#31



Wstępniak

Artykuły

Kopana Corner

Woman Corner

"Mój sport"

Linki

Listy

On-line

Redakcja

Wyjście do AM


Zalecane:
IE 5.0, 1024x768;

Pamiętaj!
Sport to zdrowie!
Więc wyłącz ten
komputer i zagraj w
PIŁKĘ! ;)




Gdyby pojawiły się 
kłopoty z kodowaniem,
 a używasz IE wykonaj następującą czynność:
 widok -> kodowanie 
-> automatyczny wybór

 

::: PUCHAR POLSKI: LECH - LEGIA (WALKA DO KOŃCA) :::

        Spotkania między drużynami Lecha Poznań, i Legii Warszawa zawsze należą do tych z półki: „ciekawe klasyki”. I tak było we wtorek, 10 maja w Poznaniu, kiedy to te dwie drużyny spotkały się w ćwierćfinale Pucharu Polski. Trzy dni wcześniej, w meczu ligowym Poznaniacy polegli z kretesem przegrywając aż 3:0. Szumne zapowiedzi przed meczem, że tym razem będzie walka i wynik, nie okazały się wcale takie bezsensowne, gdyż rzeczywiście spotkanie stało na bardzo wysokim poziomie i mogło się podobać. W dodatku nie zawiodła poznańska publiczność, która w liczbie 20 000 stawiła się na stadionie przy ulicy Bułgarskiej. W relacji, jak zapewne widzicie, umieściłem dużą liczbę zdjęć (- Jeśli ich nie widzicie, to pobierzcie najnowszy numer AM Sport ze strony www.sport-am.prv.pl). Właśnie po to, aby choć trochę przybliżyć Wam klimat jaki panował tego dnia w Poznaniu.

| Lech - Legia  0:0  
/fot. lech.poznan.pl |

Spotkanie rozpoczęło się dość późno, bowiem dopiero o godzinie 21:00. Być może, gdyby nie ta pora na stadion przyszłoby więcej kibiców, jednak to są tylko i wyłącznie spekulacje. W obecnej sytuacji klubu, frekwencja 20tys. i tak robi duże wrażenie! Pierwszy strzał już w 3 minucie oddał Bartosz Karwan, jednak piłkę chwycił Waldemar Piątek. Bardzo dobrze w defensywie warszawskiego zespołu zagrał Dickson Choto, który kilka razy nie dał pograć najbardziej znanemu w drużynie Lecha, Piotrowi Reissowi. W drugiej linii poznańskiego zespołu rewelacyjny mecz zagrał Piotr Świerczewski, który imponował przeglądem sytuacji. Tak było m.in w 35 minucie, kiedy to uruchomił Reissa, jednak strzał tego drugiego obronił Artur Boruc. W 45 minucie powinno być 1:0 dla gospodarzy, jednak strzał Wachowicza z ostrego kata obronił bramkarz Legii.

Po zmianie stron widowisko nie straciło na swej atrakcyjności. Kilka minut po przerwie szansę na zdobycie gola miał ponownie Lech, jednak główkę Świerczewskiego wybronił Boruc. Kilka minut później po dwójkowej akcji Nawrocik-Gajtkowski, ten ostatni strzelił tuż nad poprzeczką z 16 metrów. Legia odpowiedziała strzałem z rzutu wolnego Tomasza Kiełbowicza, który w ostatniej chwili na rzut rożny wypiąstkował Waldemar Piątek. W ostatnich 10 minutach zarówno Lech, jak i Legia byli blisko strzelenia bramki, jednak do siatki nie trafili odpowiednio: Piotr Reiss i Tomasz Sokołowski II. Trzeba przyznać, iż było to bardzo emocjonujące spotkanie, które stało na wysokim poziomie. Warszawiacy po łatwym zwycięstwie nad Lechem w lidze, nie spodziewali się chyba tak trudnego spotkania. 

