::: WYWIAD
Z JOE CRISPINEM :::
Tekst
został opublikowany na łamach wortalu www.probasket.pl
i umieszczony w AM Sport za zgodą redakcji
serwisu.
„…Uważają,
że jestem stuknięty. Ale aby zagrać dobry mecz, muszę oczyścić swój
umysł. A umysł i serce mam czyste, kiedy zwracam się do Boga, to mi pomaga
się skupić i odnaleźć w meczu. Wszystko w moim życiu obraca się wokół
Jezusa, wiec koszykówka nie jest wyjątkiem.”
Piotr
Kieplin: Jak czujesz się w Polsce? Jest coś co ci się podoba w naszym
kraju? Może coś ci przeszkadza?
Joe Crispin: Mi, a właściwie bardziej Erin (żona -
przypomina red.) podoba się to, że ludzie tu dużo spacerują. Mamy bardzo
blisko las.. Ludzie chodzą, mogą się zatrzymać pogadać. To stwarza miłą
atmosferę do mieszkania. To odróżnia Polskę od Stanów, gdzie wszyscy jeżdżą
samochodami i są anonimowi. Co mi przeszkadza? Hmm. Mieszkania w blokach są
inne. Trochę bardziej hałaśliwe i mniejsze. U nas w mieście nie ma żadnych
hałasów, no bo skąd, jeśli mieszkasz spory kawałek od najbliższych sąsiadów.
Ale to nie jest taki wielki problem.
Włocławek to małe miasto, nie za małe?
Nie, nam się bardzo podoba. W Stanach mieszkaliśmy w jeszcze mniejszym
mieście, na przedmieściach New Jersey, więc jesteśmy przyzwyczajeni do małych
miast. To ułatwia życie, bo wystarczy kilka minut i już jestem na treningu.
Co sądzisz o polskiej lidze?
Po tym co widziałem, myślę, że czołowe drużyny są bardzo dobre, a
zespoły ulokowane niżej w tabeli nie są już tak dobre jak się wydaje,
grają powiedzmy „okay”. Ale play-off to wielka radość z grania.
A co sądzisz o polskich sędziach?
Zależy o jakim meczu mówimy. Są w porządku. Nie mięliśmy żadnych
spięć. Możemy narzekać, ale wszędzie znajdą się jakieś uchybienia. W
stanach, w drugiej lidze, sędziowie są straszni, więc tu nie jest źle.
Mam na myśli mecz nr 1 i 4, byłeś zaskoczony ich decyzjami…?
Ostatni mecz? O tak…W pierwszym byli w porządku, ale ostatni mecz…
Prokom dziwnie oceniano. To było frustrujące. Drużyna, grająca bardziej
agresywnie nie mogła sobie na nic pozwolić. Niepotrzebnie wprowadza nerwową
atmosferę i to wina sędziów.
Ale szczerze, rzadko się złoszczę i nie miałem żadnych spięć z sędziami.
Jak koncentrujesz się przed meczem?
Nie robię nic specjalnego. Żadnych przesądów. Wszystko, co robię
przed meczem, to czytam. Biblię, albo jakąś książkę.
To dość niezwykłe, większość graczy słucha muzyki, albo coś innego
ale na pewno nie czyta Biblii…
Wiem, że tak jest. Uważają, że jestem stuknięty. Ale aby zagrać
dobry mecz, muszę oczyścić swój umysł. A umysł i serce mam czyste, kiedy
zwracam się do Boga, to mi pomaga się skupić i odnaleźć w meczu. Wszystko
w moim życiu obraca się wokół Jezusa, wiec koszykówka nie jest wyjątkiem.
We Włocławku kibice bardzo ciepło Cię przyjęli, polubili od razu. Po
meczach w Warszawie i Sopocie nosili Cię na rękach…
Tak, byłem troszkę zdenerwowany, bałem się, że upuszczą mnie na głowę
(śmiech). Ale to swoista radość. To bardzo zaskakujące, ale wiem, że
podoba im się moja gra, bo robię czasem szalone rzeczy i oddaje szalone
rzuty. Ćwiczyłem to. Robię to właściwie całe życie, więc dla mnie, nie
jest to taką wielką sprawą. Ale widzę, że kibice to lubią… Każdy lubi
rzuty za 3pkt.
Drużyna również to lubi… Czasem zespół zostawia Ci parkiet na 2-3
minuty i tylko ty wtedy zdobywasz punkty.
Uważam, że mamy dobrą drużynę, bo nikt bardzo się nie unosi.
