Czwartek. Zwykły nudny dzień. Do szkoły mieliśmy na ósmą więc każdy z mojej klasy chodził lekko "zmięty".
Trzecią lekcją była historia.
Wchodzimy do klasy...i odór który z niej ulatuje powala nawet największego mięśniaka na kolana.
Aaach...tak, tak moi kochani na mojej drodze ku "zebraniu wszystkich kluczy i zostania woźną"
stanęła Pani K. To właśnie bohaterka dzisiejszego arta.
Ta otóż przedstawicielka płci pięknej(szczerze?? u niej ta reguła się nie potwierdza) śmierdzi
za przeproszeniem jak, jak...no nie wiem jak co!! Na ten jej "zapach" po prostu nie ma określenia. To trzeba poczuć... [Wolałbym nie :)]
Jakby tego było mało w wieku 40 lat przebiła sobie nos i chodzi z ttaakim wielkim kolczykiem w owej części ciała.
Ten osobnik (płeć wyżej wspomniana) jest bardzo wymagającym typem nauczyciela. Dyktuje wszystko do zeszytu (każda lekcja=5 nowo zapisanych stron w zeszycie) i "życzy sobie" aby TO wszystko było w głowie na następną lekcję. No i jak już cię wyrwie to pyta bezlitośnie od początku roku!!
Na każdej lekcji robi 20 minutową "łapankę" i zaczyna się "rzeź niewiniątek". Niedawno sama padłam ofiarą tego prześladowania.
Pani K. ubrana we wściekle różową bluzkę kończyła właśnie odpytywanie. Już byłam w siódmym niebie gdy nagle wyczytała moje nazwisko. No i mi poleciało...wszystko co miałam w rękach (zboczuchy:)) na podłogę. Pozbierałam art. szkolne i na mięciutkich nogach popełzłam w stronę tablicy.
Na biurku u historyczki jak zawsze leżał stos książek, kubeczek po kawie (jak zawsze) i jabłko. Była zajęta przeżuwaniem kanapki zakupionej w szkolnym sklepiku i jak na razie dużo się nie odzywała. Stałam tam z dobre 10 minut a ona wpieprzała to żarło i bezczelnie gapiła się na mnie. Gdy już cała kanapka przeszła jej przez przełyk zaczęła mnie pytać - akurat z drugiej wojny światowej (a musicie wiedzieć że ten temat umiałam najlepiej). Wyrecytowałam jej wszystko śiewająco jak na konkursie wierszy Tuwima w przedszkolu a...a ona postawiła mi marną trójczynę!!! Nic się nie odzywałam bo babka potrafi być zawistna.
Usiadłam w ławce i zaczęłam czytać temat tejże lekcji. Przez chwile tekst wydawał mi się nawet, nawet, jednak po przeczytaniu
trzech linijek podniosłam głowę lekko znudzona. Zobaczyłam wtedy iż Pani K. zabrała się do konsumpcji jabłka.
Przez chwilę
przyglądała się mu dokładnie po czym zatopiła zęby w owocu. Nie było by w tym nic ciekawego lub śmiesznego gdyby nie pewna
"drobnostka". Gdy z nieszczęśliwego jabłka pozostał sam ogryzek psorka przyglądając się mu (znowu) przez moment - zjadła go. Aby nie marnować niczego historyczka zjadła również ogonek :)
Reakcja klasy?? Najpierw wszyscy byli czerwoni, potem fioletowi a na końcu zieloni ze śmiechu.
!!!mOn@!!!
moniczka174@op.pl
PS
Pozdrowienia dla wszystkich i dla całej redakcji. Buźka :* muuuuua:)