::: MÓJ
SPORT :::
W
tym miesiącu rozpoczynamy publikację w AM Sport tekstów, zapoznających Was
dokładniej z niektórymi dyscyplinami sportowymi (ukazanie ich niejako
"od środka"). Artykuły te powinny skłonić czytelników do
poprawienia tężyzny fizycznej i załapania "sportowej żyłki" nie
tylko w teorii (oglądanie), ale i w praktyce (uprawianie) :)
::
LEKKOATLETYKA ::
W tym artykule chciałbym przybliżyć wam odrobinę
dyscyplinę zwaną królową sportu (szczerze muszę przyznać, że nie mam
pojęcia dlaczego) a konkretniej lekką atletykę (LA). Historia tej
dyscypliny jest bardzo złożona więc zamieszczenie jej tu mija się z celem,
uważam, że jeżeli ktoś będzie bardzo zainteresowany historią poszczególnych
konkurencji to polecam serwis http://lekkoatletyka.org.pl/show.php?pokaz=historia.
:: I co ja robię tu?
Moja przygoda z LA zaczęła się bardzo typowo. Jakieś coroczne zawody międzyszkolne
w gimnazjum, do których nikt z nas (uczniów)
się nie przygotowywał, a wybór opierał się bardziej na selekcji
naturalnej niż jakimś głębszym przemyśleniom. No i gdy już przeszedłem
tą selekcję mój jakże „wszystkim bardzo zainteresowany” nauczyciel
stwierdził, że moje miejsce to 1000m. To zabrzmiało dla mnie jak wyrok. Nie
znosiłem długo biegać, zresztą chyba jak każdy w moim ówczesnym wieku
uważałem piłkę nożną za jedyny sport który można uprawiać. Nadszedł
dzień startu na zawodach. Dostaliśmy dziwne buty z kolcami starsze ode mnie
(później dowiedziałem się że nazywa się to „kolce” :P), które wcale
moim zdaniem nie ułatwiały biegu. Nadszedł start. Bardzo mi zależało, żeby
wypaść dobrze bo wtedy na zawodach była dziewczyna, która bardzo mi się
podobała, więc jako prawdziwy samiec musiałem pokazać co potrafię :D. I
poszło mi ku zaskoczeniu mojemu i wszystkich zgromadzonych (moich znajomych)
całkiem przyzwoicie. 3 miejsce w zawodach powiatowych to jak dla młodego człowieka,
który nie osiągnął w życiu nic było naprawdę dużym, pozytywnym
doznaniem. Nie mogę napisać, że pamiętam to uczucie bo to nieprawda ale
wiem, że poczułem się (i tu cytat z reklamy) jak ktoś wyjątkowy. A później
wszystko poszło bardzo szybko. Następnego dnia przyszedł trener. Wtedy czułem
się taki ważny, „przychodzą do mnie” i wkręciłem się. Początkowo
nastawiony bardzo sceptycznie (bo przecież piłka jest najlepsza) powoli
treningi oraz zawody zaczęły mi sprawiać przyjemność (o ile torsje
spowodowane wysiłkiem mogą sprawiać przyjemność, a zdarzało się nie
raz). I tak minęło 6 lat spędzonych na solidnym treningu. Ja jestem typowym
zawodnikiem bez talentu i wszystko co osiągnąłem zawdzięczam pracy. Nie
odpuszczałem nigdy treningów. I efekty muszę przyznać są marne :P. No ale
trudno, nie każdy jest stworzony do tego by być mistrzem świata.
:: Trening
Trening LA należy chyba do jednych z najcięższych (mam na myśli oczywiście
treningi biegaczy bo tylko takie przeżyłem). Trenowałem wcześniej przez
rok piłkę nożną, w tym samym czasie również karate. I muszę przyznać,
że tego się nie da porównać z żadnym z moich doświadczeń. Szczególnie
problemem na początku jest narastające zmęczenie każdego dnia. Ponieważ
jak trenujemy 6 razy w tygodniu organizm nie ma czasu na regenerację, i
prowadzi to do nakładania się zmęczenia. Systematyka w treningu jest bardzo
ważna, już dwa tygodnie przerwy może odbić się negatywnie na naszych
wynikach. Istotny jest również aspekt psychiczny treningu. Monotonia
treningu (wykonywanie wielu powtórzeń tego samego ćwiczenia, odcinka) jest
przyczyną rezygnacji wielu niedoszłych zawodników. Jest to sport
indywidualny i wszelkie nagrody otrzymamy my, ale tak samo będzie z
konsekwencjami, które poniesiemy wyłącznie my, i może ta odpowiedzialność
jest czasem nie do zniesienia. Często zmuszenie się do wysiłku, do przełamania
bariery jaką nakłada nam nasz organizm graniczy z cudem. Bo to, że możemy
coś zrobić nie zawsze jest tak oczywiste dla nas. I muszę przyznać, że
chyba to mnie najbardziej pociąga w tym wszystkim. Gdy już nie mogę, wtedy
staram się przyspieszyć. Gdy dochodzi do przełomu, gdy nagle ustanawiamy
nasz rekord życiowy, wtedy zapominamy o bólu na treningach, jest to bardzo
istotna chwila w życiu każdego sportowca. To jest chyba w tym wszystkim
najpiękniejsze.