Lech Poznań  -  Legia Warszawa                   0 : 0

widzów: 20 000
sędziował: Hubert Siejewicz (Białystok)

Lech: Piątek - Jakubowski, Mowlik, Wójcik, Lasocki - Świerczewski, Scherfchen, Topolski (68-Gajtowski), Wachowicz (62- Sasin) - Zakrzewski (73-Nawrocik), Reiss

Legia: Boruc - Szala, Magiera, Choto, Kiełbowicz - Karwan (40- Smoliński), Sokołowski II, Djokovic, Vukovic, Kaczorowski - Saganowski (80-Zjawiński)

po meczu powiedzieli:
Czesław Michniewicz (trener Lecha): "Nawiążę jeszcze do przegranego meczu na Łazienkowskiej, gdzie zagraliśmy źle. Teraz mogę być zadowolony z gry mojej drużyny, ale niestety nie wykorzystaliśmy atutu własnego boiska. Uważam, że remis 0:0 jest lepszy niż 1:1, rywale nie strzelili nam gola na wyjeździe"

Jacek Zieliński (trener Legii): "Plan zrealizowaliśmy połowicznie. Nie chcieliśmy stracić bramki i to nam się udało. Ale tak ustawialiśmy drużynę i plan gry, aby zdobyć na wyjedzie gola, bo to dobra zaliczka przed rewanżem. Najwięcej kłopotów mieliśmy z długimi podaniami do napastników. Tutaj występowały błędy. Tak było w 45 min, kiedy mogliśmy stracić bramkę. Momentami Lech zepchnął nas do obrony. Było dużo akcji z jednej i drugiej strony w drugiej połowie, ale publiczność nie doczekała się gola. Karwan musiał zejść z boiska z powodu urazu mięśnia dwugłowego. Zawodnik sam poprosił o zmianę"

* * *

        Przed rewanżowym spotkaniem w 1/4 Pucharu Polski w zdecydowanie lepszej sytuacji była drużyna z Warszawy. I może kłóciłoby to się z logicznym myśleniem (przecież Lechowi wystarczył remis bramkowy do awansu!), jednak taka jest prawda. Na Łazienkowskiej gra się źle, szczególnie Lechowi, który kilka dni wcześniej przegrał tu 0:3. Dodatkowo kibice, których może nie jest tak dużo jak w Poznaniu, lecz którzy potrafią bardzo mocno dopingować swój zespół. A jak bardzo jest to ważne przekonaliśmy się podczas pierwszego meczu w Poznaniu. 

Spotkanie rozpoczęło się od uderzenia Legii, która w tym spotkaniu musiała strzelić bramkę! W 3 minucie, bramce Waldemara Piątka zagroził Tomasz Sokołowski II, jednak jego strzał obronił bramkarz Lecha. W 18 minucie "legioniści" wykonywali rzut wolny. Do piłki podszedł Vukovic, strzelił mocno, a piłka odbiła się jeszcze od poprzeczki i wpadła do siatki! Jeżeli mam być szczery, to nie za bardzo w tym momencie liczyłem na to, że Lech odrobi straty. Chociaż miałem świadomość, że czym dłużej będzie się utrzymywał wynik 1:0 dla Legii, tym jakby (na przekór) szansę na remis będą większe. Na szczęście w 31 minucie fantastycznym dośrodkowaniem popisał się Lasocki. Piłkę odbił przed siebie Artur Boruc, jednak ta trafiła pod nogi Zakrzewskiego, który skierował ją do siatki gospodarzy. Nie powiem, zagościła w moim sercu euforia, i to jaka! Wynik remisowy utrzymał się do przerwy.

Po drugim gwizdku sędziego do zmasowanego ataku ruszyła Legia. Głównie dzięki wprowadzonemu na boisko Piotrowi Włodarczykowi. Jednakże zarówno on, jak i Marek Saganowski nie potrafili pokonać Waldemara Piątka. W 60 minucie mecz został przerwany na kilka minut. Powodem było wyrzucenie przez kibiców z Warszawy rac na płytę stadionu. Przerwa nie pomogła podopiecznym Jacka Zielińskiego, którzy nadal nie mogli poradzić sobie z defensywą poznańskiego zespołu. Z minuty na minutę cieszyłem się coraz bardziej, gdyż wydawało się, że to Lech awansował do półfinału Pucharu Polski!! Tak nie wiele brakowało :(  W 90 minucie sędzia podyktował faul dla drużyny Legii, który wykonał Tomasz Kiełbowicz. Piłka zatańczyła na linii bramkowej, próbował ją dobić Sokołowski II, jednak nie trafił w piłkę. Za to zrobił to Mariusz Mowlik, który wślizgiem próbował przeszkodzić Sokołowskiemu. Piłka przekroczyła linię bramkową, i legioniści mogli cieszyć się z wygranej. Chwilę potem sędzia odgwizdał koniec spotkania. 