Kadzilis zdobywa 17 punktów w jednej kwarcie, mówimy mu tylko „trzymaj tak
dalej! Jesteś wielki!”. I przez to chłopaki czują się dobrze. Trener też.
Jeśli czujemy się dobrze po prostu idziemy po zwycięstwo. To sprawia, że
nasza drużyna jest wyjątkowa. Mamy graczy jak Gratis Jahovics, który gra świetnie
w obronie, nie zdobywa zbyt wielu punktów, nie mówi się o nim głośno,
nikt go nie nosi na rękach, ale to, co on robi, jest ważniejsze niż to, co
ja wyczyniam.
Więc nie jesteś etatowym asem w rękawie Urlepa?
O, z pewnością nie, widać to było w niedziele. W pierwszej połowie
grałem może 3 minuty. To bardzo dobra i wyrównana drużyna. Dzięki temu
jest wyjątkowa. Kadziulis zdobył 17 punktów w jednej kwarcie, Ed rzucał
wspaniale, Duszan Jelić zagrał genialnie w obronie, widać było dużo
energii w grze, a o nich się nie mówi. Robert Witka to doświadczony
zawodnik. Ja tylko zrobiłem kilka szalonych rzeczy. (śmiech) To bardzo
dobrze kiedy jesteś w drużynie, gdzie grają wszyscy.
Kibice z Sopotu mięli transparent „Anwil ma Crispina, u nas gra drużyna”.
Czujesz się liderem, gwiazdą zespołu?
(głośny śmiech żony…) Nie zgadzam się z tym. Myślę, że to przez
ten jeden mecz (drugi mecz z Sopotu- przypomina red.) gdzie zagrałem bardzo
dobrze. Ale myślę, że wczorajszy wieczór pokazał, jak jest naprawdę.
Zdobyłem 11 punktów, a wyniki w zespole to 13,13,11, wiec zwycięstwo to
sukces zespołu, nie mój.
To zastanawiające dla wszystkich, czemu grasz niesamowity mecz, a następny…
po prostu grasz… Potem znów wznosisz się na wyżyny i… Mówi się o
„seriach Crispina”… Czemu tak jest?
Mam nadzieję, że to szybko minie. Nie jestem początkującym graczem.
Nigdy mi się to nie zdarzało. Bywało, że grałem trzy bardzo dobre mecze i
wtedy ewentualnie jeden słabszy… Może dlatego, że mecze tu są takie
ostre i zacięte. To dla mnie też jest dziwne, ale po prostu mam czasem dobre
przeczucie. Serce i umysł są we właściwym miejscu i wszystko wychodzi, a
innym po prostu nie idzie. Wiele zależy od drużyny przeciwnej… Kiedy zdobyłem
28 punktów w drugim meczu, w trzecim zawodnicy Prokomu doskonale mnie
przykryli, podwajali i potrajali, grali świetnie, wiec grało mi się
cholernie trudno. To nie tylko ode mnie zależy, czy gram dobrze, a nie
wszyscy o tym pamiętają...
Ale kiedy to jest Twój mecz, możesz rzucać przez ręce, nawet przeciwko
dwóm zawodnikom…
To całkowicie zależy od meczu, czy czuję, że jestem w stanie to zrobić.
Np. wczorajszy mecz… nie wszystko było jak należy, może więc w następnym
meczu trochę mi odpuszczą, ale nie sądzę, że pozwolą mi rzucić 20 punktów.
Jak ci się pracuje z trenerem Urlopem? On wiecznie krzyczy…
Tak, ale dla mnie jest dobry(śmiech). Pomimo tego lubię z nim pracować.
Wiem, że niektórzy twierdzą, że jest szalony… Ale wie, że czasem
potrzebuję trochę odpoczynku i pozwala mi na to. Tak jak wczoraj. Kiedy mój
drugi rzut nie wyszedł, powiedział „masz trafić i tyle, przecież
potrafisz prawda…” Jest bardzo nerwowy, krzyczy nawet jak wygrywamy, ale mnie to nie przeszkadza.
Staram się zrozumieć i zrobić to, co on do nas mówi. Przeważnie chce nam
powiedzieć cos dobrego…
Co Urlep powiedział w przerwie 3 meczu? Kazał wam odpuścić i oszczędzać
się na niedzielne spotkanie?