:: Zawody
 |
|
| J@CO podczas mityngu
LA :) |
|
Czym byłoby trenowanie bez sprawdzania swoich umiejętności/możliwości. To
w sumie dla takich chwil trenujemy. Może śmieszyć fakt, że trenuje się cały
rok po to by wystartować parę razy na zawodach. Ale gdy stajemy na bieżni/rzutni/skoczni
wtedy nie myśli się o kosztach jakie każdy poniósł aby w tym dniu
udowodnić sobie, że potrafi przebiec jak najszybciej/ rzucić jak
najdalej/skoczyć jak najwyżej/dalej. Po prostu robi się. Nie zawsze się
udaje, nie zawsze ustanawia się rekordy życiowe, ale sama przyjemność ze
startu pozostaje. Inni zawodnicy nie są wrogami, dla osoby która biega już
dłużej to są ludzie, którzy pomagają w zdobyciu jak najlepszego
rezultatu. To jest coś na zasadzie wspólnej pracy. Zawody są również
momentem do spotkania się ze znajomymi, z którymi zresztą wyjeżdża się
na obozy przygotowawcze. Bardzo lubię zawody szczególnie ze względu na
aspekt drugi.
:: Plusy (+)
LA dała mi wiele, nawet bardzo wiele. Cieszę się, bo nie zmarnowałem
ostatnich 6 lat mojego życia. Trenowanie umożliwiło mi poznanie wielu
miejsc do których na pewno bym nie pojechał oraz poznanie wielu ludzi, którzy
aktualnie są lub prawdopodobnie będą w kadrze narodowej. Obozy treningowe
które są bardzo tanie (średnio 100zł obóz dwutygodniowy z pełnym wyżywieniem,
oraz w bardzo dobrych warunkach), wyjazdy na zawody (w okresie startowym
praktycznie co weekend) naprawdę rozwijają. W sumie na razie poruszyłem
aspekt materialny. Ale na moją osobowość LA wywarło również bardzo
wielki wpływ. LA mnie wychowała :P. Byłem bardzo nieśmiały teraz nie mam
z tym problemu, również systematyka i wytrwałość są cechami, które można
sobie wykształcić. Może to brzmi naiwnie, ale taka jest prawda. Jest to
bardzo dobry środek do samo dowartościowania się. Wygląda się dobrze,
wszystkie mięśnie uwydatnione. Znacznie podnosi samoocenę, a i na plaży
jest przyjemniej :D.
:: Minusy (-)
W zasadzie powinienem napisać, że takowych nie ma, ale wtedy to nie byłoby
obiektywne zachowanie. Dla mnie sporymi wadami tej dyscypliny jest czas. Czas
jaki trzeba jej poświęcić w zasadzie wyklucza „życie prywatne” jeżeli
jeszcze chodzimy do dobrej szkoły. Po prostu nie ma na nie czasu. Gdy trening
trwa 2-4 godz. a trenujemy 6-7 razy w tygodniu to rachunek wydaje się prosty.
Również monotonia treningów, o której pisałem już wcześniej, szczególnie
w okresie przygotowawczym (moim zdaniem najtrudniejszym, bo brak motywacji),
jest często przytłaczająca. Bo trenujemy prawie codziennie, a do celu
(sezonu) bardzo daleko. Treningi zimowe należą do najcięższych w ciągu
roku.
:: Trenować czy nie?
Moja odpowiedź brzmi tak. Czy LA? Tego to nie wiem, zależy tylko od was i od
waszych preferencji, ale uważam że aktywność fizyczna jest wskazana, forma
chyba jest już mniej istotna. Do LA mogę zachęcić ludzi, którzy nie lubią
sportów drużynowych, i mają coś sobie do udowodnienia.
Słowem podsumowania chciałbym napisać, że nie ważne jaki, ważne żebyście
zaczęli uprawić jakikolwiek sport bo wizja otyłego społeczeństwa (made in
USA) przeraża i to chyba nie tylko mnie. A wystarczy zwykły spacer lub lekki
trucht każdego wieczoru/ranka.
:: J@CO ::
|