Krótkie podsumowanie. Z całą pewnością dwumecz ten może pochwalić się nie tylko wielką atrakcyjnością medialną, ale również sportową. Zarówno spotkanie w Poznaniu, jak i w Warszawie należały do tych z grona "ciekawszych", i umiały przykuć widza do TV (bądź radioodbiornika :P). Poniżej macie wypowiedzi piłkarzy obydwu klubów. Warto zwrócić na pretensje Poznaniaków w stronę sędziego głównego. Meczu nie oglądałem, więc nie mogę tego zweryfikować, jednak chyba warto się do tych słów w jakiś sposób odnieść. Czy było to tylko tłumaczenie się, czy prawda? Identyczna sprawa ma się w przypadku oskarżeń Choto w stronę Piotrka Reissa, który ponoć użył w kierunku czarnoskórego piłkarza Legii obraźliwych zwrotów. Tylko dziw bierze, czemu "SuperExpress" poinformował o tym fakcie dzień przed rewanżem. Wokół spotkań tych dwóch drużyn zawsze jest dużo niedomówień i emocji, nie zawsze tych pozytywnych. I powinniśmy się przyzwyczaić. Mi, kibicowi Lecha, pozostało jedynie żałować, iż ekipa z Bułgarskiej nie obroni trofeum zdobytego przed rokiem... 

Legia Warszawa  -  Lech Poznań         2 : 1     (1 : 1)

bramki: Vukovic (19'), Mowlik (90'-sam.); Zakrzewski (31')
widzów: 6000
sędziował: Krzysztof Słupik (Tarnów)

Legia: Boruc - Szala, Rzeźniczak (86-Zjawiński), Djokovic, Kiełbowicz, Sokołowski II, Magiera, Vukovic, Kaczorowski (55- Sokołowski I), Smoliński (55-Włodarczyk), Saganowski.

Lech: Piątek - Jakubowski, Mowlik, Wójcik, Lasocki, Wachowicz (78- Sasin), Bugała (60-Gajtkowski), Świerczewski, Scherfchen, Zakrzewski (81-Telichowski), Reiss.

po meczu powiedzieli:
Jacek Zieliński (trener Legii): "Mecz miał jakby trzy odsłony. Graliśmy nieźle do momentu zdobycia gola. A potem tak jak to bywało w poprzednich spotkaniach oddaliśmy inicjatywę. Pozwalaliśmy stwarzać Lechitom sytuacje. Bramkę straciliśmy w prosty sposób, choć całym zespołem byliśmy akurat na własnej połowie. Po przerwie nasza gra zyskała na wartości, kiedy na boisko weszli Piotrek Włodarczyk i Tomek Sokołowski I. Wydawało się, że drugi gol dla nas jest tylko kwestią czasu. Jednak czas mijał, a gol nie padał. Cieszę się, że wreszcie wygraliśmy dzięki szczęśliwej końcówce. W tej rundzie bywało do tej pory odwrotnie"

Czesław Michniewicz (trener Lecha): "W ostatniej minucie straciliśmy bramkę, której absolutnie nie powinniśmy stracić. Legii należał się wolny pod jej bramką, na linii końcowej. Boruc przesunął jednak piłkę o kilkanaście metrów, na linię pola karnego. Poszło dalekie podanie, chwilę potem sędzia odgwizdał wolnego. Panowie z telewizji mówili mi, że niesłusznie. Żal, że straciliśmy awans w takich okolicznościach. Nie będę się wypowiadał na temat arbitra, bo to kosztuje minimum tysiąc złotych, ale zarówno podczas meczu Wisły z Pogonią jak i dzisiaj panowie sędziowie nie byli w najlepszej formie. Legia była absolutnie w naszym zasięgu. Dobrze rozszyfrowaliśmy jej pomysł na grę"

