze. Na głowie miała brązowy beret, zaś na szyi sztucznego
lisa z pustymi szklanymi oczami. Kiedy spojrzałem na jej twarz przeraziłem się,
gdyż jej oczy wychylające się znad okularów były równie puste, jak szklane
ślepia lisa na jej ramionach. Odwróciłem wzrok,
udając, że wypatruję autobusu. Akurat ten już się zbliżał do przystanku. Kiedy
zatrzymał się wsiadłem do niego, a kiedy ostatni raz spojrzałem na babcię, ta
miała zwykłe, szare, stare, doświadczone, żywe oczy. Pomyślałem,
że straciłem już za dużo krwi. Usiadłem, więc na samym końcu autobusu, na
pojedynczym miejscu i przypatrywałem się ludziom. Wszyscy mieli blade twarze,
długie, szare płaszcze i pomarańczowe ślepia. Dziwnie się we mnie wpatrywali.
Przestraszyłem się, lecz na następnym przystanku miałem wysiąść. Kiedy wstałem
z siedzenia, reszta pasażerów, jakby skopiowała mój ruch. Podszedłem
do najbliższych drzwi, tak samo i oni. Kiedy autobus się zatrzymał i drzwi się
otwarły, ja wyskoczyłem i odwróciłem się. Autobus był
pusty. Głowa mnie już zaczęła boleć. Poczułem się słabo. Zemdlałem. Obudziłem
się po jakimś czasie. Koło mnie leżała na wpół rozebrana dziewczyna, którą
pierwszy raz w życiu widziałem. Usłyszałem hałas. Wstałem, starając się nie
budzić kobiety, bo domyślałem, się, że dziewicą już nie była. Otwarłem drzwi i
rozejrzałem się po bladobrązowym korytarzu. Moje oczy od razu skierowały się ku
schodom. Mój umysł też chciał, ale nogi odmówiły posłuszeństwa. Musiałem się
bardzo skoncentrować, aby zrobić te kilka kroków, potem poszło już z górki.
Miałem szczęście, że schody miały tylko pięć stopni. Niestety zbyt stromych.
Znalazłem się na dole niezwykle szybko. Twarzą w podłodze. Zebrałem się w kupę i wstałem. Pomacałem się po nosie, czy aby jest cały.
Na szczęście okazało się, że nic mu nie jest. Zrobiłem te kilka kroków i
otwarłem pierwsze drzwi. Za nimi leżały na podłodze dwie obejmujące się
dziewczyny. Nie budziłem ich, bo domyślałem się, że to nie one były źródłem
hałasu. Zrobiłem następne kilka następnych kroków. Otwarłem następne drzwi. Za
nimi, na kanapie siedziało dwóch moich kumpli. Łukasz
i Michał. Jeden z nich powiedział cicho:
- Nasze dziewczyny zabawiły się ze sobą, ty zabawiłeś
się ze swoją laską…
Tutaj urwał upadł przed siebie i zaczął wymiotować.
Dopiero teraz poczułem, że kwaśny odór wymiocin miesza się z ostrym zapachem
alkoholu i duszącą wonią marihuany. Drugi dokończył:
- No i jak było?
- Niezłe gówno… - zakończyłem
rozmowę i zemdlałem.
/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\
„…dzięki za pomoc w miarę możliwości,
kobiecie mej za dozę jej wyrozumiałości,
za
wszystkie wartości nagrane na nośnik
co
dodają mi mej życiowej mądrości
(…)
dziękuję moim starym za to, że po prostu jestem,
dziękuję życiu za to, że jest dla mnie wielkim questem…”
Paktofonika – „Wielkie dzięki”
/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\
Playlista:
- Fenomen – Pozory
- Paktofonika –
Wielkie dzięki
- Łona – Rozmowy z cutem
- Łona – Nie gadaj tyle
- Gural –
Chropowata Technika
- Ascetoholix + Owal
- Siano
/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\
czyli
/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\
kontakt:
e-mail: lcd_88@interia.pl