#31



Wstępniak

Artykuły

Kopana Corner

Woman Corner

"Mój sport"

Linki

Listy

On-line

Redakcja

Wyjście do AM


Zalecane:
IE 5.0, 1024x768;

Pamiętaj!
Sport to zdrowie!
Więc wyłącz ten
komputer i zagraj w
PIŁKĘ! ;)




Gdyby pojawiły się 
kłopoty z kodowaniem,
 a używasz IE wykonaj następującą czynność:
 widok -> kodowanie 
-> automatyczny wybór

 

::: PEŁEN SPONTAN? :::

        Pamięci wszystkich
właścicieli monet
rozsypanych
na szczytach
świata

        Od dawna obserwuję różne dyscypliny sportu, ale dopiero dziś zainspirowało mnie NNN – Narzekanie Na Naczelnego. Spokojnie zaliczyłabym to do sportów ekstremalnych, bo adrenalina jest – szkoda, że tylko u jednej osoby. Jako znudzony kibic zamiast gwizdać, coś Wam powiem. Nie jestem ekspertem od ekstremów – a ilu z nas jest? Uderzcie się w blade klaty ilu z Was wyrusza w tym roku w Himalaje, skacze na bungee czy łapie wiatr w żagle? Prawdziwi eksperci w tym momencie szukają sponsorów, po raz setny sprawdzają sprzęt na wyprawę i w każdej wolnej chwili (bo wielu musi też egzystować w szarej rzeczywistości typu studia, praca) ćwiczą dłonie i stopy, aby nie zawiodły ich na skalnej ścianie. Prawdziwi eksperci nie mają czasu na wyzłośliwianie się w felietonach. Macie pecha, bo ja mam.

Oglądając zdjęcia i relacje z wypraw jesteśmy świadkami tylko efektu końcowego – moich dwóch znajomych na oblodzonym szczycie rozpoznaję tylko po goglach, w których odbija się jak w lustrze panorama Alp. Albo ta fotka z Dolomitów – lina na pionowej ścianie, na niej w pewnej odległości od siebie zawieszone żółte i czerwone kaski. Zmęczenie, ale i uśmiech.

Dotykam też czekana i gładkich, ostro zakończonych raków, które wbijały się w himalajski lód. Mały pokoik zagracony sprzętem, kalendarz ze zdjęciami z wypraw (też na sprzedaż, jeden ze sposobów na zdobycie gotówki) i  niepozorny człowiek, w którego głowie rodzi się wielki plan. I zazwyczaj na tym kończy się spontan, a zaczyna żmudna praca. Poszukiwanie sponsorów, zdobywanie pieniędzy na dojazd, sprzęt, jedzenie. To są długie miesiące intensywnej harówki, zanim zobaczycie ośnieżony szczyt i zamrożone wąsy mojego przyjaciela. Czasem na kilka miesięcy przed zaplanowanym wyjazdem nic jeszcze nie jest gotowe, brakuje połowy kasy, przychodzi załamanie, że nic z tego nie wyjdzie. Czasem tylko ślepy traf, szczęście zaważa na szali i grupa wyrusza w trasę.

Wspinaczka to strategia. W górach nie ma miejsca na szaleństwo, trzeba dobrze odmierzyć siły na odległość, stopień trudności podejścia, czas i zmiany pogody. Niekiedy trzeba przeczekać kilka dni w obozie, bo opady śniegu i silny wiatr uniemożliwiają przebicie się do kolejnego miejsca postoju. A wtedy też przychodzi zwątpienie, bo czas leci a jedzenia ubywa. I gdy wychodzi słońce – szybka decyzja, jedziemy dalej z koksem. Góry mają swój nieubłagany rytm, człowiek musi się do niego dostosować. Tam jesteś tylko nic nie znaczącym punktem, który musi liczyć się z każdą minutą, aby w równym tempie zdobyć upragniony szczyt, a potem bezpiecznie zejść do obozu za dnia.

Bywa i tak, że nawet z prostych wypraw można nie wrócić. Poluzowany hak, samotny lot, potem długie miesiące poszukiwań. Godziny przy telefonie, rodziny skupione przy telewizorze. Ukryte pod skalną półką ciało znaleźli po rozsypanych złotówkach… To pozostawiło ciemny ślad na wszystkich z tej grupy.

Znów wracam do zdjęć. Na niektórych szczytach – tłumaczy znajomy – spędza się tylko kilka minut, bo trzeba szybko wracać. Albo nie ma na tyle miejsca, by bezpiecznie usiadły dwie osoby. To jest tak potworne zmęczenie, że nie jesteś w stanie się cieszyć. A jednak wracają. Zdobywają uprawnienia przewodników górskich, znów szukają sponsorów, choć teraz – jak w górach – niektóre szlaki przetarte. Wspinaczka jest ich piękną przygodą i ma w sobie coś z magii – wysiłek włożony w przygotowanie każdego podejścia jest jak rytuał.

My siedzący przed komputerem, przerzucający kartki w albumie często nie zadajemy sobie pytania, jaką drogę tak naprawdę trzeba pokonać, aby wdrapać się na ośmiotysięcznik. To nie jest tylko to, co widzisz w TV, to jest sposób na życie. Pasja, wszystko podporządkowane jednemu celowi. To jest to ekstremum, żeby to wytrzymać i nie ugiąć się trzeba mieć silny charakter. Kilka minut adrenaliny to tylko czubek góry lodowej – czujesz to?


:: Lucyferia ::

 


AM Sport : Layout & GFX : Urimourn (urimourn@vp.pl)