Aleksandar Vuković (Legia): "Dlaczego tak długo ukrywałem się, że umiem strzelać rzuty wolne? Dwa dni zanim Jacek Zieliński został trenerem też nikt nie wiedział, że on nim zostanie. Na treningach trafiałem ostatnio z wolnych 12 na 15 prób. Tak więc to dla mnie nie nowość. Jesteśmy lepsi od Lecha. Przegralibyśmy z tą drużyną jeden mecz na dziesięć. Piękno piłki nożnej polega jednak na tym, że dzisiaj wcale nie musieliśmy wygrać"

Tomasz Sokołowski II (Legia): "Czy to ja strzeliłem drugą bramkę, decydującą o awansie? Zostańmy przy tym, że strzeliłem przy pomocy Mariusza Mowlika. Jest mi niezmiernie przyjemnie, że miałem taki udział w awansie. Miałem blisko do linii bramkowej. Najpierw nie trafiłem w piłkę, ale wszystko dobrze się skończyło"

Artur Boruc (Legia): "W tym sezonie ciągle przeżywam dramatyczne mecze. Wcześniej na Legii to tak często mi się nie zdarzało. Dziś nie brakowało nam umiejętności, czy determinacji. A szczęście? Pewnie - czasem też jest potrzebne. Nareszcie w końcu było przy nas. Gdy kibice rzucali race na boisko jako kapitan drużyny pobiegłem interweniować. Nawet przez chwilę nie myślałem jednak, że sędzia może przerwać spotkanie. To, że kibice po tej rozmowie zareagowali właściwie bardzo nas wszystkich podbudowało i od tej pory grało się łatwiej. Wiem, że mieli powód protestować. I nie chodzi o naszą grę. Ale dlaczego, to już ich sprawa"

Piotr Reiss (Lech): "To nie Legia strzelała dzisiaj bramki, a sędzia. My byliśmy zupełnie bezradni. Według mnie sędzia wypaczył wynik tego spotkania. Podyktował Legii pięć czy sześć rzutów wolnych, a słuszny był chyba tylko jeden, na Saganowskim. My nie mieliśmy żadnego z odległości 20 czy 30 metrów od bramki przeciwników. Trudno to wytłumaczyć młodym chłopakom, którzy dopiero wchodzą do zespołu i to wszystko bardzo przeżywają. Ja jestem już doświadczonym zawodnikiem i wiem jak sobie z tym radzić. Taka jest jednak nasza polska piłka, bo za granicą jest inaczej. Widzieliśmy niedawno finał ligi angielskiej, gdzie do ostatniej kolejki toczy się walka o utrzymanie. U nas w takiej sytuacji wszystkie klocki byłyby już poukładane. Jeśli od pierwszych minut piłkarze rywali co i rusz kładą się w polu karnym, to każdy człowiek, który zna realia polskiej piłki, wie o co chodzi. Moim zdaniem sędzia Słupik jest protegowanym prezesa PZPN Michała Listkiewicza i czuje się bezkarny"

Piotr Świerczewski (Lech): "Rzut wolny wykonany był bardzo dobrze, niestety zabrakło asekuracji bramkarza. Nasi obrońcy powinni szybko doskoczyć i wybić piłkę, ona właściwie stała na linii. Bardzo nam przykro, że straciliśmy tego gola. Nie wiem dlaczego sędzia dyktował im wiele rzutów wolnych przed naszym polem karnym, natomiast nam nic nie gwizdał. Boję się czy to nie był czasem mecz troszkę przekręcony przez sędziego. Ja do zawodników Legii nic nie mam, oni walczyli najlepiej jak potrafili, my też. Sędzia nie musiał im pomagać, niech w takich pojedynkach wygrywają lepsze drużyny. We wtorek Pogoń Szczecin została oszukana, teraz my"

Paweł Sasin (Lech): "Walczyliśmy do końca i na pewno nie byliśmy zespołem gorszym. Na początku drugiej połowy mieliśmy nawet lekką przewagę. Moim zdaniem zagraliśmy bardzo dobre spotkanie, jednak nie udało się awansować do półfinału"


:: Publo ::


AM Sport : Layout & GFX : Urimourn (urimourn@vp.pl)