Good morning ewrybady! Dzisiaj poruszę delikatną sprawę... duszenia piórników!
Temat ten wiele razy poruszałem z moją koleżanką Madzią, ksywa: Medżik, (pozdrawiam!) oraz z Izą, ang. Ajzą, czyt. Łazją :) na nudnych lekcjach matematyki (i tak mam pewną piątkę, więc mogę sobie pogawędzić :D). Doszliśmy do wniosku, ze duszenie piórników jest bezsensowne i bardzo sadystyczne. Oczywiście niektórzy powiedzą, że duszone piórniki smakują lepiej niż smażone, ale nie z nami te numery :)
Popatrzmy na klasę B. Moją klasę ;) łapią pierwszy lepszy piórnik, i drąc się "ŁAAAAAAP!!!!!" rzucają w najbliższego osobnika. Jak złapie, to podaje dalej, a jak dostaje w łeb to... no właśnie, co? Wszyscy lecą na pomoc ("Oj, sorry, ja naprawdę nie chciałem!") i rzucają piórnik dalej. W końcu właściciel krzyczy "Ej, to moje!!!" i łapie za piórnik. Ten, kto akurat go trzyma, nie chce puścić. Zaczynają się szarpać aż w końcu piórnik rozwalony ląduje na ziemi wyrzugując swoje wnętrzności. Kończy swój szlachetny żywot... CHLIP!!! A jeżeli jego to boli? Wiele razy słyszałem o "oddychającej tkaninie", więc jak widzicie macie przejaw życia! Skończył życie jak żołnierz na wojnie...
Podsumowując: nie duście ani nie rwijcie piórników! To naprawdę boli! A jakby ja wam coś oderwał? (pytanie skierowane do mężczyzn :D)
Wolwerin
wolwerin10@o2.pl
PS
Raju, ale ja jestem szurnięty :)