Pewnego słonecznego dnia ja, piątkowy uczeń możnaby rzecz, dowiedziałem się, jakie oceny wypadają nam na koniec roku. Moja średnia głwatownie zmalała z 5.1 na 4.6 ... okazało się, że mam czwórki z historii, techniki, anglika i polaka, oraz że nie mam szóstki z informatyki!!! To był dla mnie szok, dlategoż zaraz pobiegłem poprawiać przedmioty. Porkowi (nauczyciel techniki, patrz teksty: Belfry w szkole nr XX, Głupie Wygłupy i Rewelacje klasy "B" z numerów 1-3 SZKOŁY) zaniosłem górę rysunków technicznych i zarządałem, żeby mi to ocenił. Oczywiście wszędzie znalazł jakieś nieścisłości i czwóra mi pozostanie (prawdopodobnie). Z anglika i polaka napisałem jakieś głupie testy i się poprawiłem. Najgorzej było z historią...
Babka powiedziała, że jedynym wyjściem jest napisanie referatu. Z tematów wybrałem sobie Unię Europejską (było jeszcze NATO i ONZ). Miałem tylko tydzień na zrobienie referatu...
Oczywiście zrobiłem go ostatniego dnia :) i to o drugiej w nocy. Kiedy skończyłem, wybuchłem rykiem, bo płakać nie umiem (nie chodzi o to, że jestem macho, tylko po prostu jakoś nie umiem, zawsze wolę się śmiać :D). Referat zresztą był badziewny, niecałe cztery strony o historii, celach UE i głównych instytucjach. Załamałem się kompletnie, ale nie mogłem nic więcej wymyślić, więc wydrukowałem moje wysiłki i włozyłem do plecaka.
Byłem babce bardzo wdzięczny, kiedy powiedziała, że nie muszę stać na środku, tylko mogę siedzieć. Odczytałem swój referat, a klasa (przynajmniej powinna) robiła notatki. Pod koniec przeczytałem bibliografię (było tam 5 punktów) i babka stwierdziła, że to dobrze, że nie ściągnąłem referatu żywcem z neta. Oddałem jej referat, a ona postawiła mi piątala :). A byłem pewny, że to badziewie czwórki nawet nie dostanie. Dlaczego ja muszę być taki pe(ni)symistą??
Wolwerin
wolwerin10@o2.pl