| |
55% Francuzów postanowiło odrzucić Konstytucję Europejską. Czy oznacza to definitywny koniec tego dokumentu, a może, jak sądzą co więksi pesymiści, upadek całej Unii?
Francuskie "non" dla Konstytucji, wcale nie oznacza niechęci do wspólnoty. Sądzę, że nad Sekwaną zadecydowało małe doinformowanie ludzi w sprawie samej Konstytucji oraz podstawowych spraw gospodarczych. Prezydent Chirac w dużej mierze zamiast mówić o tym, co Francja zyska, sporą część debaty spędził na straszeniu ludzi. Podobnie było w sprawach ekonomicznych, którymi przeciwnicy Konstytucji straszyli ludzi - również polskim hydraulikiem. Natomiast mało wspominano o powstawaniu nowych miejsc pracy i wymianie międzynarodowej, dzięki której Paryż zarobił kilkadziesiąt tysięcy miejsc pracy oraz dodatkowe miliony Euro.
Kolejną ważną sprawą było niezadowolenie obywateli Francji z istniejącego rządu, który obwinia się za bezrobocie oraz chęci wprowadzenia liberalnych zmian w gospodarce, co de facto oznacza również głosowanie przeciwko prezydentowi, którego styl piastowania tego urzędu nie wszystkim się podoba. Należy jeszcze wspomnieć o francuskim przekonaniu jakoby mieli być liderem Unii. Bo jeżeli u Niemców zauważyć można pewne chęci dochodzenia do consensusu z innymi krajami, tak już u Francuzów, a także u prezydenta Chiraca, widać pęd do bycia narodem wybranym. Dlatego nie chcieli też przyjąć Konstytucji, ponieważ jej przeciwnicy ogłaszali, że ów dokument prowadzi do federacji europejskiej, a więc również do przymusu mocnej współpracy międzypaństwowej oraz szukania porozumień.
Pal licho, Francja nie przyjęła Konstytucji, ale to nie oznacza wcale jej definitywnego upadku, a dodatkowo teraz zaistniała przed Polską wielka szansa, aby pokazać, iż nie jesteśmy hamulcowym Unii. Francuzi odrzucili Konstytucję zrobioną w dużej mierze pod nich, więc zyskaliśmy szansę pokazania, że jesteśmy w stanie nawet przyjąć dokument, który został skrojony pod inne państwo i szukamy kompromisów. Dodatkowo pozycja Francji nie dość, że została mocno obniżona w Europie, to koalicja Berlin-Paryż niekoniecznie musi stać już dłużej przy sterze wspólnoty. Jeżeli Anglia przyjmie Konstytucję istnieje szansa na stworzenie nowego wiatru odnowy i orzeźwienia w UE. Koalicja Warszawa-Londyn przy bliskiej współpracy z Waszyngtonem może oznaczać zmianę o kilka stopni kierunku w jakim zmierza Europa.
Inna sprawa w tym, że Polacy także muszą przyjąć Konstytucję i to jak najszybciej. Najlepszym wyjściem byłoby połączenie referendum z wyborami prezydenckimi, ponieważ wielu wyborców chce wiedzieć w jakim kierunku poprowadzi ich przywódca. Droga na Rosję wydaje się mało realna, natomiast całkiem możliwa jest izolacja Polska i zamknięcie się na zachód. Bycie w Europie i duchem w UE, ale nie do końca ciałem, więc egzystowanie na zasadzie mocnego stawiania warunków i tylko branie. Oczywiście takie zachowanie przez naszych zachodnich sąsiadów będzie bardzo źle spostrzegana, a co najgorsze, nadal będziemy tym narodem co tylko wspomina złe czasy, a wszelakie porozumienia i chęci mocniejszej współpracy odrzuca. Dlatego jeszcze we wrześniu powinniśmy zdecydować się na referendum i zagłosować na tak, aby ukazać Polskę jako kraj, który dąży do mocnej wspólnoty i chce być w pierwszym szeregu państw prowadzących Unię przed siebie.
Jeżeli pozostałe państwa przyjmą Konstytucję jej los wcale nie jest przesądzony, ale na pewno Francja straciła mocne argumenty na przywództwo w UE. Dlatego powinniśmy teraz sami przyjąć Konstytucję i namawiać inne kraje do głosowania na "tak", aby starej Unii pokazać, iż wprowadziliśmy świeżość, a nie tylko awanturnictwo. |