::: PUCHAR
POLSKI: WISŁA K. - ZAGŁĘBIE L. :::
Wisła
przystąpiła do spotkania w trochę osłabionym składzie. Zabrakło
kadrowiczów: Frankowskiego, Baszczyńskiego, zawieszonego przez PZPN Błaszczykowskiego.
Sobolewski zagrał dopiero od 55 minuty. Głowacki narzeka na urazy. Jednym słowem
szansę dostali młodsi, tacy jak Vidlicka, Kuzera, Iwan, Brożek.
Mecz
rozpoczął się od mocnego uderzenia. Akcje z prawej strony przeprowadził
Kuzera, piłkę wyłuskał obrońcom Zagłębia Vidlicka. Dośrodkował w pole
karne, a tam dobrze ustawiony był Brożek i władował piłkę do siatki.
Zapowiadało się na kolejny pogrom Zagłębia. Zapowiadało się to jednak piękne
słowo :). A ci, którzy myśleli, że do takowego dojdzie powinni uzmysłowić
sobie, że im Liczka dłużej prowadzi Wisłę tym jest gorzej. Co prawda
inicjatywę mieli wiślacy, ale nic ciekawego z tą piłką nie robili. Tak
sobie kopali od niechcenia. No cóż, granie na 1:0 u siebie w dwumeczu to nie
jest najbardziej inteligentny pomysł, no ale prowadź nas ku Europie Liczko!
Podaniami wymienianymi przez obrońców i wykopywaniem piłki do przodu to
nawet za rok mistrzostwa chyba nie zdobędziemy. Zagłębie nastawiło się na
kontry i próbowali je konstruować, ale dobrze w bramce sprawował się Radek
Majdan.
W
drugiej połowie swoją szansę dostał Jacek Kowalczyk - ten reprezentant
Polski, od jakiegoś czasu okupuje rolę głębokiego rezerwowego pod Wawelem.
Także Sobolewski wszedł na boisko trochę później, gdyż musiał zmienić
dobrze sprawującego się debiutanta Bartosza Iwana, który doznał urazu.
Tego posunięcia nie rozumiem. Sobolewski po meczu kadry był zmęczony, na ławce
siedział ofensywny pomocnik Kwiek, który z pewnością pobudziłby Wisłę
do jakichkolwiek ataków. No ale chwała naszemu trenerowi! Wisła w drugiej
połowie zaczęła grać chaotycznie, nie potrafiła wyprowadzić ataku bokiem
boiska ani środkiem. Jedyne co próbowali to wykop obrońcy do napastnika.
Cudny styl gdy. Szymkowiak, oraz inni byli Wiślacy, którzy oglądali to
spotkanie z trybun trzymali się pewnie za głowę patrząc co wyprawiają z
piłką podopieczni czeskiego szkoleniowca. Trzymali się za głowę i
cieszyli się, że udało im się wydostać z tego bagna. Na ostatnie 20 minut
dopiero wszedł Kwiek, ale na prawą pomoc a nie na jego sztandarową pozycję
ofensywnego pomocnika. I pokazał, że chce mu się grać, że potrafi
rozgrywać. Oddał efektowny strzał, który z trudem wybronił bramkarz z
Lubina.
Mecz
ogólnie rzecz biorąc stał na słabym poziomie. Pamiętam jak Sly, który w
rundzie jesiennej był na meczu Zagłębia z Wisłą, gratulował mi wtedy świetnie
grającej Wisełki, która zachwycała grą i strzeliła wtedy 7 bramek. Oglądałem
kiedyś mecz jego Polkowic w II lidze i większych różnic w grze zespołów
nie dostrzegłem. Co ja mówię, tam przynajmniej próbowali atakować na
bramkę...
bramki:
Paweł Brożek (6')
widzów: 3000
sędziował: J. Granat (Warszawa)
:: ZOnk
::
|