Kazał nam walczyć, nie mógł powiedzieć nic innego. On zawsze każe nam
walczyć, nigdy się nie poddajemy Zespół był załamany, ja byłem załamany,
ale on wciąż powtarzał by grać. Jeśli już musisz przegrać to 15 a nie
35 punktami. Musisz dawać z siebie jak najwięcej.
Urlep słynie z poukładanej gry. Każdy zawodnik ma swoje miejsce i
zadanie. W tym sezonie widać trochę szaleństwa w grze Anwilu. Trener dał
wam wolną rękę, czy szalejecie bez jego zgody?
Nie, on nam na to pozwolił, wie o wszystkim, to część planu. (śmiech) On
mądrze dobiera zawodników. Zwłaszcza w obronie. Dokładnie wie, co każdy z
nas potrafi i co lubi grać: Ed lubi wolną przestrzeń, ja lubię mieć sporo
miejsca, lubię grę jeden na jeden, Kadziulis lubi grę na obwodzie. Więc
pozwala nam to robić, grać to w czym jesteśmy silni. Więc to nie jest
wolna ręka, tylko część jego planu, wielkiego planu (śmiech).
Nie wychodzisz w pierwszej piątce nie przeszkadza ci to?
Wyszedłem raz, jak Kadzilis był kontuzjowany. Absolutnie mnie to nie złości.
Oczywiście lubię zaczynać, chyba wszyscy lubią, ale przyzwyczaiłem się
do tego w ciągu mojej całej kariery. Zresztą mam inną rolę w tym zespole.
Kadziulis jest wspaniałym zawodnikiem, który potrafi rzucić 16 punktów w
kwarcie. Kiedy ja przyszedłem do Włocławka, on grał bardzo dobrze już cały
rok. Było dobrze, więc lepiej było tego nie zmieniać.
Jak oceniasz atmosferę finałów (nieprzyjemne zajście w Sopocie pomiędzy
Narysem a Radojevicem oraz zachowanie trenera Winnickiego)?
Nie lubię przywiązywać wagi do tego typu sytuacji. Idziesz na mecz by zagrać
mecz. To jest ważne. Nie obchodzi mnie reszta. Nie mam problemów z nikim z
innej drużyny. Szanuje ich jako graczy, ale wiem, że niektórzy nie mogą
powstrzymać „ostrych rozmów”. Ale w końcu to jest mecz i wszyscy o tym
wiedzą, więc…
Który z dotychczasowych czterech meczy był najtrudniejszy?
Myślę, że pierwszy. Myślałem, że gramy dobrze, ale to nie wystarczyło,
bo to Prokom wygrał. Gdybyśmy wygrali pierwszy mecz sytuacja byłaby inna.
Nie było by takiej presji w meczu nr dwa i wszystko wyglądałoby inaczej.
Każdy mecz jest inny, każdy ma swojego bohatera. Ty byłeś bohaterem
meczu nr2. Czy to Twoje ostatnie słowo?
Mam nadzieje, że nie. Nie obchodzi mnie czy rzucę 10 punktów w meczu dopóki
wygrywamy. To jest pewne, że będę agresywny. Nie można postanowić sobie,
że będę bohaterem, ale nigdy nic nie wiadomo, kiedy zacznie mi coś
wychodzić. Zobaczymy…
A jaki wpływ na wynik pierwszego spotkania miał fakt że Ty i Scott graliście
pierwszy raz w tej hali w Sopocie?
To żadna różnica. Fakt miejsce mniejsze, ale dla mnie w miarę łatwe do
grania. Ja lubię grać w małych halach, pełnych kibiców. Nasza hala jest
całkiem mała w porównaniu do tych w USA, gdzie mieści się 16 tysięcy
ludzi. Dlatego tak dobrze się w niej czuję.
Wynik trzeciego spotkania mówi sam za siebie. Czy to najgorszy mecz w
jakim grałeś?
To był jeden z najgorszych meczy! Byłem zdenerwowany że nie trafiałem ale
grałem gorsze mecze na uniwersytecie. Najgorszy jest mecz gdy gra jest wyrównana
i przegrywasz przez jeden niecelny rzut, a nie gdy kończysz 30 punktową porażką.
A nie było żadnej kary za to spotkanie? Żadnego biegania na około hali
itd?
Nie mięliśmy treningu w sobotę. Tylko obejrzeliśmy nagranie z meczu,
przemyśleliśmy i przegadaliśmy go. Ale głownie mówił nam ciągle, że
mamy zagrać dobry mecz, bo oni nie są aż tacy świetni. Powtarzał to wiele
razy. Kazał włożyć w ten mecz całe serca. Jeśli tak zrobimy, uda się
nam, jeśli nie- nie mamy żadnych szans. Jeśli wierzysz, że drużyna może
odpowiedzieć i zareagować na ich grę, to jest to możliwe, by jeszcze stanąć
do walki. I to zrobiliśmy.
Presja kibiców jest wielka… To Ci pomaga czy raczej przeszkadza?
Fani, fani… tę atmosferę i podniecenie czuć w powietrzu. Dla nich każdy
mecz jest ważny
To miasto żyje koszykówką…
Dokładnie. Wiesz… W niedziele to pomogło, ale w piątek niestety nie… To
pomaga, gdy idzie ci dobrze, bo każdy się ekscytuje. Ale kiedy idzie źle,
gdy tracisz kilka akcji, nie trafiasz kilku rzutów, zaczynasz się denerwować,
drużyna zaczyna się denerwować… No i kibice zaczynają się denerwować.
Są czasem nawet w szoku, jak w piątek.
W całej swojej karierze, gdzie spotkałeś najlepszych kibiców?
Co znaczy najlepsi… W Grecji oni są szaleni, to fanatycy. Łatwo wpadają w
obłęd w trakcie spotkania. Tutaj są dobrzy, zawsze są z nami. Nie odwracają
się i nie linczują, kiedy mamy gorszy mecz. Zawsze nas wspierają. Grecy są
zbyt szaleni i obłędni, tu nas szanują, cieszą się drużyna, ale nie są
szaleni. W NBA jest całkiem inaczej, zwłaszcza w drugiej lidze.
Anwil od kilku lat stawia na młodych zawodników (Sirsnins, Jahovićs). Co
sądzisz o tych młodych graczach? Czy to materiał na dobrego zawodnika?
Kiedy patrzy się na Jahovicsa to jest się pewnym, że tak. Jest wspaniałym
zawodnikiem, ma młode nogi (śmiech) jest bardzo szybki. Jest wielkim, silnym
i szalonym obrońcą. Ray tak samo. Trener robi dobrą robotę pozwalając im
grać w odpowiednich sytuacjach. Młodzi po prostu wychodzą i grają.. Nie można
martwic się o to, że jest się młodym, tylko grać jak najlepiej.
Jaki jest twój typ co do końcowego rezultatu finału EBL?
Nie zmusisz mnie bym to powiedział (śmiech) nasza pewność daje im motywację.
Nawet nie wiem, co powiedzieć, bo jak mówiłeś, każdy mecz jest inny. Tak
wiele zależy, nawet nie tylko od tego co powie trener, ale od naszego
nastawienia, naszych umysłów. Zawodnicy Prokomu dokładnie poznali nasze
pozycje, zagrania, my ich, więc to będzie wielka walka. To wszystko jest
bardzo zakręcone. Wiesz raz przegrywasz 35 a następnego dnia wygrywasz 20
punktami. To szalone i trudne, ale właśnie dlatego wspaniałe.
Grałeś w Grecji, w NBA, teraz w Polsce, w Anwilu.. Gdzie w przyszłym
sezonie?
Wciąż nie wiem. Myślałem by tu zostać może nawet na cały rok, a potem
spróbować wrócić do NBA. Nie wiem. Jest jeszcze wiele do dopracowania w
mojej grze, aby moc znów grać w NBA. Więc jeśli przyjdzie okazja może w
przyszłym roku. Ale wciąż nie wiem, czy będę tam, czy tu. ( śmiech)
Na pewno będziesz starał się wrócić do NBA?
Tak, na pewno. Ale może wrócimy tu na rok i dopiero wtedy do NBA. To
wszystko zależy jak się ułoży. To praca. Zależy od pieniędzy, możliwości,
okazji…
Czego można Ci życzyć? W Polsce życzy się połamania nóg na szczeście.
Połamania nóg?
Życzymy przeciwności na szczęście, np przed egzaminem życzymy połamania
pióra, przed meczem połamania nóg. Czego Tobie życzyć?
Aaaaa (śmiech) Życzycie przeciwności. Więc co jest przeciwieństwem tego,
co chcę? Chcę do NBA…
Ale Trudno mi życzyć Ci gry w NBA, bo chcę byś został tu…
Więc życz mi bym nie został we Włocławku (śmiech)
Tak czy inaczej życzę Ci wszystkiego dobrego. Dziękuję za wywiad.
To była przyjemność.
PS. Podziękowania za pomoc w tłumaczeniu dla Anny Nowak.
:: probasket.pl
::
|